Our Blog

Jean Dubuffet - Experiences Musicales (1961)


Jean Dubuffet (właśc. Jean Philippe Arthur Dubuffet) (ur. 31 lipca 1901 w Hawrze, zm. 12 maja 1985 w Paryżu), francuski malarz i rzeźbiarz.

Jean Dubuffet, którego trudno przypisać do jednego stylu, był przede wszystkim artystą świadomie odrzucającym tradycyjną konwencję twórczą. Erudyta, wychowany na wzorcach klasycznych, utrzymujący kontakty z wieloma ówczesnymi osobistościami świata artystycznego, uznawany przez malarzy awangardowych, jednocześnie tworzył i utrzymywał bliskie przyjaźnie z przedstawicielami art brut (sztuki marginesu), jak sam nazwał sztukę nieprofesjonalną. Jako pierwszy traktował ją na równi z profesjonalną. Szczególnie była mu bliska działalność artystyczna chorych umysłowo i dzieci.

Rodzina Dubuffet posiadała firmę handlującą winem w Normandii, z oddziałami w Paryżu i Algierze. Ojciec, ekscentryk o porywczym usposobieniu, poza pracą wiele czasu spędzał samotnie w swojej prywatnej bibliotece, trzymając jej bogate zbiory pod kluczem. Matka, która odebrała surowe wychowanie katolickie, uchodziła za osobę oschłą i wyniosłą. Jean długo był jedynakiem, jego młodsza siostra urodziła się dopiero kiedy miał 9 lat. Podobnie jak inne dzieci, których rodzice należeli do klasy burżuazji francuskiej z początku XX wieku, uczęszczał do szkoły o profilu klasycznym, w której kładziono nacisk na katechizm, łacinę, grekę, język niemiecki, do kanonu wykształcenia należały lekcje gry na pianinie.


W 1908 roku rozpoczął naukę w liceum w Hawrze. Był najlepszym uczniem w klasie, bo tego od niego wymagano, a wszelkie przejawy pogorszenia w nauce wywoływały prawdziwe burze rodzinne. W tej surowej atmosferze jedynym sprzymierzeńcem była jego babka ze strony ojca, uwielbiająca malarstwo.

W dzieciństwie, nieśmiały i skryty, buntujący się wewnętrznie nie tylko przeciw regułom obowiązującym w domu, ale również przeciw tym, które rządzą życiem społecznym, zamykał się we własnym świecie. W tym czasie, a wszystko w głębokiej tajemnicy przed domownikami, stworzył słownik nieistniejącego języka Indian, miał swoje własne muzeum, w którym gromadził rzadkie skamieliny i minerały, malował pierwsze obrazki.

W wieku piętnastu lat rozpoczął naukę rysunku i malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Hawrze. Zniechęcony do studiowania technik kopiowania, rysowania z modela, odkrył modny wówczas impresjonizm, który go zachwycił. Fascynowała go również poezja Baudelaire'a.

W 1918 roku zamieszkał w Paryżu. Zapisał się do Académe Julian, którą jednakże porzucił po sześciu miesiącach. Był to dla niego, przybysza z prowincji, czas wielu fascynacji: pierwszych miłości, podróży, odkryć literackich. Niedługo jednak zarzucił związki z bohemą, swoje rozczarowanie demonstrując powrotem do normalnego życia; dlatego długie włosy i czarny kapelusz z szerokim rondem zamienił na robotniczy kaszkiet. W swoich poglądach artystycznych zbliżył się do dadaistów. Poznał malarzy awangardy: Suzanne Valadon, Raoula Dufy, odkrył sztukę Pablo Picasso, którego talent był wówczas w największym rozkwicie.


W tamtym okresie próbował swych sił w drzeworycie, kilka jego prac zamieściło czasopismo Aventure jako ilustrację wierszy Rogera Vitraca. Interesował się również literaturą, muzyką. Ogromne wrażenie zrobiły na nim występy Baletów Rosyjskich Diagilewa, którego spektakle podbijały wówczas Paryż, w związku z tym nawet zaczął się uczyć języka rosyjskiego.

