Our Blog

Yanka Dyagileva - the lost pearl of russian underground



A mój syn ma ostatnio jazdę na słuchanie Jacka Kleyffa. „Ostatnio” znaczy w tym przypadku dobre trzy miesiące. Znałbym już na pamięć wszystkie teksty, gdyby nie to, że Kleyff ciągle je tasuje i zmienia Ale kawałki zostają w pamięci. „O święta naiwności, staraj się przy mnie stać zawsze, przy tobie jaśniej, bez ciebie muszę udawać”. „Lecz tylko wtedy na nią nas stać, gdy nikt z nas nie musi niczego udawać”.

Też lubię Kleyffa, ale najwięcej słucham ostatnio muzyki rosyjskiej. Od dawna czekałem, kiedy na listach przebojów, playlistach i innych listach obok badziewia z Zachodu pojawi się muzyka ze Wschodu. I doczekałem się. Aż mi się serce do pięt obsunęło, jak usłyszałem w taksówce ruską piosenkę na liście pana Niedźwieckiego. Ale po dziesięciu sekundach już wiedziałem, co to za „muzyka”. Teraz wiem też, że to hicior duetu o nazwie „Tamtatam” czy jakoś podobnie, nastolatek, którym kazano nawet udawać lesbijki, żeby łatwiej wcisnąć światu ich muzyczny chłam. W związku z tym, korzystając z okazji, że jesteśmy na antenie, pragnę dać odpór, wskazać alternatywę, zapełnić białą plamę i opowiedzieć o innej młodziutkiej rosyjskiej piosenkarce, która też stała się legendą, choć niczego i nikogo nie udawała.



Nazywała się Jana Stanisławowna Diagilewa, ale wszyscy mówią o niej po prostu „Janka”. Tak zresztą podpisywała swoje kasety. Pochodziła z Nowosybirska i obracała się w środowisku tzw. „syberyjskiego punka” z przełomu lat 80. i 90. Po ukończeniu szkoły średniej i śmierci matki studiowała (tylko ze względu na daną matce obietnicę) w Nowosybirskim Instytucie Inżynierów Transportu Wodnego. Interesowała się w tym czasie poezją angielską, amatorsko śpiewała piosenki Żanny Biczewskiej i Borysa Grebienszczikowa (taki rosyjski Hołdys). Pierwsze zachowane wiersze Diagilewej pochodzą z 1985 roku. Wtedy też zaczęła układać własne piosenki. Po zerwaniu z nauką prowadziła artystyczno-włóczęgówskie życie, m. in. lato i jesień 1987 roku spędziła na wędrówce autostopem z liderem omskiej grupy „Grażdanskaja Oborona”, Jegorem Letowem. Trzymając się analogii do polskiego rocka, „Grażdanskaja Oborona” („Obywatelskie Nieposłuszeństwo”) odegrała rolę podobną do naszej „Brygady Kryzys”, tyle, że w kraju nieporównanie bardziej orwellowskim. Zresztą Letow założył zespół akurat w roku 1984. W rok później zainteresowało się nim KGB, bo, jak wspomina sam lider: „matka naszego Babenko, będąca członkiem partii, posłuchawszy naszych nagrań, poszła do KGB i powiedziała: – Towarzysze, mój syn został wciągnięty do antyradzieckiej organizacji”.



Letow wylądował w psychuszce, gdzie poddano go takiej terapii, że m. in. na pewien czas zupełnie stracił wzrok. Po wyjściu wrócił do grania, a najgłośniejszy występ, szybko przerwany przez organizatorów, miał miejsce w 1987 roku. Mawiano potem, że „Punk istniał w Związku Radzieckim przez 20 minut podczas koncertu Grażdanskoj Oborony w Nowosybirsku. Później był już tylko post-punk”. Spodziewając się aresztowania, Letow nagrał w dwa tygodnie pięć albumów i prysnął. Właśnie wtedy włóczył się z Janką („Jeździliśmy po całym kraju, żyliśmy wśród hipisów, śpiewaliśmy piosenki na drogach, jedliśmy, co Bóg da, kradliśmy żywność na bazarach. Mieszkaliśmy w piwnicach, w starych wagonach, na strychach”). W ten sposób doczekali pieriestrojki i głasnosti. Janka występowała na koncertach zespołu, także jako basistka, i w skromnej części współtworzyła jego repertuar. Najchętniej śpiewała jednak solo, tylko z gitarą. Smutne, czasem rozpaczliwe piosenki wrażliwej, przedwcześnie dojrzałej dziewczyny:

A ty i ja pójdziemy na spacer po szynach tramwajowych –
Posiedzimy na buforach u początku okrężnej drogi
Ciepłym wiatrem będzie nam czarny dym z komina fabryki
Jeśli nam się uda, nie wrócimy do klatki przed nocą...
Zabiją nas za chodzenie po tramwajowych szynach.

„Grażdanskaja Oborona” gwałtownie zdobyła popularność, ale Letow zaczął głosić dziwaczne teorie samozniszczenia, punkowe „no future” doprowadzone do ekstremum. Wśród członków niedawnego podziemia muzycznego nastapiła czarna seria samobójstw, w 1989 roku zabił się m. in. gitarzysta „Oborony”, Dmitrij Seliwanow. W tym samym czasie teksty Janki tracą formalną rygorystyczność, stają się coraz mniej konkretne, coraz bardziej hermetyczne i mroczne. Coraz częściej pisze w rodzaju męskim, mnoży aluzje do samobójczych zamiarów, coraz bardziej żyje „na krawędzi”, popada w stany depresyjne. Jednocześnie zyskuje też pewną sławę poza kręgiem młodzieży alternatywnej, na koncerty przychodzi coraz więcej miłośników, w 1990 roku pochlebnie pisze o niej sama „Komsomolskaja Prawda”, pojawiają się – przyjmowane bez entuzjazmu – propozycje profesjonalnych nagrań. W maju 1991 roku Janka znika, dzięki usilnym staraniom dziennikarzy udaje się zmusić milicję do wszczęcia poszukiwań. Po dziewięciu dniach jej ciało wyłowiono z rzeki Iny. Prawdopodobnie zginęła śmiercią samobójczą.



Krótkim nekrologiem pożegnała ją sama „Komsomolskaja Prawda”: ,,Wczoraj o 9 rano w dopływie Obu, Inie, rybacy odnaleźli ciało Jany Diagilewej, poetki, śpiewaczki, rockowego barda z Nowosybirska. 9 maja Janka była z krewnymi na daczy. Poszła na spacer i nie wróciła. Czekali, mieli nadzieję – ostatnio Janka była przygnębiona i trochę niezrównoważona: może sobie gdzieś pojechała i wróci? Milicję zawiadomiono dopiero w poniedziałek, trzynastego. Poszukiwania nie dały rezultatu, aż do wczoraj...

Jak poinformował telefonicznie naczelnik nowosybirskiego GUWD, płk. Korżenkow, rozpoznanie bez wątpliwości potwierdziło tożsamość zmarłej. Medyczna ekspertyza sądowa jeszcze przed nami, ale wstępne oględziny nie dają podstaw do podejrzewania zabójstwa. »Albo nieszczęśliwy wypadek, albo samobójstwo« – ocenia milicja.

