Our Blog

Psychedelic Experience (Mushroom ceremony)



Wyznania polskiego zjadacza grzybów
Piotr Rymarczyk

(...) W świecie, w którym żyjemy, z reguły nie mamy większych wątpliwości co do tego, kim jesteśmy. Naszą potoczną samoświadomość wyznacza bowiem identyfikacja z rutynowymi - i mającymi na ogół społeczny charakter - rolami, jakie odgrywamy w swym życiu codziennym. Tymczasem zażycie psychedeliku wytrąca naszą świadomość z ustalonych kolein i sprawia, iż nasze funkcje psychiczne ulegają niejako deautomatyzacji. Dzięki temu widzimy teraz arbitralność norm, konwenansów i stereotypów, którym podporządkowywaliśmy dotychczas swoje istnienie - widzimy, że są one wobec nas czymś zewnętrznym. Aktor w teatrze codziennego życia spostrzega, że nie jest rolą, którą odgrywa. Szczelnie przylegająca nam dotąd do twarzy maska człowieka uspołecznionego odpada, a zza jej zasłony wyłania się ten, kim jesteśmy u rdzenia samych siebie: ów tajemniczy bezimienny, który siedzi w naszych głowach, myśli i czuje i który, gdy wyzwoli się już z opętania rolą nie zna żadnych praw lecz jedynie swe indywidualne pragnienia.


W efekcie nasza egzystencja - po wydobyciu jej zza zasłony społecznych definicji, które ją dotąd interpretowały i w ten sposób "oswajały" - zaczyna wydawać się nam zdumiewającą tajemnicą. Dziwaczne wydaje nam się, że istniejemy właśnie tu i teraz pośród nieskończoności możliwych światów, a jeszcze bardziej dziwaczne to, że istniejemy i że w ogóle coś może istnieć. Czerń własnych źrenic oglądana w lustrze wciąga nas w głąb niepojętego i samym sobie wydajemy się teraz cudownym i strasznym snem śniącym się ponad nieskończoną otchłanią.

Ale temu poczuciu cudowności i grozy istnienia towarzyszy bynajmniej z nim nie kolidujące poczucie jego śmieszności. Życie wydaje się nam teraz groteskowym tańcem, dadaistycznym poematem. Nasz śmiech bierze się z odkrycia radosnej względności świata - jest to śmiech wolności wydobywającej się zza zaskorupiałych form istnienia. Parafrazując Bachtina można powiedzieć, iż owo dojmujące poczucie śmieszności jest skutkiem uchylenia oczywistości świata - odrzucenia "tego, co się rozumie samo przez się" i otwarcia się na nieprzewidywalność (...)


Psychedelicznym przemianom w postrzeganiu samego siebie towarzyszą równie radykalne i skądinąd nawet bardziej rzucające się w oczy przemiany w percepcji zewnętrznej rzeczywistości. Mają one, jak sądzę, podobne przyczyny co transformacja naszej samoświadomości. U ich podstaw wydaje się bowiem leżeć nasze wyzwolenie się od konwencji, które kształtowały dotąd nasz sposób postrzegania świata i deautomatyzacja naszej percepcji. Dotąd bowiem nasza uwaga koncentrowała się na tych elementach otaczającego nas świata, których postrzeganie było nam niezbędne w codziennej praktyce życiowej. Doznania, które miały się nijak do tego, co na codzień robiliśmy, umykały na ogół naszej uwadze. Tymczasem psychedelik wytrącając świadomość z utartych torów pozwala nam wyzwolić się od percepcyjnych schematów i spojrzeć na rzeczywistość w sposób nieuwarunkowany. Konsekwencją tego jest wzrost wrażliwości na niuanse zmysłowych postrzeżeń i drobne detale otaczającego świata, na które pozostawaliśmy dotychczas ślepi. Możemy więc teraz przez długo kontemplować złożoność konstrukcji zeschłego liścia albo wpatrywać się w misterny rysunek drzewnych słojów na byle jakiej desce.

