26.11.09

Codona (1979)



Trzydzieści lat temu (a właściwie trzydzieści z małym okładem, bo działo się to we wrześniu 1978, trio COllin (Walcot) – DOn (Cherry) – NAna (Vasconcelos) przystąpiło do nagrywania swego debiutanckiego albumu. Dziwnym zrządzeniem losu, również we wrześniu 1978 w warszawskim studiu Polskiego Radia zespól Osjan (wówczas jeszcze Ossian) spotkał się z Tomaszem Stańką.

Owa koincydencja zaskakuje, bowiem gdybym chciał, posługując się w tym celu jakimś krajowym przykładem, przybliżyć muzykę Codony tym, którzy nigdy nie słyszeli ani o tej grupie, ani o Cherry’m, czy Walcocie, to właśnie efekt współpracy Osjana i Stańki wydaje się być do tego wręcz wymarzony. Przyznać jednak należy, że podobieństwo byłoby pełniejsze, gdyby w niektórych nagraniach Polakom towarzyszył (oczywiście tylko hipotetycznie) sam Terry Riley. To nieco karkołomne porównanie nie jest być może doskonałe, tym bardziej, że brzmienie Osjana było wówczas surowsze niż Codony, z kolei ta druga grupa sięgała po inspiracje nie tylko do muzycznych tradycji Azji i Afryki, lecz również obu Ameryk.

Codona była jedną z pierwszych formacji grających nowoczesną, nieortodoksyjną odmianę world music. W ich wydaniu był to konglomerat wybranych elementów rozmaitych stylistyk – od korzennego etno, po egzotyczny pop, od psychodelicznego minimalu po ekstatyczny jazz – zebranych w koherentną całość. I choć nie tylko poszczególne płyty, lecz nawet pojedyncze nagrania były eklektyczną mieszanką rytmów i melodii z rozmaitych stron świata, dźwięków pochodzących z różnych epok i wywodzących się z odmiennych tradycji – to muzyczna wizja grupy wydaje się być w swej programowej różnorodności konsekwentną i zaskakująco jednorodną. Być może nieco naiwną w swoim dążeniu do bezkolizyjnego łączenia tak wielu składników – co czasem się nie udawało i niektóre utwory zdają się lekko rozłazić w szwach – jednak była w tym dążeniu niewinność dziecka budujących z małych bajecznie kolorowych kamyczków strzeliste wieże zdające się zaprzeczać prawom grawitacji.

Brzmienie zespołu cechowała prostota formy i umiar w dozowaniu środków, pozwalające słuchaczowi, by w pełni mógł nacieszyć się pięknem granych przez muzyków melodii (obok kompozycji własnych grupa sięgała po tradycyjne tematy z Afryki i Japonii oraz utwory Ornette Colemana i Stevie’go Wondera) oraz docenić filigranowe aranżacje rozpisane na niecodzienne instrumentarium, w którego skład weszły m.in.: trąbka i organy, cymbały i melodica, sitar i tabla, malijskie dousen'goune i brazylijskie berimbau, chiński hsuan i zimbabwiańska mbira. Łączenie harmonii i rytmów z odległych regionów, łamanie egzotycznych melodii dysonansem swobodnej improwizacji, wkomponowanie ciszy w tkankę dźwięku, lekkość i przejrzystość faktur brzmieniowych, to tylko niektóre z cech muzyki Codony. Muzyki będącej hymnem na cześć życia i sztuki.

Gorąco polecam, przypominając na koniec sylwetki twórców:

Don Cherry (1936-1995) – jeden z gigantów free jazzu (członek kładącego podwaliny pod tę stylistykę kwartetu Ornette Colemana), pionier fuzji jazzu i muzyki świata; nomada, który współpracował niemal ze wszystkimi – od Johna Coltrane’a po Hassana Hakmouna, od Allena Ginsberga po Faday Musę Suso. Jego płyty do dziś inspirują i zachwycają – „Complete Communion”, „Eternal Rhythm”, „Mu” stanowią ozdobę kolekcji płyt miłośników muzyki.

Collin Walcott (1945-1984) – był jednym ze współtwórców world fusion; zafascynowany muzyką Indii – jego nauczycielami byli Ravi Shankar (sitar), Vasant Rai (sarod) i Alla Rakha (tabla) – udanie łączył ją z improwizacją; współtworzył folk-jazzową formację Oregon, współpracował m.in.: z Milesem Davisem i Meredith Monk. Jego album „Cloud Dance”, nagrany z towarzyszeniem jazzrockowego tria Gateway, do dziś uchodzi za jedno z arcydzieł etno-jazzu.

Juvenal de Hollanda „Nana” Vasconcelos (1944-) to niekwestionowany mistrz perkusjonaliów i natchniony wokalista; niestrudzony ambasador muzyki brazylijskiej, którą zarażał m.in. Jana Garbarka, Pata Metheny, Bryana Eno. Jego instrumenty nie tyle tworzą tkankę rytmiczną nagrań, co opowiadają historie i śpiewają pieśni bez słów. (Tadeusz Kosiek)



When borders are eliminated, infinite possibilities arise. Perhaps the greatest achievement of ECM Records—especially during its first decade, when it was establishing the unique identity and aesthetic that has made it such a significant force over the past forty years—has been its ability to bring together artists of seemingly different backgrounds to create music that transcends style to become something altogether new. These days, musical labels are becoming increasingly meaningless, but ECM recognized early on that the artificial confines of categorization only constrained the music and so, while still considered to largely be a jazz label, ECM has constantly pushed the envelope and stretched the boundaries to allow new collaborations to create previously unheard of—unimagined, even—musical landscapes.

One of its most successful cross-pollinations was CODONA, a collective named after its three members—COllin Walcott, DOn Cherry and NAna Vasconcelos. By combining traditional instruments, including trumpet and organ, with ethnic instruments ranging from better-known (sitar, tabla) to lesser-known (berimbau, doussn'gouni), the trio created a new kind of music that would be collected under the gradually emerging World Music banner, but for which such a label was simply insufficient to express the depth and breadth of its music. Improvisation and composition seamlessly merged, as CODONA challenged all preconceptions of conventional instrumentation to create a sound that had not been heard before—and, with both Walcott and Cherry no longer alive, has not been heard since.

The group recorded three albums, simply titled CODONA (1979), CODONA 2 (1981) and CODONA 3 (1983).

When the three multi-instrumentalists came together in 1978 to record their first album, they were all already familiar to fans of the label. Walcott, who was responsible for the group's genesis, had already released two outstanding albums on ECM, 1976's Cloud Dance and 1977's Grazing Dreams, the latter featuring Don Cherry, although the two had already crossed paths on Cherry's Hear and Now (Atlantic, 1976). Between his own work and that with Oregon—the collective quartet with Ralph Towner, Glen Moore and Paul McCandless that was both Walcott's primary musical focus and a group that, in its own way, stretched the boundaries of jazz towards the World Music sphere—the fruit of Walcott's Indian studies resulted in one of the most innovative sitarists and tablaists in the world, a musician who would use these and a plethora of percussion instruments found and made, to cross-pollinate music so far-reaching that the concept of purism became irrelevant. Walcott had also intersected with Vasconcelos in 1977 on fellow-Brazilian guitarist/pianist Egberto Gismonti's seminal ECM disc, Sol do meio dia (1978).

Cherry may have established his reputation largely on the basis of his trumpet playing—being a key member of saxophonist Ornette Coleman's early groups, and responsible for classics including Shape of Jazz to Come (Atlantic, 1959) and the preconception-shattering Free Jazz (A Collective Improvisation) (Atlantic, 1960)—but he was, in fact, a global traveler who absorbed the music and instruments of cultures around the world, creating his own kind of musical melange. At the same time that CODONA was forming, he was also reuniting with Coleman cohorts Dewey Redman (saxophone), Charlie Haden (bass) and Ed Blackwell (drums) in the group Old and New Dreams, that would release its eponymous debut on ECM in 1979 and the live follow-up, Playing, two years later. Cherry and Vasconcelos were no strangers to each other either; the two worked together on Cherry's Organic Music Society (Caprice, 1972), while the trumpeter was living in Sweden, and the equally moving and more Afro-centric Multikulti (A&M, 1988).

