Our Blog

Kenneth Anger - Lucifer Rising (1972)



Reżyser filmowy, homoseksualista, okultysta, skandalista. Znał wszystkich liczących się w show biznesie, wiedział o ich głęboko ukrytych tajemnicach, których nie bał się wyjawiać w swoich książkach. Dla Kennetha Angera nie było żadnych świętości, jest do dzisiaj jedną z najbardziej fascynujących postaci współczesnej kontrkultury.

Kenneth Anger nigdy nie kręcił pełnometrażowych filmów, wybierając krótkie, eksperymentalne formy, które przepełnione są magiczną symboliką i homoerotycznymi wątkami. W swoim czasie szokowały i zachwycały jednocześnie, ale zrozumiałe były jedynie dla nielicznych. Sam głęboko tkwiąc w undergroundzie, wywarł jednocześnie olbrzymi wpływ na popkulturę i na o wiele bardziej znanych od niego artystów, wyznaczając nowe kierunki sztuki filmowej. A przeżył tyle ciekawych rzeczy, że można by nimi obdzielić parę osób.

Kenneth Anger urodził się w 1927 roku (wg innych źródeł w 1930) w Hollywood. Od wczesnego dzieciństwa miał styczność ze światem Srebnego Ekranu. Jego babka była garderobianą przy niemych filmach, a on sam już wieku czterech lat zagrał w filmie Sen nocy letniej w reż. Maxa Reinhardta u boku takich gwiazd, jak James Cagney i Mickey Rooney. Kiedy ten ostatni złamał nogę na nartach, co opóźniło zdjęcia, wściekły szef studia Warner Bros Jack Warner najpierw zagroził, że go zabije, a później... połamał mu druga nogę. Świadkiem takich właśnie wydarzeń był Anger – jak pokaże przyszłość, zapamiętał je wszystkie doskonale.

Mały Kenneth miał wszelkie predyspozycje do bycia popularnym aktorem dziecięcym, uczęszczał do tej samej szkoły tańca, co Shirley Temple (najsłynniejsza mała gwiazda w historii Hollywood). Już jako dziecko nastawiony był nie tylko na jasną, ale i ciemną stronę Fabryki Snów. W jednym z wywiadów bez ogródek opowiedział historię o tym, jak razem z babką odwiedził Walta Disneya: Walt Disney lubił małych chłopców. Był ukrytym pedofilem. Nigdy nie zdejmował im spodni, nie obciągał im czy coś podobnego. Ale oto co się wydarzyło. Posadził mnie na kolanie. Powoli poczułem w jego spodniach ośmiocalową erekcję. Na oczach mojej babci. Ona uważała go za nieszkodliwego ekscentryka, ale on był także na zimno kalkulującym potworem.

To nie aktorstwo okazało się jednak powołaniem Angera, a reżyseria. W wieku 17 lat znalazł w domu rodzinnym kamerę i w trakcie jednego weekendu nakręcił swój pierwszy film. Co to był za wybuchowy debiut! Fireworks to piętnasto minutowa, oniryczna historia młodego chłopaka (reżyser sam wcielił się w tę rolę), którego gwałci grupa marynarzy (ponoć część wykorzystanych w filmie ujęć skradziono z biur Marynarki Wojennej). W 1947 roku nie było jeszcze mowy o kinie gejowskim czy sadomasochistycznym, a na dodatek przedstawienie wojennych bohaterów z U.S. Navy jako gwałcicieli było szokiem dla widzów. Co ciekawe, jednym z pierwszych kupców filmu był dr Alfred Kinsey z Instytutu Badań Nad Seksem, Płcią i Reprodukcją, autor słynnych badań nad seksualnością Amerykanów (tzw. "Raportów Kinseya"). Znajomość przekształciła się w przyjaźń i Anger wspominał, że pomagał badaczowi w zbieraniu materiałów filmowych i przekazywał wiele eksponatów (erotyczne listy, czasopisma, zdjęcia, książki) do archiwum Instytutu, a nawet sam był obiektem jego badań (Kinsey filmował go np. podczas masturbacji). Nawet dzisiaj na oficjalnej stronie internetowej Instytutu przeczytać można wiele tekstów o reżyserze.