Inną zmianą jaka dokonuje się teraz w naszej percepcji - i która również jest zapewne konsekwencją wyzwolenia się od poznawczych stereotypów - jest nieoczekiwany wzrost intensywności przeżywanych przez nas doznań. Wrażenia docierające do naszych zmysłów odzyskują świeżość pierwszej chwili stworzenia. Barwy stają się bardziej soczyste, zapachy aromatyczne, a dźwięki dźwięczne. W efekcie w otoczeniu, które w normalnym stanie ducha wydawałoby nam się po prostu ładne, czujemy się teraz jak ogrodzie ziemskich rozkoszy. Psychodelicznej intensyfikacji podlegają co prawda nie tylko doznania przyjemne, ale i przykre, takie jak zmysłowa czy estetyczna odraza. Intensyfikacja przydaje im jednak patosu, co sprawia, iż również one stają się często w pewien paradoksalny sposób satysfakcjonujące.


Ale deautomatyzacja percepcji sprawia, iż docierające do nas doznania stają się bogatsze w szczegóły i intensywniejsze. Powoduje ona bowiem również zmianę towarzyszącej im aury emocjonalnej. Otaczający nas świat dotąd wydawał się nam zwyczajny i na ogół niegodny uwagi. Teraz czujemy się jednak tak, jakbyśmy oglądali go po raz pierwszy w życiu. Patrząc na otaczające nas obiekty nie możemy się powstrzymać od myśli o ich dziwaczności. Nawet nasze własne ciało i jego ruchy wydają się nam teraz obce, często niepokojąco zwierzęce. Ten odmieniony świat budzi zarazem nasze przerażenie jak i fascynację. Wrażenia te towarzyszą nam w jakimś stopniu nawet w najbardziej banalnych momentach, ale najsilniej ujawniają się w sytuacjach, które nawet w "normalnym" stanie psychicznym uznalibyśmy za w pewien szczególny sposób niepokojące. Spojrzenie na rozgwieżdżone niebo albo spacer po ciemnym lesie mogą przyprawić nas o prawdziwy wstrząs.

Ale jednocześnie w innych sytuacjach oglądana przez nas rzeczywistość sprawia na nas wrażenie arcyśmiesznej. Szczególnie komiczne wydają nam się teraz przedmioty, z których korzystaliśmy dotąd w codziennym życiu, a które teraz, nabrawszy dystansu wobec swego potocznego sensu, przypominają rekwizyty z groteskowego spektaklu. Ich widok prowokuje nas do tego, byśmy bawili się nimi na wszystkie możliwe sposoby, gdyż - jak słusznie zauważył wspominany tu już Bachtin - świat śmiechu jest zawsze otwarty na nowe interakcje (...)

Zatarcie się granicy między nami a zewnętrznym światem sprawia, iż ten ostatni może stać się teraz zwierciadłem, w którym będzie przeglądać się nasza wyobraźnia. W rezultacie otaczająca nas rzeczywistość nabiera w naszym odczuciu symbolicznego charakteru, staje się pełna komentujących nasze losy znaków. Noc, która nas otacza nie jest już zwykłą nocą, lecz odbiciem nocy kosmicznej, w której zanurzone jest nasze istnienie; z milczenia nieruchomej wody możemy wyczytać obraz niosącej zapomnienie śmierci podobnej powrotowi do łona, a żar i żarłoczność ognia skłania nas do fantazji o egzystencji sprowadzonej do jednej płomiennej i bolesnej chwili.

Czasami owo przeglądanie się wyobraźni w lustrze świata przybiera formę doznań halucynacyjnych, które są o tyle specyficzne, iż ci, którzy ich doświadczają z reguły zdają sobie sprawę, że to, co dostrzegają, jest wytworem ich imaginacji. Gra światłocieni sprawia, iż widzimy, jak obok oświetlonych blaskiem księżyca zarośli czają się monstrualne owady; liście otaczających nas drzew pełne są czujnie wpatrzonych w nas oczu, a w wijącej się z komina smudze dymu pojawiają się i nikną jak w kalejdoskopie nieskończenie piękne kobiece twarze. Psychodeliczne wizje cechuje niepokojąca dziwaczność korespondująca skądinąd z dziwacznością innych aspektów pogrzybowych doświadczeń, a przywodzące na myśl malarstwo ekspresjonistów i surrealistów: oniryczne dzieła Kubina czy Chirica. Wizjom tym nieobcy jest jednak również absurdalny humor rodem z płócien Paula Klee.