Vasconcelos is a Brazilian legend who single-handedly brought the single-stringed, gourd-based berimbau into more popular awareness on albums including guitarist Pat Metheny's Travels (ECM, 1983) and As Falls Wichita, So Falls Wichita Falls (ECM, 1981) (with keyboardist Lyle Mays). But he'd already become an important member of the growing ECM family through his collaborations with Gismonti, and later, saxophonist Jan Garbarek. In addition to berimbau, Vasconcelos' voice was a thing of raw beauty, and one of CODONA's endearing and enduring features was its use of voices, albeit rarely in expected ways. ( John Kelman)

 link in comments

23.11.09

When - Psychedelic Wunderbaum (1998)



"A complete joy to listen to and a complete nightmare to explain in words. I'll give it a try. WHEN create bizarre "songs" with complex sound and dialogue sample collages (they sample just about anything and everything) combined with "real" organ, mellotron, bass, guitar and percussion playing and Pedersen's vocals (in English) on a few songs. There is a definite 60s psychedelic element throughout much of this disc, especially in the groovy (and surprising) "Magical Mystery Tour" -era BEATLES meets mid 60s London swing vibe of "Kali". Also, "Time Ago", "Young Feet Flush" and "The Intrepid Traveller" are all catchy, bizarre pop tunes with a bit of a swing. It's amazing what sounds can be used as the rhythm or lead instruments in a song! "Psychedelic Wunderbaum" is a lot of fun and I really like it. It's most likely unlike anything else in your collection and it's guaranteed to force some sort of reaction out of whoever you play it for ... confusion and/or laughter followed by "this is fucking cool!" is the common reaction I've been getting from friends." - Mark Weddle/Brainwashed

Lars Pedersen - sampling, organ, mellotron, bass, percussion, voice
Bjorn Sorkness - guitars, programming

"WHEN are a duo, a sampler and the words of Tom Wolfe and Aleister Crowley. Opener "Time ago" is straight out of the Olivia Tremor Control top drawer, all surf-psychedelia and schizoid shifts whereas "Extremist cow" and "Snowful" up the technology ante with obvious beatbox and samples from what sounds like those lavish musicals where dancing girls make patterns with umbrellas for an overhead camera. The idea of combining psyche and techno which was previously confined to trance music is now liberated for rock and WHEN are rejoicing in the freedom. "Young feet flush" is operatic pomp and brass overload imploring the listener to turn on, tune in and drop out, and the album's closing track, "Track 10" is a bad trip comedown of merry-go-round blur." - Jimmy Possession/Robots and Electronic Brains

link in comments

Henry David Thoreau (1817-1862)



Henry David Thoreau - amerykański pisarz, myśliciel i przyrodnik dziewiętnastowieczny, należący do kręgu transcendentalistów, przyjaźnił się m.in. z twórcą tego ruchu R.W. Emersonem. Wielki miłośnik i obserwator przyrody, spędzający wiele godzin dziennie na pieszych wędrówkach. Starał się prowadzić proste życie w harmonii z naturą, podobnie jak Indianie, którymi był zafascynowany. Nie dbał o dobra materialne i status społeczny, żył bardzo skromnie i ubogo. Ekscentryk i nonkonformista, nawoływał do realizowania własnych pragnień, a nie do spełniania oczekiwań społeczeństwa. Był jednym z prekursorów ekologii i ochrony przyrody, a wiele z jego myśli wciąż pozostaje aktualnych i stanowią inspirację dla współczesnych ludzi.

Thoreau urodził się 12 lipca 1817 roku. Większość życia spędził w małym miasteczku Concord w stanie Massachusetts. Studiował na Uniwersytecie Harvard. Po ukończeniu studiów podjął pracę nauczyciela w szkole w Concord, ale ponieważ miał inne poglądy na edukację niż jego przełożeni, po dwóch tygodniach zrezygnował z posady. Wraz ze starszym bratem Johnem założył własną szkołę, która odniosła spory sukces, jednak trzy lata później szkoła została zamknięta, kiedy zdrowie Johna się pogorszyło. Jego nagła śmierć w następnym roku wstrząsnęła Henrym. Wcześniej Henry oświadczył się Ellen Sewall, ale oświadczyny te zostały odrzucone. Ostatecznie nigdy się nie ożenił.

Wiosną 1845 roku, w wieku 28 lat, wybudował własnymi rękami drewnianą chatkę w lesie nad brzegiem stawu Walden w okolicach Concord. Mieszkał tam sam przez dwa lata, utrzymując się m.in. z uprawy fasoli. Nie był jednak pustelnikiem, często odwiedzał rodzinę i przyjaciół, był również przez nich odwiedzany. W tym okresie na skutek odmowy zapłacenia podatku na rzecz państwa, które uważał za niesprawiedliwe (był przeciwny m.in. niewolnictwu), został aresztowany i spędził jedną noc w więzieniu. Został wypuszczony następnego dnia, ponieważ anonimowa osoba zapłaciła za niego podatek (wbrew jego woli). Zdarzenie to stało się inspiracją dla jego najbardziej znanego eseju Civil Disobedience (tłumaczenie polskie p.t. Obywatelskie nieposłuszeństwo). Przez całe życie aktywnie wspierał też ruch abolicjonistów dążących do zniesienia niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych (m.in. pomagał zbiegłym niewolnikom).

Pobyt Thoreau nad stawem Walden zaowocował dwoma książkami. Wspomnienia ze wspólnej wyprawy łodzią z ukochanym bratem Johnem zawarł w swojej pierwszej książce, A Week on the Concord and Merrimack Rivers (Tydzień na rzekach Concord i Merrimack), gdzie wspomnienia z podróży i piękne, romantyczne opisy przyrody  przeplatają się z refleksjami na temat religii, przyjaźni, literatury. Natomiast swoje doświadczenia z okresu dwuletniego pobytu nad stawem Thoreau opisał w następnych latach w swojej najbardziej znanej książce Walden; or, Life in the Woods (tłumaczenie polskie p.t. Walden, czyli życie w lesie). Jest to najchętniej czytana książka Thoreau, obok szczegółowego opisu tytułowego „życia w lesie” zawierająca wiele przemyśleń na temat ludzkiego życia, ironiczno-satyrycznych spostrzeżeń dotyczących społeczeństwa i cywilizacji, często wciąż aktualnych. Ukazuje, jak rozwijająca się cywilizacja niszczy przyrodę i samego człowieka, zachęca do prostego życia w harmonii z naturą, do samodzielności w myśleniu i działaniu, świadomego i niezależnego kształtowania siebie i swojego życia, pozostania wiernym samemu sobie na przekór otoczeniu. To książka napisana z poczuciem humoru, mimo wszystko optymistyczna, pełna radości i miłości do życia w najdrobniejszych jego przejawach.

Thoreau większość życia spędził wędrując po okolicach Concord, odbył też kilka dalszych podróży. Nigdy nie podjął regularnej pracy, ponieważ cenił niezależność i chciał mieć dużo czasu, aby spacerować, obserwować naturę, myśleć i pisać. Wolał żyć skromnie niż poświęcić całe życie zarabianiu pieniędzy. Utrzymywał się z dorywczych prac, również prostych prac fizycznych. Głównie jednak zajmował się geodezją, gdyż praca ta łączyła przyjemne z pożytecznym: wykonując ją, mógł przebywać na łonie natury. Pomagał też ojcu w rodzinnej wytwórni ołówków. Udoskonalił produkcję grafitu, co umożliwiło wytwarzanie ołówków o różnej twardości. Ołówki Thoreau uważane były za najlepsze w owym czasie w Ameryce.

Pisał dzienniki, książki opisujące jego podróże, m.in. The Maine Woods (Lasy w Maine) i Cape Cod (Przylądek Cape Cod), eseje, m.in. Walking (tłumaczenie polskie p.t. Spacery), Life without Principle (tłumaczenie polskie p.t. Życie bez zasad), Autumnal Tints (Jesienne barwy). Z biegiem lat coraz więcej czasu poświęcał na badanie i opisywanie przyrody w okolicach Concord, czego owocem są eseje oraz nieukończone książki dotyczące przyrody, zredagowane i wydane dopiero pod koniec XX wieku, m.in. The Dispersion of Seeds (Rozprzestrzenianie się nasion). Jako jeden z pierwszych przyrodników postrzegał i badał lokalną przyrodę jako całość, czyli system wzajemnie połączonych elementów i procesów.

Thoreau zmarł 6 maja 1862 roku w Concord, w wieku 44 lat, na skutek nieuleczalnej wówczas gruźlicy. Mimo wieloletniej choroby, do końca pozostał w miarę możliwości aktywny i pogodny. Jak mało kto potrafił doceniać proste, zwykłe rzeczy i cieszyć się życiem mimo doświadczanych trudności. Za życia niedoceniany i niezrozumiany, wywarł znaczny wpływ na późniejsze pokolenia Amerykanów i nie tylko. (thoreau.republika.pl)




Henry David Thoreau was a nineteenth-century philosopher and writer who denounced materialistic modes of living and encouraged people to act according to their own beliefs of right and wrong, even if doing so required breaking the law. His writings, especially his call for nonviolent resistance to government injustice, have inspired many later reformers.

Thoreau was born on July 12, 1817, in Concord, Massachusetts. He graduated from Harvard College in 1837. During his college years, he was greatly influenced by Ralph Waldo Emerson, the leader of the transcendental movement. Thoreau became a personal friend of the eminent author and spent several years as Emerson's houseguest. Their long friendship was a significant influence on Thoreau's writing and philosophy.

Through Emerson, Thoreau met many other brilliant thinkers and writers of the time, including Margaret Fuller, Nathaniel Hawthorne, and Amos Bronson Alcott. This group of transcendentalists supported a plain and simple lifestyle spent searching for the truth beyond one's taught beliefs. Unlike some of the other transcendentalists, Thoreau lived out many of their beliefs. Thoreau's first work, A Week on the Concord and Merrimack Rivers, was published in 1849 and is considered the definitive statement of his transcendalist beliefs.

