Our Blog

Miasto Nie Spało - Pieśni Żałobne (2000)





" (...) To bodaj pierwsza, wydana przez młodych polskich artystów (urodzonych w drugiej połowie lat 70.), pozycja tak udanie łącząca klasyczne przygotowanie z głębokim przeżywaniem. Mimo iż często (i zbyt pochopnie) szuka się przy tej okazji powiązań z "religijnością muzyczną" Góreckiego czy Pärta (choć prawdziwe korzenie tej muzyki tkwią raczej w elegijnej kameralistyce pierwszej szkoły wiedeńskiej i poetyce Pauline Oliveros), to omawiana płyta ma zdecydowanie osobisty (omen nomen) rys. Osobisty, to znaczy świadomy, przekonujący i samodzielny, świadczący o procesie samopoznawania się i pracy nad rozwojem własnego języka muzycznego. Mimo melancholijnego charakteru muzyka grupy niesie ze sobą niezwykłą siłę płynącą z kontemplacji pojedynczych dźwięków oraz ich aspektów wewnętrznych i współbrzmieniowych (idea tzw. "głębokiego słuchania") (...)" ---Ireneusz Socha

"(...)To muzyka stonowana, osnuta wokół transowych powtórzeń i niskich, rozlewających się brzmień. Tyle, że miasto wnosi w tą estetykę własną, wybujałą słowiańską emocjonalność. Zbliża się tym samym do ścieżki głośnych “świętych minimalistów”, takich jak Part, Górecki, Tavener czy Satoh. Kameralistyczne wykonanie i zamierzona prostota formy sprzyjają jednak oryginalności Miasta. Nade wszystko jednak “Pieśni” przyciągają szlachetnym w swej surowości pięknem i refleksyjnością, walorami, których brakuje ostatnio w muzyce" - Arena.pl

Ten projekt zrodził się w głowie Piotra Rhysa dość dawno temu. Po pewnego rodzaju zaklęciach i fizycznego rodzaju działaniach, projekt ujrzał Światło Nocy. Muzyka hermetyczna, improwizowana na kontrabas, wiolonczelę oraz akordeon. Jak to określa twórca, jest to "free-medytacja, dronowe tła, rytualne wzloty, ambientalne przeczucia, zew pranatury...". Wywiad, który macie okazję przeczytać, przeprowadziłem pewnej styczniowej (pół)nocy w swoim własnym gniazdku - uwierzcie, że Miasto nie dało nam usnąć do białego rana... A oto fragment naszej wspólnej konwersacji. Udanej bezsenności!!! (Arth.)

A.M.:MIASTO NIE SPAŁO - już nazwa sugeruje, że to niezbyt typowy projekt. Bezsenność często wiąże się ze strachem, tym też sugerowałeś się przy doborze szyldu dla swojego projektu. Czym dla Ciebie jest strach?

P.R.: Bezsenność, strach? Według mnie bezsenność często wiąże się ze strachem, lecz z niego nie wypływa. Strach nie jest integralną częścią bezsenności. Ewentualnego pojawienia się uczucia strachu podczas bezsennej nocy również nie wiązałbym z bezsennością. Przypuszczam, że jest on pozostałością naszego dziecinnego lęku, który to pojawił się, gdy zasypiając w ciemnym pokoju baliśmy się tego, co może kryć się pod łóżkiem, bądź w szafie. Właśnie owo wspomnienie miało znaczący wpływ na nazwę i całą twórczość MNS. Zafascynowało mnie uczucie, któremu wtedy ulegałem. Pamiętam, że zawsze, gdy zostawałem sam w domu nocą bardziej niż owo coś pod łóżkiem paraliżowały mnie odgłosy nocy, miasta nocą. Zewsząd otaczała mnie cisza i tylko sporadycznie pojawiały się jakieś skrzypienia, szelesty, pomruki nocy. Moja wyobraźnia wtedy dostawała amoku... Właśnie w owym małym dziecinnym lęku szukałbym genezy zarówno nazwy, jak i całej działalności MNS.
Czym dla mnie jest strach? Według mnie strach to jedno z najszczerszych ludzkich odczuć. Towarzyszy nam cały czas, na każdym kroku czegoś się lękamy. Czasem są to sprawy bardzo prozaiczne, innym razem troszkę mniej. Zawsze jednak towarzyszy im strach, bądź jakaś choćby maleńka obawa, stając się jednym z czynników sprawczych naszych działań. To jest mój Strach.

A.M.: Poza Strachem, na myśl, podczas słuchania Twego projektu, przychodzą mi takie określenia jak alienacja, eskapizm - czy to jesteś Ty?

P.R.: Człowiek wyalienowany, uciekający? Raczej nazwałbym siebie szukającym, penetrującym swą własną duszę, odbywającym podróż przez nieznane, ku jeszcze bardziej nieznanemu, mając przy tym nadzieję na choćby minimalną styczność z pokładami czystej niczym nie skrępowanej natury indywiduum. Nie jest to bynajmniej natura empiryczna, ani racjonalna, jest to natura, czy raczej wiedza wewnętrzna, którą łatwo można utożsamić z wiedzą absolutu, Boga. Jest to wiedza tworząca "antymaterialny" świat idei, wiecznych zasad, zetknięcie z którymi daje uczucie prawdziwego i jedynego szczęścia.