Jednak czuł, że bogactwo doznań, jakie dostarczały mu znajomości w świecie sztuki, utrudniają mu stworzenie własnej formy ekspresji. Przełomowym okazał się rok 1923. Jean odbywał wówczas służbę wojskową w stacji meteorologicznej mieszczącej się na wieży Eiffla. Tu poznał Clémentine R., chorą umysłowo wizjonerkę, która zajmowała się interpretowaniem rysowanych przez siebie chmur na niebie. To ten nurt Dubuffet nazwie później art brut (sztuka surowa}.

Został zdemobilizowany w roku 1923. Przeżywał w tym czasie kryzys. Odciął się od środowiska artystycznego, już nie chciał zostać malarzem. Pod pretekstem poszukiwań krewnego, popłynął statkiem do Buenos Aires.

Wiadomość o śmierci dziadków zastała go w Argentynie. Był rok 1925. Zdecydował się na powrót do Francji i zarządzanie firmą. Aż do 1933 roku wiódł życie kupca. Lata te zaznaczone były wydarzeniami rodzinnymi: ślubem z Paulette, narodzinami ich córki, Islaminy, a wcześniej śmiercią ojca. W 1930 roku, tęskniąc za latami młodości, przeniósł się z rodziną do Paryża, otwierając tam hurtownię win. Już wtedy zaczynał go męczyć ustatkowany tryb życia, czuł potrzebę powrotu do malowania, dawnych znajomych. Wynajął atelier, w którym spędzał coraz więcej czasu. Paulette, rozgoryczona, nie mając już sił walczyć z nagłymi zmianami, z Islaminą wyjechała do Hawru.

Jean całkowicie poświęcił się malowaniu, oddając firmę w zarządzanie. W 1937 roku ożenił się po raz drugi, z dużo młodszą od siebie Émilie Carlu. W tym samym roku gwałtownie pogarszająca się kondycja finansowa firmy zmusiła go do powrotu do handlu winem. Tym razem na pięć lat zarzucił całkowicie malowanie.


Kiedy wybuchła II wojna światowa, służył w forcie Saint-Cyr, następnie pracował w ministerstwie lotnictwa, skąd za niesubordynację przeniesiono go do Rochefort. Po zawarciu przez Francję rozejmu w 1940 roku, wrócił do Paryża. Firma w tym czasie dobrze prosperowała, zatem w 1942 roku znów zdecydował się oddać ją w zarządzanie.

Od tej pory zajmował się wyłącznie sztuką. W jego biografii rok ten uważany jest za przełomowy, dopiero wtedy narodził się dla publiczności Dubuffet – artysta, dotychczasowe jego prace nie były nigdzie wystawiane. Miał wówczas 41 lat.

Odnowione kontakty ze światem artystycznym owocowały licznymi spotkaniami, w jego pracowni bywali malarze, pisarze, poeci, m.in. Paul Eluard, Jean Fautrier. On sam był częstym gościem w atelier Fernanda Mourlot, od którego uczył się techniki litografii. Fascynował go jazz, a zwłaszcza Louis Armstrong.

Pierwsza indywidualna wystawa prac Jeana Dubuffet w 1943 roku w galerii marszanda René Drouin wywołała sprzeczne oceny: przez jednych okrzyknięty geniuszem i prekursorem nowego prądu w sztuce, przez innych, zwłaszcza przez krytyków sztuki, nazwany został szarlatanem i oszustem.

W dwa lata później wyjechał do Szwajcarii, by poszukiwać, głównie w szpitalach psychiatrycznych, przykładów art brutu. W jednym z zakładów odwiedził poetę Antonina Artaud, z pomocą jego psychiatry stworzył serię obrazów w konwencji sztuki surowej. Po powrocie do Paryża wrócił do litografii, malował portrety, pejzaże miejskie. Wszystkie jego wystawy wywoływały kontrowersje.