For several years in the 1830s and 1840s, Thoreau refused to pay poll taxes to the government as a way of protesting slavery, which the government permitted. The poll tax was levied on all men over the age of twenty. Thoreau was finally jailed overnight for this refusal in 1841 but was bailed out by his relatives who paid his back taxes for him.

From July 4, 1845, to September 6, 1847, Thoreau lived alone at Walden Pond, Massachusetts, on a plot of land owned by Emerson. There Thoreau devoted his time to studying nature and writing. While at Walden Pond, he wrote Walden, a collection of essays about nature and human nature that was published in 1854.

Later Thoreau became outraged by the Mexican War, which he believed was caused by greed for Mexican land, and by the Fugitive Slave Act, which helped slave owners recover escaped slaves. As a result of this outrage, Thoreau wrote an essay that was published in 1849 under the title Civil Disobedience (Thoreau's original title was Resistance to Civil Government). The essay contended that each person owes a greater duty to his own conscience and belief system than is owed to the government. Thus, Thoreau encouraged people to refuse to obey laws that they believe are unjust.

Civil Disobedience also supported theories of anarchy based upon Thoreau's insistence that people misuse government. He argued that the Mexican War was started by just a few people who used the U.S. government as a tool. Thoreau maintained that because the U.S. system of government was slow to correct itself through the will of the majority, people should immediately withdraw their support from government and act according to their beliefs of what is right.

Thoreau did not approve of violent resistance to government, however. He advocated peaceful or passive resistance. In 1859, when John Brown staged a violent revolt against slavery, Thoreau believed that Brown was right in acting according to his beliefs even though his actions were against the law. Although Thoreau did not admire the violent method that Brown used in trying to stop slavery, Thoreau did admire Brown's commitment to doing what he believed was right. In 1859 Thoreau published The Last Days of John Brown, an essay describing how Brown's actions convinced many Northerners that slavery must be totally abolished.

Thoreau's writings and philosophy greatly influenced many important world figures. For example, the reformer Leo Tolstoy of Russia, Mohandas Gandhi of India, Martin Luther King, Jr., and other leaders of the U.S. civil rights movement were inspired by Thoreau's ideas. Thoreau died of tuberculosis on May 6, 1862, in Concord, Massachusetts. (West's Encyclopedia of American Law)

19.11.09

Jesse Harper - Guitar Absolution in the Shade of a Midnight Sun (1969)



Jesse Harper to nowozelandzki gitarzysta znany ze współpracy z legendarną grupą Human Instinct, tworzący w wyjątkowym i buntowniczym stylu rozwiniętym pod wpływem gry Jimiego Hendrixa. W 1969 roku przybył do Londynu gdzie stworzył praktycznie jednoosobowy projekt, śpiewając i grając samodzielnie na wszystkich instrumentach z wyjątkiem perkusji. Muzyka zawarta na albumie oparta jest przede wszystkim na ciężkim gitarowym brzmieniu, w którym bezsprzecznie wyczuwalne jest mistrzowskie połączenie naturalnych zdolności i zaufania do własnego talentu. W końcowym efekcie udało się stworzyć Harperowi ożywczy i zarazem ciężki psychodeliczny album, będący kombinacją mocnego gitarowego uderzenia, poprzeplatanego spokojniejszymi momentami pełnymi finezyjnej wymowy.



New Zealand expatriate Jesse Harper (who had played in the Human Instinct arrived in London in 1969, recorded a slew of demos, and regularly supported Andromeda. The ten demos, which make up this album, were recorded live with a drummer and had bass, lead parts, and vocals overdubbed by Harper. Practically a one-man project. And like the Bevis Frond, who followed a similar pathway later, the music is mainly super heavy, washed in phasing with multi-tracked guitar leads battling for attention. The Hendrix approach was very clear. It's all noisy and druggy, with the occasional mellower moment creeping in. Perfect for fans of late-'60s fuzzed-out hard. Yet another discovery from the ever widening crevice of obscurities from the psychedelic era. ( Jon "Mojo" Mills)

link in comments

16.11.09

Andrzej Kurylewicz & Wanda Warska - Somnambulists 10inch (1961)



Andrzej Kurylewicz - gry na fortepianie uczył się od 6 roku życia w Szkole Muzycznej we Lwowie, a po wojnie - w latach 1946-50 - w Instytucie Muzycznym w Gliwicach i Średniej Szkole Muzycznej w Krakowie. W latach 1950-54 studiował w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie grę na fortepianie w klasie Henryka Sztompki oraz kompozycję u Stanisława Wiechowicza; został jednak z uczelni usunięty za uprawianie muzyki jazzowej (wówczas zakazanej). W 1954 grał jako pianista w zespole MM 176, a rok później założył własny kwintet, przekształcony potem w Sekstet Organowy Polskiego Radia w Krakowie (działał do 1962). W 1969 Andrzej Kurylewicz zadebiutował jako kompozytor muzyki filmowej (Powrót, reż. Jerzy Passendorfer, 1959-60).

Jako instrumentalista i dyrygent występował w wielu krajach Europy, w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i na Kubie. W latach 1964-66 kierował Orkiestrą Polskiego Radia i Telewizji w Warszawie. W 1969 otworzył wraz z żoną Wandą Warską piwnicę artystyczną w Warszawie, gdzie regularnie organizowane są koncerty, wieczory poezji i wystawy. Jednocześnie w latach 1969-78 prowadził zespół "Formacja Muzyki Współczesnej", grający muzykę spomiędzy nowoczesnego jazzu i awangardowej muzyki europejskiej. Koncertował z nim na całym świecie. Napisał dla niego również kilka utworów. Od 1980 poświęcił się ponadto komponowaniu muzyki poważnej. W latach 1987-91 był członkiem Zarządu Głównego Związku Kompozytorów Polskich. Na przełomie lat osiedziesiatych i dziewięćdziesiątych współpracował ze State University of Kansas w Lawrence.



Andrzej Kurylewicz jest laureatem wielu nagród: w 1978 roku nagrodę na II Festiwalu Polskiej Twórczości TV w Olsztynie za muzykę do serialu telewizyjnego POLSKIE DROGI (reż. Janusz Morgenstern, 1976-78), w 1979 - nagrodę na VI Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku za muzykę do filmu LEKCJA MARTWEGO JĘZYKA (reż. Janusz Majewski, 1979), a w 1981 – nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Twórczości Radiowej i Telewizyjnej w Sienie - "Prix Italia '81" za muzykę do filmu DROGA (reż. Ryszard Ber, 1980). Został również uhonorowany nagrodą Polskiego Radia i Telewizji (1965), Nagrodą miasta Warszawy (1978) oraz Medalem miasta Warszawy (1997). Ponadto w 1984 otrzymał tytuł Kompozytora miasta Wilhelmshaven (Stadtkünstler).

Andrzej Kurylewicz był jednym z pionierów muzyki jazzowej w Polsce. Swój entuzjazm dla jazzu przypłacił relegowaniem z uczelni w Krakowie, gdzie studiował w latach 1950-54 grę na fortepianie i kompozycję. W tamtym czasie komunistyczne władze uważały jazz za szkodliwy wytwór światowego imperializmu i uprawiania jazzu zakazywały. Kurylewicz jednak nie zrezygnował i korzystając z łagodniejszego kursu politycznego w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, założył Zespół Jazzowy Polskiego Radia w Krakowie, który prowadził do 1962 roku. Zainteresowanie zbliżeniem jazzu i współczesnej muzyki klasycznej skłoniło go do założenia kolejnego zespołu - "Formacji Muzyki Współczesnej", z którym pracował w latach 1969-78 jako kompozytor oraz instrumentalista, odnosząc sukcesy w kraju i na świecie. Był cenionym pianistą jazzowym, a także wybitnym jazzowym trębaczem i znakomitym puzonistą. Pod koniec lat siedemdziesiątych zarzucił jazz i poświęcił się niemal wyłącznie komponowaniu muzyki poważnej. W 1981 roku jego I KWARTET SMYCZKOWY został wykonany na festiwalu "Warszawska Jesień". W roku 1987 został wybrany członkiem Zarządu Głównego Związku Kompozytorów Polskich. Funkcję tę piastował do 1991 roku. W ostatnich latach życia występował jako pianista, grając utwory Karola Szymanowskiego i Fryderyka Chopina.



Wanda Warska (ur. 28 kwietnia 1932 w Poznaniu) - śpiewaczka jazzowa, pieśniarka poezji, główna wykonawczyni pieśni i piosenek Andrzeja Kurylewicza. Autorka piosenek do własnych tekstów i wierszy wielkich poetów (J.Kochanowskiego, A.Mickiewicza, K.I.Gałczyńskiego). Malarka, autorka ok. 20 wystaw indywidualnych

Założyła, wraz z Kurylewiczem, Piwnicę Artystyczną Wandy Warskiej, od r. 1965 na Nowym Świecie 24, a od 1967 przy Rynku Starego Miasta 19 w Warszawie. Swoją Piwnicę Artystyczną, od 1987 r. Piwnicę Artystyczną Kurylewiczów, prowadzi obecnie razem z córką, Gabrielą Kurylewicz, i zięciem, Mikołajem Antczakiem.