A.M.:Kosmos - droga do niego otwiera mi się dość wyraźnie podczas wchłaniania Twych dźwięków. Czy Siły spoza przestrzeni ogólnoludzkiej odziaływują na to co tworzysz?

P.R.: Stanowczo NIE! Cała twórczość MNS wypływa z mojego wnętrza, jest wynikiem mojego zagłębienia się w samego siebie, prób poznania swojej własnej psychiki, sprawdzenia dokąd to mnie doprowadzi. Jest wynikiem ciągłego "bycia z uchem przy duszy", słuchania głosów w samym sobie, pewnych prób identyfikacji, zrozumienia owych.

A.M.: Rytuał - materiał, w który mam okazję od czasu do czasu wgłębić się, jest temu bliski, przyznam... ale co to za rytuał? Oczyszczenie ducha? Jakie stany, wrażenia ma on wywołać. Rytuał to wielkie słowo, zwłaszcza gdy spojrzymy wstecz - on był obecny od zarania dziejów i nadal jest. Zawsze temu towarzyszyła muzyka, dźwięki wprowadzające w pewnego rodzaju trans. Czy myślisz podobne stany wywołać u słuchacza?

P.R.: Zawsze gdy pada słowo rytuał (muzyka rytualna) ryzykuję stwierdzenie, iż była to pierwsza sztuka na Ziemi. Lecz cóż to za sztuka? Uderzanie dwoma kamieniami jeden o drugi? Dziwne, nieartykułowane krzyki? Pseudo-rytualne rytmy wystukiwane gałęziami np. o pnie drzew? Na pewno wiązało się to z pierwotną pochodną uczuć, dawaniem upustu swej duszy, nie dbając, czy wyda ona przewlekły ryk, czy tylko cichutkie westchnienie. Dla mnie rytuał MNS jest właśnie takim dawaniem upustu swej duszy. Zważ jednak, że rytuał MNS ma charakter kontemplacyjny, bliski medytacji, brak tu gwałtownych dźwięków, wszystko spowija całun spokoju, wyciszenia, pragnę by każdy słuchający nas przestał być biernym odbiorcą. Muzyka MNS ma być swoistym zaproszeniem do zanurkowania w otchłani samego siebie. W ten sposób słuchacz może stać się czynnym twórcą, gdyż sam będzie konstytuował swoje wizje, obrazy, dla których utwory MNS mają być tylko motorem.

A.M.: Jak wiele może to mieć wspólnego z magią? Czy magia jest na zewnątrz, czy też wewnątrz człowieka - czy oplata nas, czy też dobywa się z naszego wnętrza?

P.R.: Według mnie w kwestii magii nie można mówić o sferze zewnętrznej, bądź wewnętrznej. Magia jest jedną z pra-sił na Ziemi, odwołuje się do czasów, gdy wszystko było jednością, trudno więc dzielić ją na jakieś części. Podobnie z podziałem na białą i czarną magię. Muszę jednak przyznać, iż nie należę do ekspertów w tej dziedzinie, więc moje poglądy na problem mogą być błędne.

A.M.:Może to się wydać trochę trywialne, ale dla kogo tworzysz? W Polsce podobnych projektów raczej wiele nie ma - najbliższa Ci jest pewnie WARSZAWSKA JESIONKA. Czy myślisz, że myślenie naszych rodaków dojrzało do takich dźwięków?

P.R.: Tworzę dla ludzi. Nie wyróżniam jakiejś konkretnej grupy społecznej do której chciałbym skierować swoją muzykę. Wystarczy, że ktoś jest na tyle otwarty i odważny by chciał przez dźwięki MNS zanurkować w sobie. Z tego co wiem, to w naszym kraju jest dość spora grupa ludzi myślących tymi samymi kategoriami odnośnie tworzenia i to nie tylko muzyki, lecz każdemu z nich gra w duszy co innego, tak więc często nie są ze sobą kojarzeni.
Akurat porównania z WARSZAWSKĄ JESIONKĄ w kwestii podejścia zarówno idei muzyki jak i procesu tworzenia zdają się być podobne jak w przypadku MNS, różni nas natomiast forma muzyczna, reprezentowana przez grupy. Stanowczo łączy nas sama próba uchwycenia chwili zadumy, kontemplacji towarzyszącej wydobywaniu dźwięków. Co do dojrzenia do dźwięków, to uważam, że dekadę temu ludzie byli bardziej otwarci na takie podejście do sztuki. Niestety żyjemy w czasach rozkwitu kultury masowej...

A.M.: Niestety..., ale pamiętaj, że "akcja = reakcja" i powstaje kontrofensywa do tej całej papki. Chociażby właśnie Twój twór. W tej chwili M.N.S. to duet, czy to Ci wystarczy? Nie myślałeś np. o wprowadzeniu głosu? Myślę, że byłoby trudno wkomponować ten bardzo ludzki pierwiastek w to, co w chwili obecnej prezentuje M.N.S. Od czego jednak łamanie barier?