Pomimo olbrzymich kontrowersji, jakie wzbudził jego debiut, krytyka padła przed nim na kolana. Fireworks porównywano nawet do Psa Andaluzyjskiego w reż. Luisa Bunuela czy Krwi poety w reż. Jeana Cocteau. Ten ostatni powiedział zresztą o filmie Angera, że: Pochodzi z tej pięknej nocy, z której wyłaniają się wszystkie prawdziwe dzieła. Francuski reżyser zaprosił młodego Amerykanina do Paryża, gdzie szybko stał się ulubieńcem, a wręcz pieszczoszkiem artystycznej bohemy. Poznał wówczas m.in. Federico Felliniego i Johna Paula Getty'ego II (ten słynny filantrop i kolekcjoner książek aż do swojej śmierci w 2003 roku był kimś w rodzaju mecenasa reżysera).

Mimo takich znajomości Angerowi szybko skończyły się pieniądze, więc aby dorobić, postanowił napisać książkę. A na czym znał się lepiej, niż na przemyśle filmowym z Hollywood i jego kulisach? Tak oto w 1959 roku światło dzienne ujrzał Hollywood Babylon, fascynujący zbiór historii na temat najgłębiej skrywanych sekretów gwiazd złotej ery filmu. Seksualne perwersje, gwałty, narkotykowe nałogi, przemoc, choroby psychiczne, tajemnicze zgony - to tylko kilka z trupów w szafie, które Anger ośmielił się wystawić na światło dzienne. Pisał np. o sadomasochizmie Rudolfa Valentino, upodobaniu Charliego Chaplina do nieletnich dziewcząt czy orgiach, które szokowałyby nawet w czasach antycznego Rzymu, czy... Babilonu właśnie.

Hollywood Babylon stał się bestsellerem we Francji, ale z powodów natury prawnej w USA książka ukazała się dopiero w 1975 roku. Jakże znamienny był fakt, że pierwszym francuskim wydawcą był Jean-Jacques Pauvert, który publikował dzieła Markiza de Sade. Każdy rozdział Hollywood Babylon poświęcony był innej postaci, obficie zapełniony często kontrowersyjnymi fotografiami oraz złośliwym poczuciem humoru Angera. New York Times nazwał tę książkę bombonierką pełną zatrutych czekoladek.

Potem nadeszły lata ’60, które były wyjątkowo owocną i twórczą dekadą dla Angera, szczególnie dzięki jego zainteresowaniem okultyzmem, a zwłaszcza magią Aleistera Crowleya. Filozofia "Bestii 666" przeżywała wówczas renesans popularności, a okultyzm był szalenie modny. Fascynacja magią sprawiła, że zaprzyjaźnił się w tym czasie z zespołem The Rolling Stones stając się ich oficjalnym astrologiem. Jak twierdzi sam Anger, to właśnie on zainspirował zespół do napisania słynnego hitu, Sympathy For The Devil. Mick Jagger skomponował muzykę do jego filmu Invocation For My Demon Brother, a Keith Richards uważał go za rodzaj guru.