Opisywanym przeze mnie psychedelicznym przemianom w postrzeganiu samego siebie i otaczającego świata towarzyszą również zmiany w percepcji czasu. Zażycie psychedeliku sprawia mianowicie, iż czas w naszym subiektywnym odczuciu ulega nieprawdopodobnemu nieraz wydłużeniu. Zjawisko to wydaje się być konsekwencją faktu, iż psychedelik wyzwolił nas od narzucanego nam przez zmysł "rozsądku" nawyku pamiętania o doświadczeniach przeszłości i troski o przyszłość. Naszą świadomość w przemożny sposób wypełnia chwila teraźniejsza, która wydaje się być wieczna . Ów prymat chwili teraźniejszej nie oznacza zresztą, iż chwila ta nie może w pewien sposób zawierać w sobie przeszłości i przyszłości. Obejmuje ona je jednak nie jako abstrakcyjne konstrukty, ale jako żywo przez nas doświadczane - a więc aktualnie obecne - wspomnienia czy marzenia. Aktywność wyobraźni z jednakową swobodą przenosi nas w z powrotem w krainę dzieciństwa lub czyni nas starcami a wszystko to dzieje się teraz (...)



Pisałem już, iż przekonanie o patologicznym charakterze psychedelicznych doświadczeń bazuje na założeniu, iż panujący model postrzegania rzeczywistości jest czymś "naturalnym", a więc nie podlegającym dyskusji: świat jest, jaki jest; my jesteśmy, jacy jesteśmy i tylko wariat mógłby się tu nad czymś zastanawiać. Tymczasem łatwo udowodnić, że sposób w jaki widzimy samych siebie i otaczający nas świat jest uwarunkowany społecznie. Świat Papuasa jest innym światem niż świat współczesnego mieszkańca Zachodu nie tylko, gdy chodzi o role, których odgrywaniu poświęcają swe życie, ale również o sposób percepcji danych zmysłowych czy czasu (...)

Najistotniejszym zaś z takich koniecznych do wzięcia pod uwagę elementów jest czas. Procesy zachodzące w fizycznej rzeczywistości mają bowiem czasowy charakter i ich skuteczne kontrolowanie i przewidywanie możliwe jest jedynie wówczas, jeżeli przyswoimy sobie abstrakcyjne pojęcia obiektywnej przeszłości i przyszłości . Tak więc przyjęcie samozachowania, jako podstawowego celu życiowego sprawia, iż w dużej mierze zostajemy wygnani z wszechobecnego niegdyś "teraz" i w zamian za to zaczynamy postrzegać rzeczywistość przez pryzmat pojęcia biegnącej z przeszłości w przyszłość osi czasu (...)

W konsekwencji normy, jakim podporządkowujemy się ze względu na nasze dążenie do samozachowania, to przede wszystkim normy społeczne . Nasze uspołecznienie ulega zaś utrwaleniu i pogłębieniu przez fakt, iż chcąc uniknąć dyskomfortu płynącego z poczucia ulegania przymusowi z reguły identyfikujemy się z przeznaczonymi nam rolami i uznajemy ich odgrywanie za najlepszy sposób życia.



Przychodzi to nam zresztą tym łatwiej, iż społeczeństwo fabrykuje uzasadniające taką wiarę ideologie głoszące, iż praktykowany przez nas sposób życia jest właśnie takim, jaki przystoi "grzecznemu dziecku", "katolikowi", "patriocie", "człowiekowi sukcesu", czy po prostu "komuś normalnemu".

Równolegle uspołecznieniu ulega również nasze widzenie zewnętrznej rzeczywistości, gdyż skuteczne wykonywanie zadań nakładanych przez role społeczne wymaga od nas postrzegania świata w kategoriach zgodnych ze społecznym sposobem definiowania rzeczywistości. Jest to bowiem sposób dostosowany do praktyki społecznej - rodzaj mapy dostarczanej nam przez społeczeństwo, po to, byśmy mogli poradzić sobie z wyznaczanymi nam przez nie zadaniami. Tak więc musimy się więc nauczyć widzieć świat jako zbiór przedmiotów i sytuacji, które grupy społeczne, do których należymy uznają za godne zdefiniowania jako przedmioty i sytuacje. Mieszkańcowi współczesnej Polski nie jest np. na ogół potrzebna umiejętność rozpoznawania, rozróżniania i nazywania tropów zwierzyny, ale trudno byłoby mu się obyć bez umiejętności rozpoznawania, rozróżniania i nazywania banknotów (...)

