Our Blog

Jan Švankmajer

Jan Svankmajer oficjalnie jest animatorem, ale wtajemniczeni uważają, że tak naprawdę zajmuje się magią, a kino traktuje bardziej jak szaman niż reżyser. Obdarzony mocą ożywiania przedmiotów martwych czeski czarodziej nie zaprzecza - i żeby wszystko było jasne, żyje nawet w zaczarowanym zamku. Został chodzącą legendą; jest filmowcem, rzeźbiarzem, lalkarzem, poetą, artystą, alchemikiem i być może ostatnim poważnym europejskim surrealistą. Svankmajer to okaz rzadkiego gatunku; bo ilu jest w dzisiejszym kinie prawdziwych demiurgów, którzy pojedynkę zdołali stworzyć osobny świat?

Siwy, brodaty Jan Svankmajer ma już na karku ósmy krzyżyk. Ale jego duchowe korzenie sięgają jeszcze głębiej w przeszłość. Czeski mistrz, którego miejsce wśród najwybitniejszych twórców współczesnej animacji nie podlega dyskusji, przedstawia się jako spadkobierca starej rodziny romantyków, szaleńców, heretyków i fantastów. Jest wśród nich cesarz-alchemik Rudolf II, który w XVI wieku zmienił czeską Pragę w europejską stolicę alchemii. Jest nadworny artysta Rudolfa, Włoch Giuseppe Archimboldo. Jest mityczny doktor Faust i geniusz Leonardo da Vinci, mroczny i obłąkany Allan Edgar Poe, gotycki Horacy Walpole, kinowy magik, pionier i wynalazca Georges Melies, wielki Siergiej Eisenstein i papież surrealizmu Andre Breton. Jako swego najbliższego duchowego krewnego Svankmajer przedstawia Lewisa Carrolla. "Ja i Carroll jesteśmy z tej samej strony rzeki" - mawia artysta, który uważa autora "Alicji w krainie czarów" za prekursora surrealizmu. Święta racja - i mało tego, bo Jan Svankmajer jest nie tylko z tego samego brzegu rzeki co Carroll, którego nie raz ekranizował, lecz, podobnie jak Alicja, najchętniej przebywa Po Drugiej Stronie Lustra.



W 1942 roku Jan Svankmajer dostał w prezencie teatrzyk lalkowy. Miał wówczas osiem lat; ale być może już wtedy jego los został przesądzony. Syn krawcowej i dekoratora wystaw sklepowych z Pragi poszedł studiować scenografię teatralną w Wyższej Szkole Rzemiosł Artystycznych, potem przerzucił się na wydział lalkarstwa w Akademii Sztuk Dramatycznych (DAMU). W pierwszych latach po studiach pracował w teatrach lalkowych. Zaczynał od prowincjonalnego Liberca, ale już na początku lat 60. założył legendarny dziś zespół Teatr Masek w ramach praskiego Teatru Semafor. Po konflikcie z dyrekcją, Svankmajer i jego współpracownicy związali się Teatrem Laterna Magika. Było to wówczas jedno z najciekawszych miejsc w Pradze. Laterna Magika realizowała eksperymentalne spektakle z użyciem różnych mediów, a przede wszystkim sekwencji filmowych, które były stałym elementem przedstawień. Svankmajer od czasów studiów fascynował się kinem. Uwielbiał Meliesa, z jego inwencją i magicznym podejściem do kina, ogromne wrażenie robiła też na nim radziecka awangarda z lat międzywojennych, z Eisensteinem i Dżigą Wiertowem na czele. Po 1956, kiedy wraz z końcem stalinizmu czeskie kina otworzyły się na świat, doszło do tego zachłyśnięcie się Fellinim i Bunuelem. W Laterna Magika Svankmajer mógł swoje filmowe pasje zrealizować w praktyce. Nauczył się tu podstaw warsztatu i w 1964 roku nakręcił pierwszy samodzielny film.