Janka nie nagrała ani jednej płyty, nie występowała w telewizji, lecz znali ją miłośnicy rocka w całym kraju. Pisaliśmy o niej 23 września ub. roku. W redakcji nie ma żadnego jej zdjęcia.”
Za śmierć dziewczyny środowisko obwiniło Letowa, który tymczasem ogłosił koniec „Grażdanskoj Oborony”, aby reaktywować ją po kilku latach we wcieleniu faszyzująco-komunizującym. Wspólnie z Edwardem Limonowem zakładał Partię Narodowo-Bolszewicką i stał się idolem samego Żyrinowskiego, za to wrogiem nr 1 swych dotychczasowych wielbicieli. Żeby znalazła się u nas analogia do tej wolty ideologicznej, Robert Brylewski musiałby zaprzyjaźnić się z Tejkowskim. Jak dalece Letow się zmienił, pozwala zrozumieć taki na przykład fragment jednego z licznych wywiadów: „Mam nadzieję, że Łukaszenko będzie naszym wspólnym prezydentem. To prawdziwy lider. Wojownik słowiaństwa. Wiem, że dobrze się wyrażał o Hitlerze, i to absolutnie słuszne. (...) Jestem ultrakomunistą i radzieckim nacjonalistą. Uważam, że reprezentujemy sobą nie rosyjski, ukraiński czy jakiś inny naród, ale właśnie radziecką nację. Choć ostatnio bardziej opowiadam się za zjednoczeniem państw słowiańskich na kanwie jednej kultury, bo, powiedzmy, Tadżykistan czy Kazachstan – to już koniec... Niedawno występowałem tam i widziałem, że Rosjan już tam nie ma, i rosyjska kultura nie ocalała. To już nie ZSRR, a jakieś okropieństwo”.

Wróćmy do Jany Diagilewej. Za jej życia ukazały się trzy niskonakładowe kasety w undergroundowym obiegu, zawierające nagrania dokonane w mieszkaniach i amatorskich studiach. Kilka piosenek możecie znaleźć na stronie www.avd-serv.chat.ru. Nigdy nie udzieliła wywiadu, jedynie w pisemku „KontrKultUra” znalazła się kiedyś taka jej wypowiedź: „W ogóle nie rozumiem, jak można brać-dawać jakiś wywiad. Toż mogę nakłamać – powiem jedno, a za dziesięć minut coś zgoła przeciwnego. A potem wszyscy będą to czytać. Przecież człowiek jest prawdziwy tylko wtedy, kiedy jest zupełnie sam – kiedy chociaż z kimś przebywa, to już gra. Ot, kiedy tak siedzę i paplam ze wszystkimi, palę – to mam być ja? Prawdziwa jestem tylko jak jestem całkiem sama, albo jak śpiewam – choć i to jest ledwie jak wtedy, rozumiesz, kiedy samolocik leci i przerywana linia pojawia się na krótko na niebie dzięki temu, co jest naprawdę”.

P.S. Wypowiedzi Letowa cytowałem za tekstem Andrzeja Odlanickiego „Od anarchizmu do faszyzmu”, „Garaż” nr 16.

Jacek Podsiadło

Archiwum zawiera dwie płyty (?) Janki "Shame and Reproach" i "Ne Polozheno". Zainteresowanych bliżej twórczością Janki zapraszam na stronę jej poświęconą, gdzie jest dostępna ogromna ilość nagrań oraz materiałów fotograficznych i wideo.



Yana "Yanka" Stanislavovna Dyagileva (1966 – 1991) was a Russian poet and singer-songwriter.

Dyagileva was born in Novosibirsk. She was one of the brightest figures in Russia's underground punk scene. She both played solo and performed with others, including Egor Letov and Velikiye Oktyabri (the Great Octobers), a rock band. Dyagileva was greatly influenced by Alexander Bashlachev, who was her friend, and Letov, her lover and mentor. Her songs were a mixture of desperate, punk-style nihilism and folk-like lamentations.

On May 9, 1991, she disappeared from her countryside home, where she lived with her family. On May 17, she was found dead in the Inya River, far away from the place where she had disappeared. It is thought she probably committed suicide after a long bout with depression, although no formal finding of suicide was made; the official point of view is that she accidentally drowned. There were also some rumours that Yanka as a matter of fact had been killed, as there had been no water in her lungs and that her skull had been fractured. There is no documental evidence of these rumours.