Występowała w Europie i Ameryce Łacińskiej. Za pracę twórczą uhonorowana wieloma odznaczeniami polskimi (Krzyżami Zasługi Kawalerskim i Oficerskim) oraz niemieckim Bundesverdienstkreuz I Klasse 2001.

Nagrywała muzykę do filmów ("Pociąg", "Pingwin", "Cyrograf dojrzałości", "Wszystko na sprzedaż"), jest autorką muzyki do filmu "Karino".

Wyborem z jej ogromnego dorobku są następujące płyty: "Warska Niemen Kurylewicz", "Piosenki z Piwnicy Wandy Warskiej", "Kochanowski", "Wyspiański" oraz dziesięciopłyt "Wanda Warska - Piosenki z Piwnicy 2004".



Andrzej Kurylewicz, composer, pianist, trumpeter, trombonist and conductor, b. Nov. 24, 1932 in Lwów (Lvov), d. April 13, 2007 in Konstancin. He started piano lessons at the age of six at a music school in Lwów. After the war, in 1946-50, he studied piano at the Music Institute in Gliwice and the Secondary Music School in Cracow. In 1950-54 he studied piano with Henryk Sztompka and composition with Stanisław Wiechowicz at the State Higher School of Music (now the Music Academy) in Cracow; he was, however, expelled from the academy for playing jazz music (which was then prohibited). In 1954 he played the piano in the MM 176 ensemble, and in the following year he founded his own quintet, which was later transformed into the Polish Radio Organ Sextet in Cracow (it gave performances till 1962). In 1969, Kurylewicz made his debut as a composer of film music (Powrót [The Return], dir. Jerzy Passendorfer, 1959-60). As an instrumentalist and conductor, he gave performances in many countries of Europe, in the United States, Canada and Cuba. In 1964-66 he directed the Polish Radio and Television Orchestra in Warsaw. In 1969, together with his wife Wanda Warska he opened an artistic club in Warsaw, in which concerts, poetry evenings and exhibitions are regularly held. Simultaneously, in 1969-78 he was the leader of the "Formation for Contemporary Music", which played music combining modern jazz with European musical avant-garde. Kurylewicz gave concerts with his ensemble all over the world. He also wrote several compositions for that band. Since 1980 he has also composed classical compositions. In 1987-91 he was on the Managing Board of the Polish Composers' Union. In the late 80-ies and early 90-ies he collaborated with the State University of Kansas in Lawrence.

Kurylewicz has received numerous awards: in 1978 he won 2nd prize at the 2nd Festival of Polish Television Art in Olsztyn for his music to the TV series Polskie drogi [Polish Pathways] (dir. Janusz Morgenstern, 1976-78), in 1979 - a prize of the 6th Festival of Polish Feature Films in Gdańsk for music to the film Lekcja martwego języka [A Lesson of a Dead Language](dir. Janusz Majewski, 1979), and in 1981 - a prize in the International Competition for Works for the Radio and TV "Prix Italia’ 81" in Siena - for music to the film Droga [The Highway] (dir. Ryszard Ber, 1980). He was also granted the Polish Radio and Television Award (1965), the City of Warsaw Award (1978) and the Medal of the City of Warsaw (1997). In 1984 the City of Wilhelmshaven granted him the title of Stadtkünstler.

Andrzej Kurylewicz was a pioneer of jazz music in Poland. He paid a high price for his passion for jazz: he was expelled from the Cracow Academy, where he studied piano and composition in 1950-54. In that period, the communist state authorities viewed jazz as a destructive product of the global imperialism and therefore prohibited its performance. Kurylewicz did not give up, though, and he used the opportunity during the political thaw in the later 1950s to set up the Polish Radio Jazz Ensemble in Cracow, of which he was the leader till 1962. His interest in bringing jazz and contemporary classical music closer together inspired him to found another ensemble - the "Formation for Contemporary Music". His work with this ensemble in1969-78 (as a composer and instrumentalist) brought him success and recognition in Poland and abroad. His work as a jazz pianist, but also an outstanding jazz trumpeter and an excellent trombonist was highly appreciated. Towards the end of the 1970s, he abandoned jazz and dedicated himself almost exclusively to composing classical music. In 1981, his String Quartet No. 1 was performed at the “Warsaw Autumn” festival. In 1987, he was elected member of the Managing Board of the Polish Composers’ Union, a function that he held till 1991. He has recently also performed as a classical pianist, presenting works by Karol Szymanowski and Frédéric Chopin.

link in comments

Urszula Dudziak - Future Talk (1979)



Urszula Dudziak urodziła się 22 października 1943 roku w Straconce (obecnie dzielnica Bielska-Białej). W dzieciństwie Dudziak uczyła się grać na fortepianie. Śpiewać zaczęła - po wysłuchaniu płyt Elli Fitzgerald - w czasach licealnych. Śpiewała przede wszystkim jazzowe standardy i przebojowe "evergreeny". Nobilitacją dla młodej wokalistki było zaproszenie (w 1958) do współpracy z zespołem Krzysztofa Komedy. Już wtedy śpiewała i nagrywała (!) z orkiestrą Edwarda Czernego.

Zmianę stylistyki przyniosło nawiązanie w 1964 r. współpracy z Michałem Urbaniakiem. To dzięki tej współpracy, w ciągu kilku lat stała się jedną z najpopularniejszych postaci polskiego jazzu. Już w latach 60. dokonała pierwszych nagrań płytowych z mężem, M. Urbaniakiem. Pod koniec lat 60. zaczęli wyjeżdżać na zagraniczne koncerty. Za namową Urbaniaka w 1971 r. zrezygnowała z konwencjonalnego śpiewu. Swój aparat wykonawczy oparła na elektronicznych przetwornikach głosu. Mimo że natura obdarzyła ją pięciooktawową skalą głosu, śpiewaczka używa różnego rodzaju urządzeń elektronicznych, które zwiększają jeszcze jej możliwości operowania głosem.

Z zespołem M. Urbaniaka wystąpiła wielokrotnie na festiwalu Jazz Jamboree (1969-72). Wówczas dokonała też ważnych w jazzowej dyskografii nagrań płytowych. W roku 1973 zamieszkali w Nowym Jorku, gdzie uczestniczyła przede wszystkim w przedsięwzięciach artystycznych Michała Urbaniaka (śpiewała solo z użyciem aparatury elektronicznej). Od 1981 r. współpracuje z międzynarodową grupą Vocal Summit (gościnnie Bobby McFerrin, Jeanne Lee). Koncertowała i nagrywała z orkiestrą Gila Evansa i zespołem Archie'go Sheepa. Z programem autorskim "Future Talk" przygotowanym we współpracy z Jerzym Kosińskim, koncertowała niemal we wszystkich krajach Europy, obu Ameryk i Azji. Prezentowała również spektakl "The Nature Is Leaving Us" z własną muzyką, która wykorzystana została później w filmie.

Wielki comeback polskiej wokalistki miał miejsce w 1985 r., kiedy wystąpiła na festiwalu Jazz Jamboree '85 wspólnie z Bobbym McFerrinem. W latach następnych wielokrotnie śpiewała w kraju (głównie z zespolem Walk Away). Nawiązała współpracę z Grażyną Auguścik, z którą koncertuje zarówno w USA, jak i w kraju. Współpracowała z najznakomitszymi muzykami jazzowymi, jak Archie Shepp i Lester Bowie, zespołem Vienna Art Ensemble, a także z innymi śpiewakami, jak Jay Clayton, Jeanne Lee, Bobby McFerrin czy Lauren Newton. Mimo swojego wyjątkowego talentu jest stosunkowo mało znana szerszej publiczności, przede wszystkim ze względu na wybór oryginalnej i fascynującej, ale wymagającej skupienia podczas słuchania, stylistyki.(diapazon)

Urszula Dudziak - voice, percussion
Michał Urbaniak - electric violin, lyricon
Zbigniew Namysłowski - alto sax, cello
John Abercrombie - acoustic guitar
Calvin Brown - electric guitar
Kenny Kirkland - keyboards
Marcus Miller - bass
Buddy Willams - drums

Born on October 22, 1943, Straconka, Poland. Although Dudziak studied piano formally for some years, she began to sing in the late 50s after hearing records by Ella Fitzgerald. Within a few years she was one of the most popular jazz artists in her native country. She met and later married Michal Urbaniak, recording with him during the 60s. In the late 60s they began to travel overseas and in the 70s settled in New York. Language barriers hold no problems for her, as she customarily eschews words in favour of a wordless vocalizing that is far more adventurous than scat. Already gifted with a remarkable five-octave range, Dudziak employs electronic devices to extend still further the possibilities of her voice. She has frequently worked with leading contemporary musicians, including Archie Shepp and Lester Bowie, and was a member of the Vocal Summit group, with Jay Clayton, Jeanne Lee, Bobby McFerrin, Norma Winstone, Michelle Hendricks, and Lauren Newton. Although her remarkable talent is worthy of greater exposure, Dudziak’s chosen style has meant that she has remained relatively unknown except to the cognoscenti.