Podobnie zubażający wpływ na naszą psychikę wywiera również poddanie społecznym definicjom postrzeganego przez nas za pomocą zmysłów świata i sprowadzenie go w naszych oczach do zbioru społecznie znaczących obiektów, na których mamy dokonywać społecznie zalecanych przekształceń. W efekcie maleje bowiem nasza zdolność do czerpania z percepcji zmysłowej przyjemności.


Flesh of the Gods Historical Trailer
Sacred mushroom ceremonies of the Mazatec Indians of Oaxaca Mexico


Docierające do nas zmysłowe dane redukujemy teraz bowiem do rangi sygnałów umożliwiających rozpoznawania społecznie istotnych obiektów i skuteczne posługiwanie się nimi. Zmniejsza się również nasza zdolność do dostrzegania bogactwa i złożoności otaczającego nas świata, gdyż przecież nasza uwaga koncentruje się na tych jego aspektach, które umożliwiają nam skuteczne odgrywanie naszych codziennych ról, podczas gdy wszystko inne zostaje usunięte w cień. Z obiektywizacją rzeczywistości wiąże się też utrata zdolności do przeglądania się w niej naszej wyobraźni. Efektem jest nasze wyobcowanie ze świata, w którym nie jesteśmy już w stanie odnajdywać przemawiających do nas symboli, nastrojów i emocji, lecz który jest już tylko martwym przedmiotem.

Co więcej oglądany przez nas świat, podobnie jak nasze życie, jest dla nas światem banalnym. Patrząc na otaczające nas obiekty nie zastanawiamy się już nad ich istnieniem, lecz myślimy, jak skutecznie się nimi posłużyć. Podobnie też jak miało to w przypadku naszego własnego istnienia spowodowana przez przyswojenie sobie społecznych definicji banalizacja pogłębiana jest przez fakt, iż definicje te mają charakter zbiorowy. Uczy się więc nas postrzegać świat jako zbiór pozbawionych indywidualności i pogrupowanych w kategorie rzeczy i sytuacji. Jedno drzewo ma być dla nas podobne do innych drzew, jeden poranek do innych poranków. Owa narzucana przez społeczeństwo dezindywidualizacja otaczającej nas rzeczywistości swe najbardziej spektakularne formy osiąga w sferze kapitalistycznej ekonomii. Tutaj bowiem same ustanowione przez społeczeństwo rzeczy i sytuacje zredukowane zostają do swej rynkowej wartości, co czyni z nich bezbarwne widma, których jedyną istotną cechą jest cena.

Do zubożenia naszych doświadczeń przyczynia się również przyswojenie sobie przez nas społecznie obowiązującego pojęcia czasu. Jak już bowiem wspominałem przyswojenie sobie przez nas wyobrażenia osi czasu, a następnie przyjęcie opisującego ową oś społecznego systemu rachuby czasu, prowadzi do wygnania nas z chwili teraźniejszej. Tak więc w sytuacji, gdy myślimy w kategoriach obowiązującego w naszym społeczeństwie czasu zegarowego realnme jest dla nas jedynie "przed" i "po" . Wszechogarniające zaś niegdyś "teraz" zredukowane zostaje do pozbawionego wymiarów punktu na osi czasu - godziny "siedemnastej trzydzieści dwa dziesięć sekund" jak mawia zegarynka. Tymczasem o ile społeczne role wykonywać możemy wyłącznie w czasie o tyle szczęśliwi możemy być jedynie teraz.

Tak więc podporządkowując nasze postrzegania siebie i świata dążeniu do samozachowania uzyskujemy bezpieczeństwo, ale zatracamy w dużej mierze zdolność życia własnym życiem i patrzenia na świat własnymi oczami. W naszej egzystencji zdarzają się jednak sytuacje, które mogą sprawić, iż w mniejszym lub większym stopniu udaje nam wyzwolić spod władzy społecznych definicji rzeczywistości i spojrzeć na siebie i świat w sposób nieuwarunkowany. Takie sytuacje to samotność, noc, momenty życiowego kryzysu lub przełomu, przebywanie na pograniczu snu i jawy. Szczególnie spektakularne efekty przynosi tu zaś zastosowanie psychedelików.