Najsłynniejszym filmem Angera jest Lucifer Rising, dzieło które powstawało w bólach przez ponad 10 lat. Pomagało mu przy nim wielu sławnych znajomych (zagrała w nim np. piosenkarka i aktorka Marianne Faithfull i reżyser Donald Cammell, twórca filmu Performance), ale nad obrazem zdawała się ciążyć klątwa. Anger popadł np. w konflikt z Bobbym BeauSoleilem, swoim ówczesnym sublokatorem, aktorem i muzykiem, który miał powiązania z "Rodziną" Charlesa Mansona. Miał on skomponować ścieżkę dźwiękową do filmu, ale kiedy Anger odkrył, że Bobby trzyma w ich domu kilkadziesiąt kilo marihuany, bezceremonialnie wyrzucił go na bruk. W odwecie BeauSoleil ukradł rolki z filmem i ukrył je gdzieś na pustyni - nigdy ich nie odnaleziono. W tej sytuacji o skomponowanie muzyki reżyser poprosił znajomego miłośnika magii Aleistera Crowleya - nikogo innego jak samego Jimmy'ego Page'a z Led Zeppelin. Szybko jednak obaj się pokłócili - Anger narzekał, że komponowanie zajęło 3 lata, a rezultatem było rozczarowujące 25 minut eksperymentów. Zdaniem reżysera na przeszkodzie stanął romans z "Białą Damą", co było aluzją do nadużywania narkotyków przez gitarzystę. Ostatecznie muzykę napisał BeauSoleil w 1981 roku, ale uczynił to z więzienia, gdzie odsiaduje dożywocie za morderstwo.

Znajomość z Angerem nie skończyła się również dobrze dla pewnego egipskiego urzędnika z Departamentu Starożytności. Obaj panowie należeli do magicznego zakonu O.T.O. (Ordo Templi Orientis), kultywującego magię Aleistera Crowleya. Dzięki tej znajomości Anger dostał pozwolenie na kręcenie Lucifer Rising w antycznych lokacjach: przy Sfinksie, piramidach czy świątyni w Karnaku (żadne studio hollywoodzkie nie otrzymało takiej zgody). Jak sam reżyser wspomina, nie wie co później się stało z jego egipskim znajomym, bo przepadł bez wieści, najprawdopodobniej został rozstrzelany.

Temperament reżysera jest legendarny. Wiele zresztą mówi o nim fakt, że zmienił swoje nazwisko z Anglemeyer na Anger (czyli po angielsku gniew). Jego konfliktowa natura sprawiała, że nawet z najbliższymi przyjaciółmi czasem kłócił się paskudnie, nie uznając żadnych kompromisów. Denerwowanie maga nie należy zaś do najbezpieczniejszych rzeczy - reżyser po prostu rzucał klątwy na tych, którzy nadepnęli mu na odcisk. Bobby'ego Beausoleila przeklął w następujący sposób: uwięził żabę, która miała przedstawiać właśnie Bobby'ego, wrzucając ją do studni. Wkrótce potem wróg Angera trafił do więzienia.

Na Jimmy'ego Page'a i jego dziewczynę rzucił klątwę Midasa (czego się dotknął, zmieniało się w złoto), aby ukarać go za chciwość i skąpstwo: Mieli tylu służących, a nigdy nie zaproponowali mi kubka herbaty czy kanapki! Klątwa została także rzucona na Billa Landisa, autora nieprzychylnej biografii, w której reżysera potraktował z takim samym taktem, z jakim on sam opisywał życie gwiazd w Hollywood Babylon. Chociaż sam Anger bez skrupułów opowiada o najbardziej nawet kompromitujących szczegółach z życia innych, sam ma wręcz obsesję na punkcie własnej prywatności.

Znane jest również negatywne nastawienie Angera do czarnoskórych i Latynosów. Można to przypisać temu, że w latach 80., kiedy jeszcze mieszkał w Nowym Jorku, trzykrotnie padł ofiarą młodocianych gangów. Po ostatnim takim napadzie Anger ocknął się w szpitalu

Stąd wynikło też zainteresowanie Angera pomysłem pewnego ekscentrycznego kompozytora. David Woodard z San Francisco, bo o nim mowa, zapragnął przywrócić świetność paragwajskiej kolonii o nazwie Nueva Germania. Była to osada, którą stworzyli w XIX wieku osadnicy z Niemiec, marzący o utopijnej społeczności aryjskich rodzin - pomysłodawczynią projektu była zresztą siostra filozofa, Friedricha Nietzschego. Eksperyment skończył się niepowodzeniem, a obecnie żyjący potomkowie pionierów wymieszali się z rdzenną ludnością i obecnie stanowią najuboższą część jednego z najbiedniejszych społeczeństw Ameryki Południowej.