Pierwsza krótkometrażówka przyszłego mistrza nazywała się Posledni trik (Ostatnia sztuczka). Fabuła była prosta: oto dwóch magików toczy pojedynek na czary aż do zupełnego zatracenia - obaj bohaterowie ulegają destrukcji. Forma była jednak niezwykła. Svankmajer połączył sceny realizowane z udziałem aktorów, marionetki i animację poklatkową. Wykorzystał sporo doświadczeń, które zdobył jako lalkarz i reżyser przedstawień kukiełkowych, ale film wnosił do tych technik nową jakość. Połączenie sekwencji filmowanych na żywo z animacją miało stać się znakiem firmowym Svankmajera. W jego filmach niezwykłe rzeczy dzieją się w prawdziwym, zwyczajnym świecie - i właśnie dlatego wydają tym bardziej zdumiewające. Posledni trik był przełomowym momentem w życiu 30-letniego Svankmajera. Artysta skupił się od tej pory na robieniu filmów. Kino pojmował jako ekwiwalent czarów - dzięki niemu mógł ożywiać martwe przedmioty i pokazywać to, co fizycznie nie mogłoby się zdarzyć. Poza tym, jak opowiadał wiele lat później w jednym z wywiadów, film, w odróżnieniu od teatru, może poszukać swojej publiczności, a nawet na nią poczekać - choćby i całe dekady. Svankmajer nie ukrywa dziś, że jego działania teatralne nie cieszyły się wielkim powodzeniem u widzów. Na przełomie lat 50. i 60. jego styl i wizje wydawały się dziwaczne, niepokojące, mroczne, na granicy szoku. Z filmami z początku było podobnie. Rzecz jednak w tym, że teatr musi się podobać "tu i teraz". Film można tymczasem pokazać gdzie indziej, na przykład za granicą, albo wyświetlić go za dwadzieścia lat, kiedy gusta publiczności się zmienią. Taki właśnie był przypadek Svankmajera, który wielkiej sławy na świecie doczekał się dopiero w latach 80., po dwóch dekadach kręcenia filmów.

Svankmajer przedstawia się między innymi jako piewca Pragi z czasów cesarza Rudolfa - monarchy, który był znawcą i pasjonatem alchemii i okultyzmu, a stolicę Czech zmienił w XVI wieku w europejskie centrum nauk tajemnych. W 1967 roku Svankmajer poświecił Rudolfowi film Historia naturae. W wielu innych animacjach dawał wyraz fascynacji twórczością nadwornego malarza cesarza-alchemika, Giuseppe Archimbolda. Ten przybyły do Pragi z Mediolanu artysta zasłynął fantasmagorycznymi martwymi naturami, w których z owoców, książek, broni i innego rodzaju przedmiotów komponował ludzkie sylwetki i twarze. Svankmajer czynił podobnie. Czasem, jak w słynnych Możliwościach dialogu, składał otwarcie hołd włoskiemu malarzowi, komponując stwory w duchu Archimbolda. W innych filmach te odwołania nie były aż tak bezpośrednie. Svankmajer dzielił jednak zawsze z Archimboldem uwagę i fascynację banalnymi z pozoru przedmiotami codziennego użytku. To właśnie przedmioty są zazwyczaj bohaterami filmów czeskiego mistrza. Svankmajer wierzy, że tzw. rzeczy martwe potrafią mieć nie tylko historię, ale i duszę. Swoje kino traktuje jako sposób na ożywienie przedmiotów; bohaterem filmu może więc być but, łyżka albo krzesło - a reżyser staje się tu magiem i szamanem, który potrafi wydobyć osobowość i życie z najzwyklejszych elementów naszego codziennego otoczenia.