Opisując ich działanie można z pewną dozą słuszności stwierdzić, iż z powrotem przenoszą nas one w początki naszego dzieciństwa. Warto jednak zaznaczyć, iż świat, który przed nami otwierają nie jest bynajmniej prostą reprodukcją dzieciństwa. Mamy tu raczej do czynienia z sytuacją, kiedy osobie posiadającej doświadczenie i możliwości intelektualne człowieka dorosłego dana zostaje możliwość oczami świeżo narodzonego dziecka. Stąd też zapewne różnice między psychedelicznym a dziecinnym sposobem widzenia świata. Tak więc w przypadku doświadczenia psychedelicznego opisywane tu poczuciem niesamowitości życia i świata - poczucie, na które składają się splątane ze sobą wrażenia cudowności, grozy i groteskowości istnienia - występuje, jak się wydaje, w wyrazistszej i dużo bardziej rozwiniętej formie . Osoba po grzybach ma więc na przykład skłonność do patrzenia na rzeczywistość przez pryzmat pojęć takich jak "nieskończoność", "wieczność" i "otchłań", a więc do posługiwania się kategoriami, których dziecko jeszcze nie opanowało (...)

Doświadczenie psychedeliczne w spektakularny sposób wykazuje nam , iż zdeterminowany przez dążenie do samozachowania sposób w jaki przeżywamy rzeczywistość na codzień pozwala nam wykorzystać jedynie drobną cząstkę tkwiących w nas możliwości cieszenia się istnieniem. Teraz widzimy jasno, iż prawdziwe życie jest gdzie indziej.

Z doświadczenia tego możemy wyciągnąć dwojakie wnioski. Pierwszym jest dążenie do odrzucenia prymatu samozachowania już w ramach istniejącego społeczeństwa i wola życia pełnią życia już tu i teraz nie bacząc na normy społeczne i inne ograniczenia nakładane nam przez rzeczywistość. Atutem takiego rozwiązania jest jego natychmiastowość, ale musimy sobie jednocześnie zdawać sprawę, iż podejmując taki wybr podejmujemy wybór tragiczny, gdyż narażamy się na cierpienie i zniszczenie. Drugim możliwym do wyciągnięcia wnioskiem jest dążenie do stworzenia takiego społeczeństwa, które umożliwiałoby ludziom samozachowanie nie wymagając od nich w zamian wyrzekania się siebie poprzez samouprzedmiotowienie - społeczeństwa zabawy. Jest to cel, którego być może nigdy nie da się w pełni osiągnąć, ale do którego z pewnością warto próbować się przybliżyć. Tak więc logiczną konsekwencją doświadczenia psychedelicznego jest krytyka społeczna.

fragmenty tekstu opublikowane w piśmie Mać Pariadka (nr 34)


ONE STEP BEYOND (1961)
The Sacred Mushroom


Part one

The origin of religion, according to Terrence McKenna, involves psilocybin, the toxin found in the genera of mushrooms that we will discuss today. This in itself is interesting, but did not originate with Mckenna. In 1986, shortly before his passing, Gordon Wasson put forth his own theory on the origin of religion from hallucinogenic mushrooms, specifically Amanita muscaria, with examples from several cultures that hehad previously described, in details. In addition, Wasson also believed that Soma was responsible for

"A prodigious expansion in Man's memory must have been the gift that differentiated mankind from his predecessors, and I surmise that this expansion in memory led to a simultaneous growth in the gift of language, these two powers generating in man that self-consciousness which is the third of the triune traits that alone make man unique. Those three gifts - memory, language and self-consciousness - so interlock that they seem inseparable, the aspects of a quality that permitted us to achieve all the wonders we now know."