Trudno przecenić wpływ, jaki Kenneth Anger miał i nadal ma na współczesne kino, kulturę popularną i niezależną. To on był pionierem wykorzystywania popowych piosenek jako podkładów dźwiękowych do filmu. Tę technikę, użytą w Scorpio Rising, kopiowało to później wielu innych reżyserów, w tym Quentin Tarantino i Martin Scorsese, który określił Angera mianem wyjątkowego twórcy filmowego, artysty o nadzwyczajnej wyobraźni. Jego praca z dźwiękiem, korzystanie z krótkich ujęć i dynamicznego montażu zainspirowała świat filmów reklamowych i teledysków muzycznych.

Do fascynacji jego dziełami przyznają się tacy awangardowi reżyserzy, jak John Waters (Lakier do włosów, W czym mamy problem), Paul Morrissey (Ciało Dla Frankensteina) czy Vincent Gallo. Ten ostatni, znajomy Angera zresztą, przejął od niego też kolejny zwyczaj. Po tym, jak znany krytyk Roger Ebert niemiłosiernie zmieszał z błotem jego film Brown Bunny, Gallo oznajmił w wywiadzie dla New York Post, że rzucił na niego klątwę. Jej rezultatem miał być rak jelita grubego, a w odprawieniu uroku miał mu pomóc sam Anger. Dodać tutaj trzeba, że Ebert faktycznie zachorował na raka, co prawda nie złośliwego i nie jelita, ale zawsze...

Obecnie Anger żyje skromnie, niewiele słychać o jego nowych projektach filmowych. Jest bardzo staromodny: ubolewa nad końcem ery celuloidu i dominacją kamer cyfrowych. Sztuka współczesna jest dla niego całkowicie wypalona, wyzuta z pomysłów. Co prawda docenia zalety internetu, ale uważa, że jest to sieć pająka, w której ludzie łatwo mogą zmienić się w elektroniczne muchy. Męczy go fakt, że nie ma już na świecie miejsc, które nie zostałyby zbrukane cywilizacją. Uważa też, że największym problemem, przed jakim stoi człowiek współczesny, to brak koncentracji. Otacza nas zbyt duża ilość informacji, które rozpraszają naszą uwagę, robimy zbyt wiele niepotrzebnych rzeczy naraz. Skupienie uwagi na jednym celu jest kluczem do jego zrealizowania. Ta sama zasada obowiązuje zarówno w magii (Crowley mówił o koncentracji na jednej gwieździe na nieboskłonie), jak i sztuce. Dla Angera zaś każdy twórczy artysta jest magiem. (Patryk Balawender, magivanga.com.pl)



Lucifer Rising exists as an intersection between two filmic ideas, and it is within this intersection that the film gains it's power: more than any other film, Kenneth Anger's Lucifer Rising is about spectacle and hypnosis.

From a level of spectacle the film is pure ritual, literally and figuratively. Juxtaposing mythological images of ancient Egyptian Gods with contemporary Thelemites, Anger delineates the progressive nature of time in order to present to the spectator the necessary elements of the ritualistic form his film is taking. But what makes the ritual appealing to the audience is divorced from this esotericism--it's the nature of the films' aesthetics. Anger's level of artifice is exemplary; hyper-pervasive primary colors permeate every frame, shockingly electrified negative images pop up for brief moments, highlighting both the phenomenon of nature (lightning, volcanic eruptions, the birth of an alligator/lizard) and the exclamation points of banal events (as we tour through the hallway a man absently shuffling a deck of cards suddenly throws them into the air).

Anger's camera--generally static at a fixed angle in all of his films leading up to this one--finally begins to move in the aforementioned hallway scene, which is one of the most enigmatic tracking scenes that I've encountered through all of cinema. As we move through Anger's many tableau with a steady tempo, echoed by the calm score, there is an abject atmosphere of anxiety that arises: the film is telling us that something is going to happen soon, and we don't know what that is, but it's going to be something important.