W 1947 roku, w nowojorskiej galerii Pierre Matisse'a, syna wielkiego malarza, Dubuffet wystawił swoje obrazy. Za Oceanem zostały one bardzo dobrze przyjęte przez twórców należących do tzw. ekspresjonizmu abstrakcyjnego, zwłaszcza przez jego najważniejszych przedstawicieli: Willema de Kooninga i Jacksona Pollocka.

W rok później, Dubuffet, André Gide i Jean Paulhan, który towarzyszył mu w wyprawie do Szwajcarii, założyli Compagnie de l'Art Brut.

Koniec lat czterdziestych to okres fascynacji pustynią. Z wcześniejszych podróży, z rodzicami, później z Paulette, a potem z Émilie, znał Algierię. Saharę odkrył w 1947 roku, wracając tu jeszcze dwa razy w kolejnych latach. Urzekała go ciszą i otwartą przestrzenią, cenił prostotę życia Beduinów. Zaczął się uczyć arabskiego. Pod wpływem wrażeń z tych pobytów powstał cykl obrazków przedstawiający życie mieszkańców pustyni, zatytułowany Roses d'Allah, clowns du désert (Róże Allaha, klauni pustyni).

W 1951 roku wyjechał na pół roku do USA, gdzie poznał osobiście m.in. Pollocka i Duchampa. Po powrocie do Francji z zapałem powrócił do malowania, razem z duńskim malarzem Asgerem Jornem eksperymentował w dziedzinie dźwięku.


W roku 1960, kiedy w paryskim Musée des arts Décoratifs zorganizowano mu wystawę retrospektywną, był uznanym malarzem, posypały się zaproszenia z zagranicy.

Jean Dubuffet, który nie lubił, a nawet chyba nie potrafił, ograniczać się do jednego stylu, zadziwił wszystkich swoją konsekwencją w realizacji od 1962 roku, aż przez dwanaście lat swojej słynnej później serii zatytułowanej l'Hourloupe.

Równolegle w kamienicy przy rue de Sevres zorganizował swoją kolekcję art brutu, dużo pisał, tworzył rzeźby z polystyrenu.

We wrześniu 1974 niespodziewanie przerwał poszukiwania w ramach l'Hourloupe. Miał wówczas 73 lat, był schorowany, cierpiał na ostre bóle lędźwiowe. Jednak ostatnie dziesięć lat jego życia zaobfitowało w nowe pomysły twórcze. Powstawały kolejne cykle, m.in. Crayonnages {Rysunki ołówkiem), Récits (Opowieści), Conjectures (Przypuszczenia), Parachiffres (Paracyfry), Mondanités (Światowe życie), Lieux abrégés (Miejsca skrócone), Effigies incertaines, Théâtres de mémoire (Teatry Pamięci), Psychosiyes (Psycho-miejsca), Sites aléatoires (Miejsca przypadkowe). Wracał w nich do swoich dawnych tematów, pejzaży wiejskich, potretów, obrazków z życia. Odchodził od wielkich formatów i malarstwa figuratywnego. Przykładem jest abstrakcyjna seria Mires (Cele). Zwracał się w stronę kolażu. Ostatnim cyklem z 1984 roku są Non lieux (Nie-miejsca).

W tych latach borykał się również z ciągnącym się od roku 1975 sporem z zakładami Renault. Po rocznej pracy nad projektem salonu letniego Renault Dubuffet popadł w konflikt ze swoimi zleceniodawcami. Kiedy dyrekcja wstrzymała realizację zamówienia, artysta wytoczył firmie proces, który wygrał dopiero w 1983 roku.

W 1985 roku był już bardzo chory, miał trudności z chodzeniem. Był tak zmęczony, że nie mógł już malować. Napisał wówczas swoją nieopublikowaną biografię, którą zatytułował Biographie au pas de course (Biografia biegiem). Umarł 12 maja 1985 roku w swoim paryskim mieszkaniu przy rue de Vaugirard.