A modified version of this theory was later developed by McKenna, in the late 1980's. His theory differed from Wasson in that Mckenna believed that mushrooms containing the entheogen psilocybin, and he specifically says Stropharia cubensis, was responsible for the origin of religion and development of memory, language and self-consciousness. According to Mckenna, both events occurred in Africa, and began during the prehistoric, nomadic, hunting/gathering period of man's existence. The conclusion that Stropharia cubensis was "The Tree of Knowledge" was based on the elimination of plants containing entheogens that are available in Africa. Mckenna further restricted the plants considered to those having entheogens with indole compounds, which are characteristically strong visionary entheogens. With these prerequisites, the list of hallucinogenic plants was short: Tabernanthe iboga and Peganum harmala (Syrian Rue). Although both are known to be used by religious cults, these species were eliminated from consideration. The roots of Tabernanthe iboga contain the the alkaloid ibogaine, the entheogen, is required in far greater amounts than would normally be consumed in a meal by early man. In addition, its usage is only traced as far back as the 19th. While Peganum harmala may be found through the arid part of Mediterranean North Africa, there is no history of its usage here and it, again, must be too highly concentrated or must at least be combined with dimethyltryptamine (DMT) before it will produce an hallucinogenic effect. With the elimination of these two species, McKenna was left only with psilocybin mushrooms. These mushrooms could be found abundantly growing on the dung of the hoovedA modified version of this theory was later developed by McKenna, in the late 1980's. His theory differed from Wasson in that Mckenna believed that mushrooms containing the entheogen psilocybin, and he specifically says Stropharia cubensis, was responsible for the origin of religion and development of memory, language and self-consciousness. According to Mckenna, both events occurred in Africa, and began during the prehistoric, nomadic, hunting/gathering period of man's existence. The conclusion that Stropharia cubensis was "The Tree of Knowledge" was based on the elimination of plants containing entheogens that are available in Africa. Mckenna further restricted the plants considered to those having entheogens with indole compounds, which are characteristically strong visionary entheogens. With these prerequisites, the list of animals that grazed in the grassland areas where they were being hunted. Stropharia cubensis was singled out because it was the only species thought to produce psilocybin in concentrated amounts and to be free of other compounds that may produce side-affects. It was the addition of the Stropharia to the diet of early man that led to better eyesight (an advantage for hunters), sex, language, and ritual activity (religion among them), when eaten. One qualification that should be added here. These are not characteristics that were endowed to the mushroom eaters and then transferred to later generations, genetically. This cannot happen because of the mechanism by which evolution operates! However, that’s another story that we don’t have time to get into. Instead, the mushroom augmented the above traits by changing the behavior of individuals. These changes in behaviors favored increased usage of language, leading to an increase in vocabulary to communicate when hunting and gathering. Although evolution was occurring on the genetic level, due to increase in mutations from the change in diet that had occurred, according to McKenna, social evolution, due to the mushroom consumption was responsible for the above changes.


Part two

At the same time that language was developing, religion also began. When taken at levels that cause intoxication, a feeling of ecstasy occurs, with hallucination and access to what the user would perceive as the realm of the supernatural. This led to the origin of the shaman whose duty is to communicate with the unseen mind of nature (the gods?) (...)

In the case of Soma, the entheogen was even considered to be a god. In the psilocybin containing mushroom, this is not the case. Although the mushrooms are still considered to be sacred, their role differs from that of Soma. Teonánacatl is looked upon as the mediator of god. Also, unlike the A. muscaria, Teonánacatl represents a number of genera and species of mushrooms. However, the use of various species of mushrooms, containing psilocybin and psilocin toxins, in religious ceremonies are still known to occur. These toxins were identified as psilocybin and psilocin and belong to the same family of compounds as LSD. They were first isolated from Psilocybe mexicana, by Albert Hofmann. Hofmann tested the psychoactive properties of cultivated specimens of this mushroom and described his experience, in detail.

In North and South America, it is believed that the religious ceremonies originated from Asia, where it was traditionally believed that the first settlers of the Americas migrated, by crossing the Bering Strait, which connected Russia and America, during the last ice age. These people would eventually settle throughout North and South America, to form the many diverse cultures in the Western Hemisphere (...)

The earliest literature, concerning these sacred mushrooms that the Aztecs called Teonánacatl, flesh of the gods, was in the 16th. Century, by a Spanish Priest, Bernardino de Sahagún, in his Florentine Codex. In 1651, Francisco Hernandez, was able to distinguish between three different kinds of psychoactive mushrooms that were revered by the Indians of Central Mexico at the time of the conquest by the Conquistadors (...)