P.R.: MNS to duet, lecz nie zapominaj, że zawsze wspomaga nas trzeci muzyk - wiolonczelista. W mniejszym składzie lepiej się pracuje, łatwiej o pewne połączenie, zespolenie na poziomie duchowym, uchwycenie chwili pełnej symbiozy pośród grających. Co do głosu, to są pewne plany by na naszym nowym materiale w dwóch kompozycjach wystąpił mój znajomy z AKADEMII MUZYCZNEJ, chodzi mi o operowy, niski głos, traktowany instrumentalnie. Nie jest jednak do końca pewne czy wykorzystam ów pomysł.

A.M.: Gdzie i kiedy się zatrzymasz? W Twoim przypadku, progresję można odczytać jako dążenie do minimalu - gdzie jest Twoja granica, czy ona powinna w ogóle istnieć?

P.R.: Zakładając MNS wstąpiłem na drogę, której końca nie znam. Nie wiem kiedy się zatrzymam, ani gdzie leży mój kres. Cały czas staram się iść do przodu i myślę, że zatrzymam się na łożu śmierci.

A.M.: Przed tym jednak szepnij słówko jeszcze...

P.R: Chciałbym podziękować tym wszystkim, którzy nas wspierają, pamiętają o nas, tak trzymać. Natomiast tym, którzy stykają się z MIASTO NIE SPAŁO po raz pierwszy, powiem: otwórzcie się na muzykę improwizowaną. Jeśli choć raz dacie upust swej wyobraźni, intuicji zapewniam Was, odkryjecie przed sobą zupełnie inny świat, a jego twórcami będziecie właśnie Wy! (Anxious)

Krzysztof Pawlowski - cello
Marek Turlo - accordion
Pawel Grabowski (aka Piotr Rhys) - double bass



"Beautiful pieces for Contrabass, Cello and Accordion. Slow, rich moving harmonies, almost dreamy but not at all romantic; almost dry, but with an underlying rigour; strange and moving - perhaps because so inconclusive and straightforward. Profoundly unsentimental. A rare and exquisite piece of work". (serpent)

“…our second and final release. This time most of the music was precomposed. We also had a chance to play this music live at various venues for more than half a year before we went to the studio. Over the course of few months preceding the writing of the album both myself and Marek have lost close family members and this music was our reaction to those tragedies. It was very personal release, a form of katharsis for us. We originally worked on another release, which working title was “The man is the sex of death”, although after we both faced deaths of our relatives we have decided to drop the music we worked on and write this record…Few months after the recording sessions Krzysztof went to the States for few months and both myself and Marek played few more shows with new musicians, but around end of 2000 we called it a halt...” Pawel Grabowski

"...definitely my favourite one of the two. The music we wrote then was by all means the result of the times. Both Pawel and Marek lost close family members and I think I got caught in that sorrowful mood in the band. We were all living through this, and I think that's the reason why this music is so personal and authentic. I do not listen to this music much nowadays, it does require a†very specific mood to be absorbed, however when I do it always feels like catharsis."
Krzysztof Pawlowski

"We started off as a duo, Pawel and myself, playing the prepared bass guitar and accordion. A few months later Krzysztof joined us and Pawel switched to doublebass. Festsielhaus was our first all improvised concert as a trio. Piesni Zalobne was different, we were working on the music for a few months and then we did some shows with it before recording it in the studio. It was a great time for me, yet the music and that time remind me of my father’s serious illness and his passing away in November 1999. Piesn II on the album is dedicated to his memory."
Marek Turlo

PS. Special thanks to ziorro

link in comments

4 komentarze:

Ankh pisze...

link

Anonimowy pisze...

Poznałem tą płytę jakiś czas temu prawdopodobnie też dzięki mistrzowi Ziorro. Dłuuugo czekałem aż usłyszę, zaabsorbowany głęboko recenzją w Antenie Krzyku. I nie zawiodłem się. Płyta doskonała, muzyka z rodzaju tej ABSOLUTNEJ jak sobie nazywam czasem różne arcydzieła.
Rzempek (Oranżada)

Ankh pisze...

Wielkie dzięki Rzempek. Kiedy wydajecie nową płytę chłopaki? :)) Osobiście jestem Waszym fanem i często słucham Waszych płyt.

Anonimowy pisze...

Nagrana, zmiksowana i chyba najbardziej dojrzała nasza muza. Cóż, szukamy wydawcy, co nie jest takie proste jesli nie gra się przebojowo. Coć ta nowa płyta jest na tyle dziwna że kawałki mają w sumie duzy potencjał "komercyjno-hitowaty" dzięki melodyce której sporo i która na pierwszy rzut ucha jest słyszalna. Przy drugim zaangażowaniu małżowin jednak słychać że utwory po części zwrotkowo-melodyjnej skręcają zawsze w stronę odjazdu i zagęszczają psychodeliczny sosik :) No ale wiadomo, każda pliszka swój ogonek chwali, ha,ha. Wyjdzie płyta, posłuchasz i sam ocenisz.
Pozdrawiam
Rzempek (Oranżada)

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów motywu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.