Jean Dubuffet was a champion of Art Brut (that was his term, he made it up in the 1940s) which translates roughly as “Raw Art” or “Outsider Art”:

Those works created from solitude and from pure and authentic creative impulses – where the worries of competition, acclaim and social promotion do not interfere – are, because of these very facts, more precious than the productions of professionals.” Dubuffet

Whether or not we agree or sympathize with Dubuett’s point of view on Art Brut (it seems to me as soon as he coined the term it became obsolete), the Art he collected and loved not to mention made was positively stunning (you can visit his collection of Art Brut at the Château de Beaulieu in Lausanne, Switzerland). Dubuffet also published a magazine in 1964 titled L’Art Brut and I had the extreme good fortune of finding volumes 1 & 2 many years ago at a long gone bookstore on 18th Street. The text is in French but fortunately the Art isn’t.

I saw a show of Adolf Wölfli’s art at the American Folk Art Museum and it was among the most amazing and exhausting experiences of my life. But I don’t want to talk about Art Brut and Adolph Wölfli right now, I want to talk about the records Jean Dubuffet made with Asger Jorn in 1961.

The first pressing of Musical Experiences was published by Edizione Del Cavallino in an edition of 60 boxed sets; 10 signed, 50 unsigned each included six 10″ 33 1/3 records and illustrations by Dubuffet. The records contain Dubuffet and Jorn (and musician Alain Vian who owned a rare musical instrument shop in Paris) singing/reciting and playing various instruments including piano (which Dubuffet studied as a child), Chinese mouth organ (orgue à bouche chinois), cello, violin, hurdy gurdy and many more recorded on Dubuffet’s Grundig TK35. Dubuffet called them improvisation sessions (but in French).

Asger Jorn had a fair bit of experience with the violin and the trumpet; I had a singular experience of the piano which I had made much use of in former times. However the sort of music we had in mind hardly required virtuoso technique as we intended to use our instruments to obtain unconventional effects.” Dubuffet

You can think of Musical Experiences as an acoustic pre-cursor to Industrial music. Einstürzende Neubauten unplugged. While you’ll be hard-pressed to find a copy of the original, a single LP version was put out in 1973 by Finnadar Records (that one on eBay right now looks mighty appealing) [note: it sold for $178.50]. I’d imagine copies of the original box set only come at Art collector’s fatter wallet prices.

But we’re fortunate. As the internet will have it, you can listen to the entire Expériences Musicales LP on the wonderful UbuWeb and enjoy some musical Art Brut for the Holidays. Cheers!

I’d like to leave you with a bunch of words from Dubuffet on recording (you can read them all on the above UbuWeb link): As for the tape recorder, I was a complete novice. It was only later on that I was to realise that my recordings, done on amateur equipment, left a lot to be desired compared to those carried out by professionals. Strangely enough, however I am not convinced that the latter are really superior. Similarly, I often prefer photographs taken by poorly equipped amateurs than those of specialists. In my subsequent dealings with technicians, I felt that the downside to certain benefits of the care they took in setting-up their equipment, was an inhibiting effect; even if the resulting recordings were very clear and free of flaws and hiccups, they weren’t necessarily any more evocative. I believe that all spheres of the arts could benefit from using simpler techniques. I also believe in getting down to basics, I am all for rugged and unaffected charms rather than frills and furbelows. There is another more important reason for my attitude. We consider that a good recording provides precise and distinct sound which seems to be coming from a close source; in our daily lives, however our hearing is submitted to all sorts of other sounds which, more often than not, are unclear muddled, far from pure, distant and only partially audible. To ignore them is to give birth to a specious artform, exclusively concerned with a single category of sounds which, when it comes down to it, are pretty uncommon in everyday life. I was aiming to produce music based not on a selection of sounds but on sounds that can be heard anywhere on any day and especially those that one hears without really being aware of them. My rudimentary equipment was better suited to this than the most sophisticated machines. (source)

4 komentarze:

Ankh pisze...

@ @ @ @

Anonimowy pisze...

znałem go tylko jako malarza

przyzwoitosc pisze...

fajne! chyba kiedyś miał tę płytę Palczewski w swoim katalogu, no ale nie można znać wszystkiego. dzięki.

Anonimowy pisze...

można prosic o re-up?

pozdrawiam

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów szablonu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.