Part three

Although de Sahagún specifically stated Teonánacatl to be a mushroom, in 1916, William Safford, an American botanist concluded that the stories of hallucinogenic mushrooms among American indians were actually Lophophora diffusa and L. williamsii, entheogenic cacti, locally referred to as Peyote and that the Indians were telling authorities that it was a mushroom in order to protect it. This story was disputed by Dr. Blas Pablo Reko, an amateur botanist, who was certain that Teonánacatl not only existed, but was was still being used in Mexico. News of this dispute would eventually reach Roberto Weitlaner, an Australian, amateur anthropologist. Weitlaner had witnessed a mushroom ceremony, in the early 1930's and contacted Reko concerning the ceremony and sent voucher specimens of the mushrooms. Reko forwarded the specimens to the Harvard herbarium where they were received by a young Richard Schultes, at that time still a graduate student. In 1938, Schultes traveled to Mexico to verify that Teonánacatl was indeed a mushroom. It was his meeting with Eunice Pike, a missionary-linguist, who confirmed the identity of Teonánacatl . Collections of the mushrooms were made and in 1939 Schultes published Plantae Mexicanae II: The Identification of Teonanacatl, a Narcotic Basidiomycete of the Aztecs, in the Harvard Botanical Museum Leaflets (...)

"There is a world beyond ours, a world that is far away, nearby, and invisible. And there is where God lives, where the dead lives, the spirits and the saints, a world where everything has already happened and everything is known. That world talks. It has a language of its own. I report what it says. The sacred mushroom takes me by the hand and brings me to the world where everything is known. It is they, the sacred mushrooms, that speak in a way I can understand. I ask them and they answer me. When I return from the trip that I have taken with them, I tell what they have told me and what they have shown me." (...)

The knowledge of magic mushrooms even spread to Hawai‘i, during the early 1960s. According to Dr. Mark Merlin, Professor of Biology, during the early 1960s, when the Peace Corp first began, some training was done in Hawai‘i. Apparently, some Peace Corp members were aware of magic mushrooms and knew that some species could be found on cow and horse dung. Although the mushrooms were probably present, in Hawai‘i, for as long as horses and cows have been here, prior to the arrival of the Peace Corp, knowledge of the mushroom's psychoactive properties was not known. While there are few species that occur in Hawai‘i, they are apparently the same ones that occur in various parts of the world.

Dr. Merlin, and Mr. John Allen, a very enthusiastic collector of mushrooms, published an article in the Journal of Psychoactive Drugs, during the 1990s on the magic mushrooms that occur in Hawai‘i. Sadly, while María Sabina became famous, as the Shaman, that introduced the Wassons to participate in the religious ceremonies, in the town where she lived, she was ostracized for this same act. Her home was burned and she was banished from the town where she resided for revealing the secrets of the mushroom religious rituals to outsiders. However, she never regretted her act, and felt that it was her destiny. Maria Sabina passed away on November 22nd 1985 and is now a legend in Mexico.



The Aztecs of Mexico hold these mushrooms in great reverence and used them only in their most holy of ceremonies. Also, the mushrooms were not the only source of hallucinogens, mescaline, peyote and morning glory was also important in their religious ceremonies. Click here for further reading concerning the use of entheogens among the Mazatecs (...)

It was here that the new branch of ethnobotany began, and was named ethnomycology. Wasson would go on to publish numerous publications and books on the role of hallucinogenic mushrooms, not only in still-extant cultures in Mexico, but also in preconquest Mexico and eventually exploring ethnomycological studies in Europe and Asia. It was through his work that mycologists took an interest in the mushrooms involved in the ritual. It was with the above mentioned mycologists as well as Gaston Guzman, the Mexican mycologists, that the species used in these religious ceremonies became identified, and later the psychoactive principles identified through the efforts of Albert Hofmann. Hoffman also synthesized these compounds, in the lab, and made it into a pill that was generically called Indocybin. One of these bottles was presented to Maria Sabina who after trying it told Hofmann that its effects were indistinguishable from the mushrooms.

The use of psychoactive mushrooms was not restricted to Mexico. Later studies by various researchers would demonstrate that they were used by various Indians in Meso - and South America, dating as far back as 2200 years, as well as in other parts of the world (...)

link in comments

2 komentarze:

ankh pisze...

rapidshare

link comes via Garden of Delights

Anonimowy pisze...

Faktycznie, był kiedyś w piśmie Mać Pariadka cykl artykułów pt. Encyklopedia Psychodelików(?). Dzięki za przypomnienie.
Pzdr.

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów motywu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.