Pod koniec lat 60. Svankmajer zaczął coraz głębiej wchodzić w surrealizm. W Europie ruch surrealistyczny należał już w tym czasie do historii. Ale Czechy były w tym względzie wyjątkiem. W Pradze od lat 30. XX wieku działała silna grupa surrealistyczna zasilana przez kolejne pokolenia artystów. Należała do niej również żona Svankmajera - Eva, ceniona malarka, a przy okazji współpracowniczka męża. Sam Svankmajer dołączył oficjalnie do grupy na początku lat 70., ale animacje w surrealistycznym duchu robił już kilka lat wcześniej. Praska Wiosna i sowiecka inwazja odcisnęły się ponurym piętnem na całej czeskiej kulturze. Wyjątkiem nie był nawet Svankmajer, pomimo że zajmował się tak z pozoru neutralną politycznie sprawą jak fantazja. Po 1968 w Czechach nastał jednak zły czas dla fantastów. Krótkometrażówki Svankmajera coraz częściej trafiły na półki, a w pierwszej połowie lat 70. mistrz praktycznie stracił możliwość kręcenia autorskich filmów. Przez niemal dekadę dorabiał realizując animowane czołówki do obrazów innych reżyserów (m.in. do kultowego Wampira z Ferratu). Znalazł też więcej czasu na swoją pozafilmową twórczość. Svankmajer od zawsze jest artystą samowystarczalnym - sam robi lalki i scenografie do swoich filmów, wykonuje rysunki, jest utalentowanym rzeźbiarzem. Ma na swoim koncie całe albumy rycin, kolaże, obiekty i instalacje, pełne alchemicznych i hermetycznych symboli oraz dziwnych hybrydalnych stworów budowanych z przedmiotów codziennego użytku, zwierzęcych kości, gliny i innych materiałów. Za czasów komunizmu mistrz tworzył również książki, oczywiście ręcznie robione w kilku egzemplarzach, bo żadne czeskie wydawnictwo nie ośmieliło się ich wówczas opublikować. Svankmajerowi pozwolono wrócić do kina pod koniec lat 70. - ale pod warunkiem że będzie się ograniczać do ekranizowania klasyki literatury. Animator nie miał z tym problemu - robił filmy na podstawie swoich ulubieńców, oczywiście skończonych romantyków. Według Allana Edgara Poe nakręcił Zagładę domu Usherów oraz Studnię i wahadło, na podstawie Horacego Walpole'a zrobił Zamek w Otranto. Do ukochanego Lewisa Carrolla po raz pierwszy sięgnął już w 1971 roku w filmie Jabberwocky. Do zwichrowanego carrollowskiego świata powrócił w 1985 roku kręcąc Neco z Alenky - swoją autorską interpretację "Alicji w Krainie Czarów".
 

Wtajemniczeni już w II połowie lat 60. widzieli, że potrafiący wydobyć magię z codzienności Svankmajer jest geniuszem. Mimo to szaman z Pragi długo musiał czekać na uznanie, o które zresztą nigdy specjalnie nie zabiegał. Stało się tak z kilku przyczyn. Po pierwsze Svankmajer był Czechem, mieszkał za Żelazną Kurtyną - przez długie lata świat po prostu nie wiedział o jego istnieniu. Po drugie w samej ojczyźnie nie był ulubieńcem decydentów, którzy widzieli w nim element intelektualnie podejrzany i, zamiast pomagać, raczej sabotowali jego działalność. Poza tym Svankmajer kręci głównie (a do lat 80. wyłącznie) animowane krótkometrażówki, czyli formę filmową, którą trudno się nagłaśnia i dystrybuuje. To wszystko sprawiło, że aż do początku lat 80. talent Svankmajera pozostawał bardzo mało znany. Świat na dobre odkrył go w 1982 roku, kiedy film Możliwości dialogu (Moznosti dialogu) zdobył Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie. W Czechach Komitet Centralny wyznaczył tę krótkometrażówkę za przykład filmów, jakie nie powinny powstawać w socjalistycznym kraju. Na zachodzie Możliwości dialogu były jednak objawieniem. Svankmajer mógł od tej pory korzystać ze wsparcia europejskich producentów i uniezależnić się od kontrolowanego przez komunistów systemu produkcji. Jego filmy zaczęły być pokazywane na całym świecie. Wywarły ogromne wrażenie na całej generacji zachodnich artystów. Do fascynacji i inspiracji Svankmajerem przyznają się Terry Gilliam, Tim Burton, John Lasseter (ten od Toy Story i Pixara), Jean-Pierre Jeunet (ten od Delicatessen i Amelii) i oczywiście, bracia Quay. Ci ostatni złożyli nawet czeskiemu magowi oficjalny hołd w postaci filmu Gabinet Jana Svankmajera. Pod koniec lat 80. do Czecha zgłosiło się nawet MTV. Svankmajer zrobił specjalnie na zmówienie stacji kilka krótkich filmów - inna rzecz, że ówczesna MTV była znaczenie śmielsza i ambitniejsza niż obecna, a puszczane pomiędzy teledyskami wideodżingle i krótkometrażówki takich klasyków animacji jak Bill Plympton, Piotr Dumała czy właśnie Svankmajer, nie należały do rzadkości. Jan Svankmajer nigdy nie żył zbyt dobrze z komunistami. Po 1989 zrobił to, na co w komunistycznych realiach nie miał wielkich szans - zaczął kręcić filmy pełnometrażowe. Najpierw był Faust (1994), o którym Svankmajer marzył długie lata. Potem sprośni Spiskowcy rozkoszy z 1996 - utrzymana w libertyńskim duchu antologia śmiałych seksualnych perwersji. W 2000 roku przyszła kolej na Małego Otika znanego również jako Ociosanek - współczesną wariację na temat klasycznej i, powiedzmy sobie szczerze, dość przerażającej czeskiej baśni ludowej. Najnowszy, ukończony w zeszłym roku projekt Svankmajera nosi tytuł Sileni; scenariusz powstał na podstawie kombinacji tekstów A.E. Poe'ego i ... markiza de Sade. We wszystkich tych filmach Svankmajer sięgnął po swoją ulubioną technikę - wirtuozerskie łączenie aktorskich planów z sekwencjami animowanymi. Na dobrą sprawę styl czeskiego mistrza nie zmienił się zbytnio na przestrzeni dekad. Nic zresztą dziwnego, bo Svankmajer nie należy do ludzi goniących za nowinkami. Svankmajer entuzjastycznie powitał nadejście demokracji w Czechach. Znacznie mniej radośnie podszedł do innych nowości, zwłaszcza do kapitalizmu i importowanej z Zachodu kultury masowej. Rozkochany w alchemii i ezoterycznych spekulacjach artysta w ogóle nie jest wielkim amatorem nowoczesności. Jeżeli chodzi o kino, wciąż wystarcza mu zestaw analogowych tricków z arsenału Georgesa Meliesa, plus kilka chwytów rodem z teatru oraz repertuaru scenicznych iluzjonistów. Biorąc pod uwagę czułość, z jaką Svankmajer traktuje przedmioty, nie trudno zgadnąć, co myśli o animacji komputerowej. Jeszcze na początku lat 80. Svankmajer kupił zdewastowaną XVII-wieczną rezydencję w Hornim Stankovie. Wraz z żoną Evą zmienili ten pałac w surrealistyczny gabinet osobliwości. Będąc na bakier ze współczesnością, Svankmajerowie zbudowali tu własny świat, urządzony na swoją własną, poetycko- fantastyczną modłę. Jan Svankmajer może chować się przed nowoczesnością w swoim pałacu z bajki. Kto jak kto, ale akurat on może sobie na to pozwolić. Jest tytanem wyobraźni, a tacy nie muszą się dostosowywać do świata -oni go wymyślają. (zoneeuropa)