link in comments

15.11.09

Gert Wilden & Orchestra - Schulmadchen Report (1996)



Fantastic set of groovy and funky tracks from the crazy German Schulmadchen Report film series (known in English as the "Schoolgirl Report" series). Gert Wilden did a great set of music to match the wildness of the films -- which are all fake documentaries about the habits of young schoolgirls and their sex habits -- and the grooves are very nice, very cool, and very very 60s. There's a lot of nice funky bits, some cool keyboards, and lots of nice cheesy bits. Plus, the whole package comes with lots of sexy shots from the films, and a great set of notes with the usual high Crippled Dick standards. The CD's a killer batch of rare material, beautifully repackaged, and in the same vein as other classics on the label, like the Vampyros Lesbos set. (Dusty Groove America)

Excellent German orchestral and small combo rock 'n' roll from the soundtracks of German softcore films of the early 60s and 70s. Plenty of fuzzed out guitars ("make your guitar sound like a Sitar - the Voxx Wah-Wah, it's what's happening!") Hammond organ, and wailing brass, complemented by snappy drums, bongos and other percussion. All tracks feature catchy riffs, many borrowed from the very best places ("Dirty Boy" reminds me an awful lot of the theme from the Munsters, "Title Theme" has a harmonica that just might be the player from Canned Heat). Sighing vocals and softer horns provide the background for your home seduction scenes, while the upbeat cuts turn any room into a discoteque.(Amazon)



If there ever was a CD I could use to judge the extent to which a person enjoys life, it's "The Schulmadchen Report." Mr. Wilden perfects what I warmly refer to as Romp Rock, pornographic music with a slick style and a sense of humor. I firmly believe that anyone who doesn't tap their foot to this is at least partly dead inside, and anyone not turned on a little is way past their sexual prime.

Sure, Wilden and his orchestra do lift their hick-pop sensibilities and fuzzed-out production from other artists (the opening "Title Theme" is a clear nod to Canned Heat's "On the Road Again"; the guitar production of "Dirty Beat" a possible tribute to the Beatles' "Taxman" and a slew of 60's "Nuggets"-worthy garage acts), but the best records are usually a testiment to the varied and tasteful listening scope of its creator. Here, German-born Wilden weaves in equal parts Mancini and "Lady Chatterly's Lover," a weekend couple getaway gone very, very blue.

Wilden's other work in the soundtrack genre, most notably gathered in the crime story backdrop "I Told You Not to Cry," is more than worth bending an ear for, but if you're looking to swell your libido and magically unhook the bra of your significant (or insignificant) other, "The Schulmadchen Report" is a must for anyone with a truly musical, if not dirty, beat in their hearts. And the pictures ain't too bad, either. (Amazon)

link in comments

Bukka White - Memphis Hot Shots (1968)



Nearly thirty years before tastemakers at Fat Possum capitalized on the scheme of fusing garage rock with country blues Bukka White cut this asymmetrical album. The aged bluesman was still riding the swell of his “rediscovery”, regularly appearing at Folk and Blues festivals on both sides of the Atlantic. Sensing the Zeitgeist he expressed an interest in recording with a backing band, preferably comprised of young turks. Trouble was, like other idiosyncratic troubadours, White’s music worked best as a solitary affair or with minimal (usually washboard) accompaniment. British producer Mike Vernon honored the desire anyway and organized a pick-up band of second guitar, harmonica, piano, string-bass, drums and washboard. Two of the sidemen even adopted the colorful monikers of Harmonica Boy and Anchor for the session. All were mere fractions of their frontman’s age.

The set list is a predictable mix of White’s “hits” as well as ‘standards’ sifted through the Buddha-smiling raconteur’s improvisatory sieve. White called his extemporaneous creations “sky songs,” a phrase touching on his tendency to pluck ad-lib verses and chords from out of thin air. The band responds to his unscripted anecdotal ditties with varying efficacy. The most startling collision occurs early on White’s signature “Aberdeen, Mississippi Blues,” a train wreck on the surface that reveals an odd syllogistic solidarity within the tangled wreckage. Here it almost sounds as if Bukka layed down his vocal and guitar tracks first and the band overdubbed their parts on top days later with the tape decks set to the wrong speed. Chugging backbeat drums, slapping bass and wailing harmonica approximate a speeding locomotive while White resolutely rides a completely different rail. As incongruous as the fit is there are improbable moments where everything synchs up and the effect is electrifying.



The band sits out on a handful of tracks too, like the dour “Drifting Blues” and harrowing “(Brand New) Decoration Blues” ideal vehicles for White’s gravelly bark and hard-strumming fret-play. On the latter he refurbishes the habitual lyrics with a string of virginal verses, slapping his surname on the song credit to boot. With “Give Me An Old, Old Lady” White acquiesces to his band, whooping and grooving on a stomping rock beat and rolling out the lyric: “Got an old lady, sittin’ in my bed, when I come ‘round, she gonna rub my head…” without the least bit of bashfulness. White’s Pre-War sides for Vocalion are a benchmark of his career (and arguably Pre-War blues in general), but this Blue Horizon set makes for a very pleasing detour and anomaly. One lingering question: is that Bukka in the spacesuit or some defacto substitute?

link in comments

12.11.09

Lars Hollmer - XII Sibiriska Cyklar (1981)



Lars Hollmer (1948-2008) to utalentowany szwedzki akordeonista, klawiszowiec i kompozytor, którego twórczość opiera na połączeniu w bardzo ciekawy sposób skandynawskiej muzyki ludowej z rockiem awangardowym i progresywnym. Był współtwórcą lub członkiem wielu grup, począwszy od słynnego awangardowego zespołu Samla Mammas Manna i Zamla Mammaz Manna, poprzez Ramlosa Kvallar, następnie Von Zamla, Fem Soker En Skat, Looping Home Orchestra a skończywszy na dokonaniach w znakomitym projekcie Accordion Tribe i Fanfare Pourpour. Trudno oczywiście wymienić wszystkich artystów, z którymi współpracował, oprócz tego  był twórcą muzyki do filmów, spektakli teatralnych i tanecznych. Od 1981 roku nagrywał również z wielkim powodzeniem solowe albumy, których zostawił w swoim dorobku artystycznym całkiem sporo. Lars Hollmer to artysta jedyny w swoim rodzaju, który akordeon opanował do perfekcji i uczynił z niego instrument nowatorski i niezwykły. Jego muzyka jest piękna i naiwna, innym razem zaś potargana, oporna i skomplikowana. Nie da się jej jednoznacznie sklasyfikować w jakimś stylu muzycznym czy tradycji, to po prostu jeden wielki artystyczny plac zabaw.



Lars Gustav Gabriel Hollmer (1948-2008) was a Swedish accordionist, keyboardist and composer whose work draws on influences ranging from Nordic folk tunes to progressive rock. He has been a member and/or founder of over half a dozen groups, most of whose work has been recorded at The Chickenhouse, his well outfitted home studio in Uppsala. His work with the band Samla Mammas Manna, in the late 1960s-early 1970s and up to 2002 when the re-formed group played at the two-day ProgDay festival in North Carolina, was and is considered progressive rock.

However, he is most centrally an empathetic and generous collaborator: whether as a member of Accordion Tribe, while working with the experimental guitarist Fred Frith, or while spending several months with Japanese jazz players, he seems to find a style that brings his partners to the fore while remaining identifiably himself. Though his work is little known in the United States, he won a Swedish Grammis award in 1999 for his record Andetag. He has also composed extensively for Swedish films, as well as for theater and dance productions.

Consistent elements of his music throughout his career include use of irregular time signatures (often changing several times within a piece), a daring sense of improvisation (particularly vocal improvisation that utilizes nonsense syllables), and use complex polyrhythms.(wikipedia)
 
link in comments

10.11.09

Radio Birdman - Radios Appear (1977)



Australijski zespół Radio Birdman powstał w 1974 roku w Sydney z inicjatywy Roba Youngera oraz osiadłego w Australii Amerykanina Deniza Teka. Choć obaj grali juz wcześniej w różnych grupach to dopiero nowy skład, w którym zaczęli tworzyć okazał się celnym strzałem. Ożywili wyraźnie tamtejszą scenę niezależną, która po trosze zabrnęła w ślepy zaułek. Od razu  z pasją i zaangażowaniem zaczęli grać na fali rodzącego się punk rocka, stając się jednymi z prekursorów tego gatunku w Australii. Ich muzyka, zapewne dzięki obecności w zespole amerykańskiego gitarzysty, świetnie łączyła w sobie brzmienie proto-punkowych formacji z Detroit z niespożytym australijskim entuzjazmem rockowym. W 1977 roku wydali debiutancki album ''Radios Appears'', przez wielu okrzyknięty za przełomowy na tamtejszej scenie, jednak mimo dobrych recenzji nie zdobył wówczas szerszego rozgłosu. Rok później zrealizowana została podczas niezbyt udanego pobytu w Wielkiej Brytanii druga płyta ''Living Eyes'' , wydana  po perturbacjach ostatecznie dopiero na początku 1981 roku. Ku wielkiemu niezadowoleniu fanów, po czterech latach bardzo aktywnej działalności Radio Birdman rozpadło się w czerwcu 1978 roku, wpisując się ostatecznie na stale do kanonu australijskiego rocka.