It was only after her death that her records became known to the general public in Russia. (wikipedia)



Here are article about Yanka from Alina Simone:

Yana Stanislavovna Dyagileva’s extraordinary career lasted only four years, from 1987 to 1991, but it was long enough to establish ‘Yanka’ as an underground rock icon in the waning days of the Soviet Union. She was born in the industrial Siberian city of Novosibirsk on September 4, 1966 and grew up in a one-story wooden house without indoor plumbing. This much is known about Yanka’s youth: she preferred boots to high heels, took piano lessons before switching to guitar, she kept to herself and filled notebooks with poetry. After high school, Yanka enrolled in a local engineering institute, in part to stay close to her mother who was dying of cancer. The technical coursework did not hold her interest. She quit the institute in her second year and began immersing herself in the local punk scene. In 1985, at a house show in Novosibirsk, she met legendary punk-folk singer Sasha Bashlachev, and this friendship both changed her life and drew her deeper into the Russian rock underground. But it was Yanka’s complicated relationship with another man, Igor Letov, lead singer for the seminal Siberian punk band Civil Defense, that led to her musical career.

They met at the first Novosibirsk Rock Festival in 1987, and a few months later Yanka joined Letov in his native city of Omsk. It was a short stay; Letov ran into trouble with authorities from the local Department for Internal Affairs and, shortly after Yanka arrived, she and Igor fled Siberia together. According to Letov’s recollections, they “travelled the whole country, lived with hippies, sang songs on the street, ate whatever God provided, stole food from the markets….” Yanka and Igor lived on less than 40 cents a day, eating in municipal cafeterias and sleeping in basements, abandoned train cars, and attics.



It was on the road with Letov that Yanka began performing in public as a backup vocalist for Civil Defense. By the end of 1987 she was writing her own songs. Once it was safe to return, she made her first recordings in Siberia, with Letov’s help, and also formed her own short-lived band, the Great Octobers. This marked the start of four feverish years spent crisscrossing the Soviet Union by train, first accompanying Civil Defense and later simply as Yanka, performing mostly in people’s apartments, dormitories, and the occasional local House of Culture. She recorded when she could, and the best versions of many of these songs survive only as live takes captured on a cheap portable cassette player. None of Yanka’s recordings were released commercially during her lifetime, but they circulated hand-to-hand as samizdat and she acquired a devoted cult following.

And the music? You could compare Yanka’s brash vocals to Patti Smith’s, or trace her breathless strumming to the Russian bard tradition. But Yanka truly created her own genre, a hybrid of Siberian punk, traditional Russian folk, and western rock. She married surreal lyricism to haunting melodies, mirroring influences that ranged from the Velvet Underground to field recordings of the Russian folk songs she collected in Siberian villages. Her songs are ironic tangles of communist slogans, Russian fairy tales, Soviet army anthems, and apocalyptic impressions of a faded nation. They conjure the low ceilings and teacup-strewn kitchen tables of shabby Khrushchevkas. These songs are postcards of Yanka’s inner state, deeply personal and perhaps, by definition, untranslatable.

As Yanka’s fame grew, the Soviet Union unraveled. So did her closest friendships. Sasha Bashlachev committed suicide in 1988, and Yanka’s relationship with Letov, which was never easy or well-defined, fell apart a year later. She continued to tour and record, but battled heavy bouts of depression. After what would be her final public performance, at a rock festival in Irkutsk, Yanka returned home to Novosibirsk. She made her last recordings there in 1991. Eventually she moved back to the wooden house on Yadrinsovskaya Street where she had spent her childhood, becoming increasingly isolated and turning down invitations to perform. On May 9th, 1991, Yanka disappeared while taking a walk near her father’s summer home. It is believed that she drowned in the nearby Inya River. She was 24 years old.

What remains in the wake of this remarkable life? Twenty-nine original songs, a handful of covers, and a book of poetry. I am but one of a legion of fans, and it is honestly beyond me to encapsulate or explain Yanka’s legacy. The only way I can describe what Yanka’s music means to me is to say that it is the sound of a woman who struggled to define herself, against every expectation, and won. –Alina Simone

Here is the great tribute site to Yanka witk lots of mp3, videos and photo.

2 komentarze:

Ankh pisze...

@ @ @ @ @

Holly pisze...

Totally unknown to me, & quite stunning, thank you!

I dearly wish lyric translations were available.

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów szablonu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.