One of the great Czech filmmakers, Jan Svankmajer was born in 1934 in Prague where he still lives. He trained at the Institute of Applied Arts from 1950 to 1954 and then at the Prague Academy of Performing Arts (Department of Puppetry). He soon became involved in the Theatre of Masks and the famous Black Theatre, before entering the Laterna Magika Puppet Theatre where he first encountered film. In 1970 he met his wife, the surrealist painter Eva Svankmajerova, and the late Vratislav Effenberger, the leading theoretician of the Czech Surrealist Group, which Svankmajer joined and of which he still remains a member.

Svankmajer made his first film in 1964 and for over thirty years has made some of the most memorable and unique animated films ever made, gaining a reputation as one of the world's foremost animators, and influencing filmmakers from Tim Burton to The Brothers Quay. His brilliant use of claymation reached its apotheosis with the stunning 1982 film Dimensions of Dialogue. In 1987 Svankmajer completed his first feature film, Alice, a characteristically witty and subversive adaptation of Alice in Wonderland, and with the ensuing feature films Faust, Conspirators of Pleasure and his newest film Little Otik (Otesanek) Svankmajer has moved further away from his roots in animation towards live-action filmmaking, though his vision remains as strikingly surreal and uncannily inventive as ever.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Woooow - Big Thankx :)))

Anonimowy pisze...

Imponujące. pzdr

Anonimowy pisze...

Hi,
Jestem szalenie ciekawe skąd pochodzą informacje dotyczące biografii reżysera. Czy mogę liczyć na jakieś wskazówki? Sama trochę interesuję się twórczością Svankmajera, ale jeszcze nie spotkałam się z tak rzeczowym artykułem.

Pausts pisze...

Źródło podane pod artykułem wskazuje, że tekst pochodzi ze strony zoneeuropa. Wygląda jednak na to, że w wersji tej pozostał już tylko na tym blogu. Pozdrawiam serdecznie.

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów szablonu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.