Rob Younger - vocals
Deniz Tek - guitar, vocals
Warwick Gilbert - bass
Chris Masuak - guitar, piano, vocals
Pip Hoyle - piano
Ron Keeley - drums



Although the best-known band of the early Australian punk scene of the late '70s was the Saints, the first band to wave the punk rock flag in the land down under was Radio Birdman. Formed by Australian émigré Deniz Tek (originally from Ann Arbor, MI) and Aussie surfer-turned-vocalist Rob Younger in 1974, Radio Birdman's approach to rock & roll was rooted in the high-energy, apocalyptic guitar rant of the Stooges and MC5, sprinkled liberally with a little East Coast underground hard rock courtesy of Blue Öyster Cult. Their first EP, Burn My Eye, released in 1976, was a great record and still remains a seminal chunk of Aussie punk. Loud and snotty, with Younger bellowing his guts out and Tek on a search-and-destroy mission with his guitar, this was a great debut that set the stage for the impending deluge of Aussie punk bands waiting in the wings.

After the release of their debut LP, Radios Appear (the title comes from a lyric in the Blue Öyster Cult song "Dominance and Submission"), in Australia a year later, Radio Birdman seemed poised to break Aussie punk worldwide. And although the American label Sire (then the home of the Ramones) was quick to sign them and distribute Radios Appear internationally in 1978, there was a gap of three years before they released a second album, Living Eyes. During that time, dozens of other Aussie punk bands stole their thunder, and Radio Birdman split up almost immediately after Living Eyes was released. Sire never released the record outside of Australia, and Radio Birdman, who should have been the biggest band in Aussie punk, was now a highly regarded punk forefather.

After the band split in 1978, various members were busy forming other bands: Tek formed the New Race with Younger, ex-Stooges guitarist Ron Asheton, and ex-MC5 drummer Dennis Thompson, released a handful of solo singles and EPs, and became a surgeon; Younger started his own band, the New Christs, and produced records by the second generation of Aussie punk bands influenced by Radio Birdman, most notably the Celibate Rifles; other Radio Birdman alumni ended up in assorted Aussie bands such as the Lime Spiders, Hoodoo Gurus, and Screaming Tribesmen. Now the grand old man of Aussie punk, Tek formed a part-time project with Celibate Rifles guitarist Kent Steedman that rocks with the same reckless abandon Radio Birdman did when they were changing the course of Australian rock forever.

2001 saw a renewal of interest in Radio Birdman thanks to an excellent compilation, The Essential Radio Birdman: 1974-1978, released by Sub Pop in the States. Murder City Nights: Live arrived in 2003, followed by the all-new Zeno Beach in 2006. (John Dougan)

link in comments

7.11.09

Mass Kotki - Księga Rodzaju 2 (muzyka teatralna)



Sztuka Iwana Wyrypajewa, obecnie jednego z najbardziej wziętych rosyjskich dramaturgów opowiada o kobiecie chorej na schizofrenię. - Chcę spróbować pokazać tę chorobę od wewnątrz, pokazać świat tak, jak go widzi osoba chora. Ale nie przez cierpienie, tylko poprzez mnogość doświadczeń i tematów, jakie się pojawiają w mózgu osoby chorej psychicznie - mówi reżyser spektaklu Michał Zadara.

Konstrukcja sztuki - a także przedstawienia - przypomina zasadę działania matrioszki. Rzeczywistość chorej na schizofrenię Antoniny Wielikanowej, świat współautora tekstu - Iwana Wyrypajewa, rzeczywistość Boga, żony Lota oraz proroka Jana, świat widzów i czytelników, rzeczywistość reżysera i aktorów - wszystkie te sfery mnożą się i przenikają. Gdzie leży prawda? Gdzie szukać sensu świata? Czy Bóg w ogóle istnieje? I czy jest nam potrzebny?

Michał Zadara, który we Wrocławskim Teatrze Współczesnym wyreżyserował w ubiegłym roku "Kartotekę" Różewicza, podkreśla, że jego spektakl nie będzie się odnosił do obecnego kryzysu politycznego w Polsce. - W tak trudnej dla kraju sytuacji zajmowanie się Bogiem i metafizyką może wydać się nieodpowiedzialne, ale pytanie o istnienie tego Najwyższego zawsze jest aktualne - mówi reżyser



Niemiecki scenograf Thomas Harzem dostrzega jednak w sztuce Wyrypajewa analogię do współczesnej sytuacji politycznej w Polsce. - Ten kraj, tak samo jak bohaterka naszej sztuki cierpi na schizofrenię. Ale moim zdaniem jest to tylko stan przejściowy - uważa.

Jan Peszek, który gra w "Księdze Rodzaju 2" jedną z głównych ról, jest przekonany o niezwykłości tekstu Wyrypajewa. - Ta sztuka stawia pytania, które człowiek zadaje sobie od początku istnienia - mówi aktor.

Krystyna Meissner, dyrektorka Teatru Współczesnego cieszy się, że spektakl podejmuje temat religii, który w dzisiejszych czasach bywa niesłychanie spłycany. - I często sprowadza się wyłącznie do niedzielnej wizyty w kościele - tłumaczy dyrektorka. - Chcemy rozpocząć na ten temat rozmowę z naszymi widzami. W tym tekście pada takie przekorne zdanie: "Jeśli wierzysz w Boga, to wcale nie znaczy, że ten Bóg wierzy w ciebie".

Iwan Aleksandrowicz Wyrypajew (1974) rosyjski aktor, reżyser i dramatopisarz. Absolwent wydziału aktorskiego Akademii Teatralnej w Irkucku. Studiował także reżyserię w Wyższej Szkole Teatralnej im. Szczukina w Moskwie. W 1998 roku założył w Irkucku teatr studyjny Przestrzeń Gry. Potem przeniósł się do Moskwy i od 2001 roku współpracuje z Teatr.doc. Międzynarodowy rozgłos przyniósł mu dramat "Sny" (2000).

Michał Zadara (1976), studiował politologię, oceanografię, scenografię, historię teatru i reżyserię. Absolwent Swarthmore College w Filadelfii oraz Wydziału Reżyserii Dramatu PWST w Krakowie. W Teatrze Wybrzeże w Gdańsku zrealizował spektakle "From Poland with love" (2005) i "Wałęsa. Historia wesoła, a ogromnie przez to smutna" P. Demirskiego (2005). W Starym Teatrze w Krakowie wystawił: "Korek" (2004), "Obrażanie widzów" P. Handkego (2005), "Księdza Marka" J. Słowackiego (2005), "Fedrę" J. Racine'a (2006) i "Odprawę posłów greckich" J. Kochanowskiego (2007). W krakowskim Teatrze STU wyreżyserował "Wesele" Wyspiańskiego (2006), we wrocławskim Teatrze Współczesnym "Kartotekę" Różewicza (2006). W 2007 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie wystawił "Chłopców z Placu Broni" F. Molnara, a w Maxim Gorki Theater w Berlinie "Ozonkinder". (Mariola Szczyrba)



Lady Electra - wokal, instrumenty klawiszowe
Katiusza - wokal, gitara basowa

Mass Kotki - zespół grający muzykę pop wymieszaną z punk rockowymi rytmami. Zespół stonowi łódzko - warszawski żeński duet. Zespół bawi się image'em; na scenę potrafi wejść przebrany za panny młode, księżniczki, dziwki, kury domowe.

Dziewczyny spotkały się przez przypadek na koncercie w Rzeszowie zimą 2001 roku. Oprócz klawiszy i gitary basowej pojawia się automat perkusyjny a czasem inne instrumenty. W tekstach dziewczyny atakują pornografię lub ironizują z przypisywanych kobietom ról społecznych.

Tyle oficjalnych wiadomości. Zespół został wypromowany przez wytwórnie Emancypunx - projektu polskiej grupy anarchofeministycznej KDP (Kobiety Przeciwko Dyskryminacji i Przemocy).

link in comments

6.11.09

The Machine - Solar Corona (2009)



Kiedy byłem małym chłopcem moje gusta muzyczne kształtowały się przez słuchanie radia - niezapomnianym Programie III, Rozgłośni Harcerskiej, ale też na audycjach zapomnianego już troszkę Romana Waschki (pamiętacie? kanał lewy - kanał prawy - szum). Czasy się bardzo zmieniły. Teraz o wielu ciekawych zjawiskach muzycznych dowiaduję się z internetu. Dobrze, że nauczyłem się go jakoś używać. The Machine - jest właśnie takim zjawiskiem. To holenderskie trio pięknie wygrywa stoner rocka w najlepszym wydaniu. Co tu dużo gadać - może w nich jest jakaś nadzieja? Wooden Shjips swoją najnowszą płytą zawiedli mnie całkowicie. To samo odnosi się do Radio Moscow. Może The Machine nie dadzą plamy i będą się rozwijać.

