Our Blog

Julian Józef Antoniszczak - non-pracownia



„W sumie najbardziej się liczy jakość spędzonego każdego dnia życia. Ważniejszy jest o właściwej porze kaloryczny spożyty obiad niż nadludzkim wysiłkiem zdobyta nagroda nobla która nigdy nie zrekompensuja utraconego zdrowia z powodu np. wrzoda żołądka lub piętnastnicy”

Urodził się w 1941 w Nowym Sączu - zmarł w 1987 w Lubieniu. Scenarzysta, plastyk, autor ilustracji muzycznej i reżyser filmów animowanych. Ukończył średnią szkołę muzyczną i Wydział Malarstwa i Grafiki krakowskiej ASP (1965). Jako realizator filmowy debiutował w 1967, wynalazca (1977) oryginalnej techniki filmowej non-camera, polegającej na rysowaniu kadrów bezpośrednio na taśmie filmowej. Laureat wielu nagród festiwalowych oraz Nagrody Ministra Kultury (1981).



W pracowni Julka

Opowieść Sabiny Antoniszczak o jej ojcu Julianie Józefie Antoniszu, zamieszczona w 13 (2004) numerze kwartalnika projektowego „2+3D” (Jak działa jamniczek) to w gruncie rzeczy nostalgiczna pieśń o czasie utraconym. Bohaterami wspomnień Antoniszczak z czasów dzieciństwa są na przemian: ona – córka i Julek, którego nigdy nie nazywała „tatą”. Sabina wspomina o sobie jako o dziecku, które nie rozumiało w pełni świata, w którym dorastało, ani poczynań swojego ojca, ale ochoczo czerpało z życia to, co tylko mogło, Juliana Józefa Antonisza zaś jako genialnego kreatora, dzięki któremu uboga rzeczywistość PRL-u nabierała rumieńców. O twórczej działalności ojca Antoniszczak opowiada współczesnym językiem. „Julek miał mnóstwo prostych, dizajnerskich pomysłów na zastąpienie rzeczy, których nie można było kupić (...)” – wspomina na przykład. Użycie słowa „dizajnerskie” nie dziwi, projektowanie stanowi bowiem pole zainteresowań kwartalnika „2+3D” i także w aktualnym numerze znajdziemy wiele artykułów na ten temat. Mnie jednak najbardziej zainteresował animator Julek.


Jak działa jamniczek? (How the sausage dog works? 1971)

Tym, którzy z nazwiskiem Antonisza stykają się po raz pierwszy, spieszę z wyjaśnieniem, że był on jednym z założycieli Studia Filmów Animowanych w Krakowie, twórcą animacji eksperymentalnej, artystą oryginalnym w sposobie podejścia do taśmy filmowej i technik animacji.

Kwartalnik „2+3D” wykorzystał materiały archiwalne Antonisza, projektując okładkę najnowszego numeru. Widnieją na niej przyżółcone tabliczki, które wisiały w domu artysty, będącym jednocześnie jego pracownią, miejscem prezentacji twórczych dokonań i jaskinią nowych pomysłów. Tabliczki te stanowią także drogowskazy, przy pomocy których można odbyć wędrówkę po świecie Antonisza.



Pracownia eksperymentalna filmu animowanego Non-Camera

Antonisz kręcił filmy bez kamery. Może to zakrawać na paradoks, ale artysta nie potrzebował filmowego sprzętu, żeby tworzyć animacje. Jego technika polegała na malowaniu historii bezpośrednio na taśmie filmowej. Na każdej klatce taśmy Antonisz nanosił jeden rysunek i potem powielał go na kolejnych, z odpowiednimi modyfikacjami. Eksperymentowanie było jego żywiołem. Wciąż coś ulepszał w swoich maszynach oraz sposobie tworzenia rysunków. Antoniszczak przywołuje jedną z eksperymentalnych technik: „(…) rzadko rysował filmy pisakami – większość filmów powstawała opracowaną przez niego techniką »wydrapywaną«: na przeźroczystej taśmie filmowej 35 mm za pomocą różnych skonstruowanych przez siebie urządzeń wydrapywał rysunki. Po czym smarował taśmę… bezbarwną pastą do butów. Pastę łatwo było zetrzeć z niezarysowanych rejonów, pozostawała tylko w rowkach wydrapanych igłą.


Film o sztuce biurowej (Office art movie, 1975)

Następnie, w tak przygotowany podkład wcierało się czarny pigment, za który służyła zwykła sadza (samodzielnie przez niego wyprodukowana nad świeczką). W końcu taśma trafiała do »Pracowni Koloru« – czyli do mojej mamy, która na podświetlanym stole, pod szkłem powiększającym kolorowała pędzelkiem i tuszem kolejne klatki filmu”. Stałe usprawnianie pracy, którego zarzewiem był twórczy niepokój, doprowadziło do powstania

Pracowni eksperymentalnej grafiki komputerowej i animacji komputerowej

Córka animatora opowiada, że „Jeden z jego wynalazków (Antoniszograf frazujący) służył do rysowania płynnych przejść z jednej fazy ruchu w drugą – podczas gdy Julek rysował skrajne klatki, maszyna sama uzupełniała fazy pomiędzy nimi”. Urządzenie to na tyle było nowatorskie i zaawansowane, że śmiało można powiedzieć, iż w niczym nie ustępowało współczesnym programom komputerowym, których zadanie, w gruncie rzeczy, sprowadza się do tego samego: wyręczania pojedynczego animatora w żmudnej pracy rysowania kolejnych faz ruchu. Innym pomysłem Antonisza była maszyna świadcząca „usługi portretowe”; po uprzednim dostarczeniu przez przyszłych rodziców swoich zdjęć maszyna generowała dwanaście wariantów wyglądu przyszłej latorośli. Gdyby ktoś dzisiaj opracował taki program komputerowy, na pewno odniósłby spory sukces.