Bobby Beausoleil's score is another necessary element of the film: composed from his prison cell, Beausoleil's score provides the soundtrack for Anger's film in the only instance where specific music has been produced for the specific film (excluding Jagger's grating drone "composed" for Invocation of My Demon Brother, the rest of Anger's films, as popularly recognized, are simply coupled with 50s and 60s pop music, often to an ironic extent-- there is no irony present in Beausoleil's score for this film). The soundtrack itself is an excellent piece of work, with or without Anger's images married to it. It is a bit psychedelic and ambient, echoing both the naturalistic evocations brought about by Anger's pensive landscape shots, and the internal psychedelia that plays a pivotal role in the film.



Beausoleil's score also plays a major role in elevating the level of hypnosis present in the film; the pulsing score with it's utter repetition and subtle progressive changes feeds directly into the subconscious, the same way Anger's images work their way through cracks. In The Poetic of Cinema, Raoul Ruiz discusses the idea of hypnotic film in his chapter on Shamanic cinema (a more than apt term for Anger's films, to be sure). He sets forth the idea that when a film has an hypnotic element, the viewer may fall asleep. This is not the result of boredom, in fact this opens up, rather, an expanded film for the viewer: the dream world and the film world begin to mesh into a single unity, allowing the viewer to become an alchemist, colliding the "reality" of the film with the subconscious connections the mind brings forth. Being a Thelemite and follower of Crowley himself, an often ignored part of Anger's cinema is the fact that all of his films are "intended as [...] magickal working[s] on the viewer," with Lucifer Rising intending to open "up a wider field of the sublime effects of nature and ancient history" (which relates to the earlier mentioned delineation of past and "present").

Anger's magick remains esoteric, unknowable to the viewer. But one thing that can be read without occult historical knowledge is the simple repetitions and geometric shapes that pop up repeatedly throughout the film. The aforementioned hallway tracking scene demands attention, and that attention is shattered, popped, at certain moments. There is a level of control that the image has over the viewer. Same with the stoic profiles of the Gods in ancient Egypt; the camera demands attention, and despite what could ostensibly be classified as camp costuming, these images attain a significant importance. Whereas Jess Franco using languid tracking shots and repetition for the purpose of an extension of sexual ennui, Anger uses the same techniques for the purpose of hypnosis. It is, however, worth noting that both Franco's sexual ennui and Anger's techniques of hypnosis have an aim of ensnarement, a goal of pulling the voyeur/spectator into the diegetic world of the film.

The only problem with the film is that from what people expect of Anger (from a locus of popular culture), Lucifer Rising is more of less at odds with what has generated Anger's reputation: it, to a large extent, lacks the hyper structural editing that initially put Anger on the map, as well as being totally devoid of the pop music that Anger pioneered the music video with. It is also not necessarily indicative of the homosexual avant-garde that Anger often gets lumped in with. The often ridiculed "campy" costumes are merely ritualistic signifiers. They are just conduits to a larger idea that is inherent within a much larger system, and reading the images as nothing beyond camp is discredited Anger as an artist, as a magician. But these are all surface level details-- further exploration into Anger's oeuvre reveals that Lucifer Rising is more accurately a culmination of everything Anger learned in making films. The obsessive fetishism of objects and sensory details is present, as is the already mentioned religious strain that permeates all of Anger's films, and all of this makes it easy to see that this is Anger's best film. (esotika.blogspot.com)

link in comments

3 komentarze:

Ankh pisze...

link

ge pisze...

seek out J Page's earlier soundtrack for Lucifer....

Anonimowy pisze...

Pytanie o Jimmy'ego Page'a i "klątwę Midasa" - jak to się przekłada na rzeczywistość? Wiadomo, że mityczny Midas nie mógł nawet spożyć posiłku, gdyż zamieniał się w złoto, a w jaki sposób ukarany został Jimmy Page? Trochę bez sensu się to wydaje...

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów szablonu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.