Davy Boogaard - drums
Hans Van Heemst - bass
David Eering - vocal, guitar



If The Machine were a woman I would do anything for her! I've been waiting for this one, and finally it arrives...The Machine are back!!!

In 2007 The Machine made their awesome first album "Shadow of the Machine" and I almost immediately fell in love with the band and it was like injecting fuel right into your veins, rigorous and almost godlike. There were lots of great Dutch bands back in the days, once again The machine shows the masses that the Netherlands still going strong.

I bow and respectfully welcome "Solar Corona", album no.2 by The Machine. The unstoppable psychedelic fuzz machine have returned and just like a magician swinging his magic stick these dutch rulers creates magic for the second time. It's hard to pick a specific track as the best song on this seven track masterpiece because the whole album is a magnificent journey into time and space.

Along with the guitars, bass and drums there are also djembehs and gong included in the arsenal. "Solar Corona" is more multiple than the previous album with less vocals and more jams, experimental deep dives and hypnotizing bluesy riffings. Mix the best from the late 60's with early 70's stuff, add some desert rock and you get the exakt formula.This concept is timeless and lasts forever!

The first one out is the title track Solar Corona, it starts off with a typical Kyuss riff quickly explodes like a gigantic acid bomb with furious guitar solos, heavy bass lines and great drummings. Caterpillar's mushroom, the forth song on this piece of plastic is based on Djembehs backed by a relaxed soundscapes and reminds me of Lamp of the universe.



"Solar Corona" is mainly instrumental but not all of it. Davy, Hans and David has done a great job on the album and i just love the sound of the warm and dusty guitars it, gives me a hard on, shit embrace! ...this is art made by true artists. If you digg Electric magma, Colour haze, Datura and Gomer Pyle you will love the remarkable work of The Machine.

This is a good year for the stoner rock scene. Many new good bands pops up like mushrooms and i am curious about what will happen the rest of the year and with gold nuggets like Solar Corona makes my life a pleasant feeling. Feel free and unleash the herbs! (Tobias Beament)

link in comments

Greek Orthodox Chant - Byzantine Patmos (2005)



I'm not Greek and I'm not an orthodox Christian so entering this church was an otherworldly experience for me as was listening to the 19 member Greek Byzantine Choir. The people sitting around me were members of the church's congregation. To congregation members, gold walls plastered in icons were a common event, even, an everyday experience, as was listening to a Byzantine choir. And yet, a visit from the Greek Byzantine Choir was not an everyday experience so I was surprised that there were few attendees outside of the church's congregation at the concert. Someone even asked me if I'm Greek and was baffled when I told her that I was attending the concert because I enjoy medieval sacred music traditions.

The choir led by Director and founder Lycourgos Angelopoulos, (who formed the choir in 1977), entered in a procession from the back of the church in which they sung, Kontakion of the Akathistos Hymn composed in the 7th Century by an anonymous composer. Once the vocalists were ensconced near the elaborate church altar, they performed Communion Verse for the Transfiguration composed by John Koukouzelis (1280-1360). The contrast between the choir members dressed in black robes and the icon art that surrounded them was distracting at times and other times mesmerizing.

Although many sacred choral traditions are sung in polyphony and graced with lush harmonies, Byzantine chants are monophonic with a few of the vocalists singing bass drone. Musicologist Michalis Adamis on the Duke University site describes this better.

"Byzantine Music is monophonic. It has not called on parameters of musical construction, such as harmony and counterpoint, yet it has produced a wealth of extraordinary rich melodies, as well as, complex musical forms and carried the monophonic genre to heights of refinement and wisdom… Singing a melody always includes its cantillion, together with a continues drone accompaniment."

The remainder of the first set of liturgical chants featured mostly Psalmody sung in Greek. After a long intermission, the choir returned without fanfare and presented liturgical chants that would normally be sung in the Greek Orthodox Church on the Sunday prior to Christmas. These compositions beginning with Three Heirmoi from the Canon for the Sunday before Christmas and ending with Kratima in the First Mode by John Trapezountios (d. 1700), were longer and seemed more complex than the chants performed during the first half of the program. Lycourgos Angelopoulos and other choir members performed longer solos accompanied by an intense drone which reminded me of the two duduk players featured in traditional Armenian music where one instrument carries the main melody and the other holds the same note through the entire song, creating a continuous drone. And yes, the vocalists providing drone perform an important role. At times the pace and passion of the vocalists increased, but compared to other sacred musical traditions familiar to me, I found the Byzantine choir vocals somewhat restrained. Although Byzantine chants possess a unique beauty, the chants did not provoke an emotional response in me, mainly because this was my first real exposure to the tradition.

The choir performed a short encore and then ended with a procession as they exited the church. The extremely polite audience refrained from applauding until the end of each set and for some members of the packed audience; this was a difficult endeavor since they were quite passionate about the Byzantine chant tradition. There were two women sitting near me that were emotionally drawn to the music and seemed quite knowledgeable about the tradition. Occasionally one of the women would wipe tears from her eyes. Of course, she might have understood the Greek language in which the chants were performed and she seemed familiar with each chant in general. There are times when it helps to be an insider to a given tradition.

We were witnessing a concert, which removed the choir out of its normal realm of a church service. The choir was performing samples of what would be presented in either a Sunday service or special religious occasion to enhance the worship experience. However, for those of us who do not attend church services, this is a good way in which we can witness various sacred music traditions, either from a spiritual-but-not-religious standpoint or a scholarly one. And then there are journalists such as myself and radio presenters who are curious about these ancient chants. I would rather see this music presented in a church rather than a concert hall because the church acoustics and atmosphere does enhance the experience of listening to sacred medieval music. Leaving baffled churchgoers in our wake is a small price to pay for getting closer to sacred music traditions. And in fact, if outsiders cherish these musical treasures, that can only enhance congregational members' appreciation for these traditions. And it certainly helps with preserving the traditions for future generations to enjoy.

link in comments

Tony Allen - N.E.P.A. (1984)



Tony Allen to urodzony w 1940 roku, znakomity nigeryjski perkusista, kompozytor i autor tekstów. Był samoukiem,na perkusji nauczył się grać słuchając nagrań m.in. amerykańskich twórców jazzowych, takich jak Art Blakey, Elvin Jones czy Max Roach oraz czerpiąc inspiracje z tradycji afrykańskiej, podpatrując takich perkusistów jak chociażby Kofi Ghanaba. Międzynarodowe uznanie przyniosła mu współpraca z zespołem Feli Kutiego, w której pełnił role perkusisty, aranżera i kierownika muzycznego. Przyjmuje się powszechnie, że Fela Kuti i on właśnie łącząc w zadziwiający sposób jazz, funk oraz afrykański highlife stworzyli unikalny, natchniony i politycznie zaangażowany styl zwany do dziś afrobeat, współtworząc w jego ramach wspólnie kilkadziesiąt albumów. W 1975 roku Allen nagrał debiutancki solowy album ''Jealousy'', następnie w 1976 ''Progress'' i ''No Accomodation for Lagos '' w 1978 roku, producentem wszystkich trzech albumów byl jeszcze Fela Kuti. W 1979 roku drogi obu artystów rozeszły się, Tony Allen przeniósł się do Europy i od tego czasu tworzy na własne konto, nagrywając płyty firmowane własnym nazwiskiem oraz współpracując z szeregiem twórców jak Randy Weston, Groove Armada, Air, Charlotte Gainsbourg, Manu Dibango i Grace Jones. Po wielu latach grania w cieniu bardziej znanych muzyków Tony Allen zaczyna być dostrzegany i co ważniejsze doceniany przez szersze rzesze słuchaczy jako jeden z najbardziej wszechstronnych i wpływowych perkusistów rodem z Afryki.

***

The drummer and unofficial music director of the late Fela Kuti's band, Africa 70, from 1968 until 1979, Tony Allen (born Tony Oladipo Allen) helped create the sounds of Afro-beat. With his solo recordings, however, Allen has refused to remain stagnant, incorporating dub and avant-garde hip-hop influences into his modern African dance music.

A self-taught musician, Allen began to play drums at the age of 18 while working as a technician for a Nigerian radio station. Within nine months, he had embarked on a professional career as a drummer. Although they had known each other since the early '60s, when they performed on the Nigerian music circuit with different bands, Allen and Kuti began playing American-style jazz together in 1964. Before long, they shifted to a more African-influenced style of highlife jazz, which they continued to play for five years.

Forming Africa 70 in 1969, Allen and Kuti began reaching out to an international audience. A few months later, while touring North America for the first time, Allen was introduced to the music of James Brown, Max Roach, and Art Blakey. Despite critical acclaim, the group faced numerous obstacles, including financial difficulties, racial discrimination, and political oppression. Arrested during the first of a long series of government-sponsored raids of black townships in 1974, Allen spent three days in jail. The following year, he released his first album as a leader, Progress. After performing his last show with Kuti and Africa 70 at the Berlin Jazz Festival in 1979, Allen continued to play with his group Lagos until emigrating to Europe in 1984. After temporarily living in London, he settled in France the following year and worked as a session drummer for such transplanted African musicians as Ray Lema and Manu DiBango, and released N.E.P.A. (Never Expect Power Always) in 1985.