Wydział obrazu

Zapał twórczy Antonisza nie ograniczał się tylko do opracowywania udogodnień technicznych wykorzystywanych przez niego urządzeń; objawiał się także w podejściu do tego, co można było oglądać na jego filmach. Do tej pory pamiętam animację Te wspaniałe bąbelki w tych pulsujących limfocytach, którą niedawno przypomniano w ramach objazdowego przeglądu 55 lat polskiej animacji. Kolorowe, przelewające się plazmatyczne kształty, ujawniające, co tak naprawdę stanowi żywioł animacji, czyli niczym nieskrępowany ruch, przywołane zostały we wspomnieniach Antoniszczak jako przykład domowej działalności artysty, który swoim córkom zamiast telewizyjnych bajek pokazywał „plazmotwory”. Pod tą dziwaczną nazwą kryje się autorska technika, polegająca na tym, że „do projektora filmowego lub zwykłego rzutnika do slajdów wkładał [Antonisz – A. K.] kawałek złożonej na pół taśmy filmowej lub celuloidu i przy pomocy strzykawki, pipety i oliwiarki wlewał między warstwy substancje o różnych kolorach (…): tusze, farby kleje, oliwę, wpuszczał bąble powietrza, poruszał warstwami taśmy”. Wówczas na ekranie działy się rzeczy zachwycające. Wyobrażam sobie córki animatora siedzące na tych magicznych pokazach z rozdziawionymi buziami. Ale nie tylko obrazy zawładnęły duszą artysty. Także dźwięki.


Polska kronika non-kamerowa Nr 1 (Polish non-camera chronicle No. 1, 1981)

Wydział dźwięku

Antonisz sam komponował muzykę do swoich filmów, a także – o czym dowiaduję się dopiero z opowieści jego córki – tworzył muzykę non-camerową, wydrapywaną bezpośrednio na ścieżce dźwiękowej. Występował też w roli tapera.

Tabliczek-przewodniczek po świecie nieposkromionej wyobraźni animatora jest kilka, ja zatrzymam się jeszcze tylko przy jednej, najlepiej bowiem samemu sięgnąć po 13 numer „2+3D”, tym bardziej że czeka w nim niespodzianka, ściśle związana z tytułem opowieści Antoniszczak. Na wspominanej przeze mnie tabliczce widnieje taki oto napis: „Pracownia gastronomiczna życia”.

Wisiała ona przed wejściem do kuchni. Nie mogę się oprzeć, żeby na zakończenie opowieści nie zestawić jej z napisem umieszczonym na kolejnej: „W sumie najbardziej się liczy jakość spędzonego każdego dnia życia. Ważniejszy jest o właściwej porze kaloryczny spożyty obiad niż nadludzkim wysiłkiem zdobyta nagroda nobla która nigdy nie zrekompensuja utraconego zdrowia z powodu np. wrzoda żołądka lub piętnastnicy” (podaję pisownię oryginalną). (Agnieszka Kozłowska)

Julian Józef Antonisz (Julian Józef Antoniszczak 1941-1987). Director of animated and experimental movies, graphic artist, screenwriter, inventor and composer. He was born in 1941 in Nowy Sącz, died 1987 in Lubień. Ryszard Antoniszczak’s brother. He graduated music high school and Graphic and Painting Faculty of Academy of Fine Arts in Cracow, in the Lab of Animated Movie Drawings. Earlier he had studied physics at the Jagiellonian University. This versatile education has influenced the authorial character of his movies. Antonisz animated his movies by himself, as well as directed them, composed music and was making sound tracks, using the devices made by himself. He had worked out his own technique of processing of a movie tape. He also made experiments with recording soundtracks on movie tape.

He had his debut as a director in 1967. One year later he made his debut as an inventor of a non-camera technique (technique of making movies without using a camera, the stills are drawn by hand on the movie tape) Most of his movies were made that way. He made 36 movies. He had created a world of his own characters in form of pulsing figures, with spreading shapes, living among real cogs and screws, and other parts of technical stuff. (A phobia 1967, An unwasted lesson, 1970; How does the daschund work, 1972).

He created movies inspired by pop art, but also with a joyful reserve. (Office art movie, 1975). There is also one impressing technique of Julian Józef Antonisz, worth admiring: imprinting on a clear movie tape graphic matrices – woodcuts, zinc slabs, lithographic stone (Słońce, 1977). He is a cofounder of Cracow SFA (Studio of Animated Movies), a winner of many polish and international prizes on many international movie festivals.

He died prematurely. But with his multi talents, he proved that the classical division of movies - movies for kids, adults and experimental movies (which in common understanding are for nobody) are no longer obliging. Movies made by this artist are a very important part of polish animation, and the humour contained in them still has many admirers.

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów motywu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.