Allen was largely inactive for the next decade, re-emerging in the late '90s with a string of singles, culminating in the release of Home Cooking in 2002. Reissues of his '70s solo albums started showing up around the same time, as well as Eager Hands and Restless Feet: The Best of Tony Allen, a summation of his post-Fela career. In 2004 a live album came out, and 2006 saw a return to his Afro-Beat roots with Lagos No Shaking, which was recorded in the Nigerian city itself. That same year, Allen co-founded the British alternative rock outfit the Good, the Bad & the Queen alongside Paul Simonon (the Clash), Simon Tong (the Verve) and Damon Albarn (Blur) and released a well-received eponymous album under the moniker in 2007, followed by an all new collection of Afro-Beat material in 2009 called Secret Agent. (Craig Harris)

link in comments

3.11.09

Kūlgrinda - Prūsų Giesmės (2005)



Kulgrinda oznacza tajemniczą brukowaną drogę pod wodą, prowadzącą do zamku poprzez bagna i jeziora. Kulgrinda jest także ścieżką inicjacji. Zespół rytualnego folkloru Kulgrinda rozpoczął działalność w 1990r., w czasie, kiedy Litwa przechodziła swe odrodzenie. Dziś trudno wyobrazić sobie cały odżywający ruch oparty na wierzeniach Bałtów bez tej grupy.

Zespół wykonuje rytualny folklor bałtycki i jedyne w swoim rodzaju magiczne sutartines. Melodie te pochodzą z najstarszych czasów narodu litewskiego. Pieśni z akompaniamentem bębnów, kobz, skrzypiec i innych instrumentów towarzyszą modlitwom do prastarych bogów i tańcom. Kulgrinda, prowadzona przez pogańskiego kapłana Janasa i kapłankę Iniję, jest regularnie zapraszana na najważniejsze wydarzenia na całym świecie by przedstawiać etniczne tradycje bałtyckie. Grupa ma dość nowoczesne podejście do folkloru: zachowując stare tradycje, dostosowuje je do obecnych czasów. Poprzez charakterystyczny, oryginalny dźwięk i młodzieńczy entuzjazm, ale także zachowywanie autentyzmu ludowej pieśni, zespół potrafi zaprezentować folklor publiczności w bardzo różnym wieku.

Zgodnie ze zwyczajami bałtyckimi, Kulgrinda wykonuje również rytuały związane z weselem, inicjacją, uroczystościami rodzinnymi i zmianami pór roku. Rytuały te mają zazwyczaj miejsce przy ołtarzu na kopcu Giedymina w Wilnie, ołtarzu Lizdeika w parku Verkiai, Kernave, innych wzgórzach fortyfikacyjnych, kopcach, świętych miejscach pod gołym niebem i pod dachem. Kulgrinda jest także zapraszana na obchody narodowe, oficjalne gale i uroczystości w różnych miastach.

Ostatnio zespół nagrał i wydał albumy: "Ugnies Apeigos" (2002), "Perkuno Giesmes" (2003), "Prusu Giesmes" (2005), "Giesmes Saulei" (2007) i razem z Donisem zrealizował projekt "Sotvaras" (2004). (Wschodni Folk)



Kulgrinda means a secret cobbled road under water through a marsh or a lake leading to the castle. Kulgrinda is also a path of initiation. Ritual folklore band Kulgrinda was founded in 1990, the time when Lithuania was undergoing rebirth. The entire revived movement of the Balts' belief can be hardly imagined without this group.

The band performs ritual Baltic folklore and unique magic sutartines. These melodies come from the oldest times of the Lithuanian nation. The songs accompany the prayers to the old gods, dances, and provide thunderous accompaniment of drums, bagpipes, violins and other instruments. Kulgrinda, led by the pagan priest Jaunius and priestess Inija, is regularly invited to introduce ethnic Baltic tradition in the major events worldwide. The band holds quite a modern approach to folklore, that is, by preserving old traditions they adapt them to the today's life. Characterised by original sound and youthful enthusiasm, yet at the same time preserving the authenticity of folk songs, the ensemble manages to present folklore to the audience consisting of various age groups.

Following Baltic customs, Kulgrinda also performs wedding, initiation and other family and season rituals. These rituals usually take place next to the altar of Gediminas grave hill in Vilnius, Lizdeika altar in Verkiai park, Kernave, other fort hills or altar hills, sacred sites, nature and indoor sites. Kulgrinda is also invited to national ceremonies, official events and town festivities. In recent years the band has recorded and released albums "Ugnies Apeigos" (2002), "Perkuno Giesmes" (2003), "Giesmes Saulei" (2007) and project "Sotvaras" (2004) together with Donis. (Eastern Folk)
 
link in comments

1.11.09

Asoka + bonus (1971)



Fuzzy, freaky, and a legendary bit of heavy rock from the Swedish scene of the early 70s -- filled with bombastic tracks that should have sent shockwaves around the world! The drums are incredible -- filled with energy, and booming out on nearly every track -- matched by long-winded guitar wrapped up in plenty of fuzz -- ripping out into the void, driven long with some massively monstrous basslines! The group clearly drank up a heady dose of blues rock energy from the US underground of the late 60s -- but then went ahead and turned the whole thing up to 11 and started jamming away on their own -- too muddy and messy for prog, and played with an intensity that's undeniable. Titles include "Svensson Blues", "I'm Trying", "Ataraxia", "Leave Me", and "If You Feel". Features 8 bonus tracks -- and notes in English too! (Dusty Groove)

Robban Larsson - guitars
Patrick Erixcon - vocals, bongos
Claes Ericsson - piano, organ
Kent "Tjobbe" Bengtson - bass
Alf "Daffy" Bengtson – drums


Take Off

While the majority of this era's underground bands loiter in a realm of the anonymous, Asoka, a Swedish six-piece, is even more ambiguous yet. Why? With the US and Britain easily leading the origin race, this ambiguity can be chalked up to most other countries, aside from possibly Germany and Australia, living in the scene's backwoods still questing for fire. That, of course, doesn't mean those countries didn't have boatloads of bands floating around, and some are just grand. Somehow this band ended up on my initial list of groups to track down. The name beckons no imagery and the title is as generic as they come. Regardless, there it was nestled between Ashkan and Asterix. One day I happened across a nice-priced cd on Ebay, plugged the bid, and won. Popping it in, I found myself wishing the disc were a woman, 'cause I almost immediately clicked with its bizarre progressive character and lively ensemble of songs.

Asoka writes songs that fly by the seat of their pants, freewheeling and nimble with a wild peculiarity that just may defy description. This oddness doesn't only come from structural and rhythmic off-the-wall-ism, but a stew of untraditional instruments used to set this lp on its ear. In addition, some of the lyrics are sung in Swedish, which is sometimes worth a laugh. Oh yeah, the musicians can play.

The lp begins with a two-part instrumental, "Psykfoni For Ekogitarr Och Poporkester", a bass-lead instrumental with a decent riff, single-string plucks that don't come off as zany as it sounds, and a civilized solo, while the second part is "Ataraxia". Keyboards and solos fly in and out of the foreground with a bongo/maraca-enhanced rhythm keeping the pace. "Leave Me" is a smooth groover finally showcasing the higher-pitched, assertively untamed vocals of Patrick Erixcon. "Svensson Blues" is home to a tight, urgent rhythm concocted by a blanket of keys and guitar and doesn't stall during the wild drum solo dead in the song's center. "1975", the most eccentric track yet, generates a heavier, off-kilter rhythm with traces of 60s freak beat behind strangely harmonized vocals and a lounging piano solo that Spandau Ballet could've pulled off. While that is the most outlandish, Asoka then takes a rhythm they found wrapped around some telephone pole, play portions of it backward, and stick it in "If You Feel". With the pace speeding up, violin/fiddle swirls in the chorus and is almost remindful of violin-entrenched East of Eden. Play this song in public and I guarantee people will be asking you who the hell it is, in those words, if they just don't look at you like you're wearing a Wonder Woman outfit and walk away. Perhaps the most straight forward is "Tvivlaren", a more hard-nosed affair with in-your-face riffs, intricate keyboards, some streaming solos, and sung in their comedic native tongue to throw it all in a tizzy. Another brawny one is "I'm Try'in (to Find a Way to Paradise)"; breaking, keyboard-laden riffs break around near-keening vocals while robust solos fill the center. A top song with the weirdest finish – you'll get a kick out of it. This careens into a clamorous reprise of "Psykfoni For Ekogitarr Och Poporkester", which mimics the original as much as a duck call resembles the sound of a steamroller starting.

With the odyssey over, there's no doubt in my mind Asoka had an amusing time putting their one and only lp together. There's also no doubt these guys know their way around their instruments, and can spindle the most anarchic musical feature with the more progressive, if not conventional one. Piano/organist Claes Ericsson and guitarist Robban Larsson later joined the jazz-rock group Lotus for a pair of albums. I've read that this slab has a "lack of originality" in one publication. After rubbing my eyes in disbelief, I spun the thing again, found it just as perversely perplexing, and again wished it were a woman.

link in comments

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...