25.12.12

Charles Mingus - The Black Saint & The Sinner Lady (1963)

Charles Mingus – bass, piano, composer
Jerome Richardson – soprano and baritone saxophone, flute
Charlie Mariano – alto saxophone
Dick Hafer – tenor saxophone, flute
Rolf Ericson – trumpet
Richard Williams – trumpet
Quentin Jackson – trombone
Don Butterfield – tuba, contrabass trombone
Jaki Byard – piano
Jay Berliner – acoustic guitar
Dannie Richmond – drums

Wielcy jazzowi kompozytorzy, a takim był z pewnością Charles Mingus często przymierzali się do dłuższych form wzorowanych na schematach znanych z mniej lub bardziej współczesnej muzyki klasycznej. Skomponować dobrą melodię, często ad hoc w studiu potrafi właściwie każdy improwizujący muzyk, a przynajmniej tak być powinno. Dłuższa forma, to co innego, wymaga wiedzy formalnej o teorii kompozycji, historycznej perspektywy związanej z wysłuchaniem odpowiednio dużej ilości płyt i pomysłu na zrobienie czegoś nowego, co wyróżni się wśród innych dzieł podobnej struktury. Tak więc to nie jest zajęcie dla każdego.

Charles Mingus z pewnością miał wszystkie umiejętności potrzebne do zbudowania dużej formy muzycznej oraz odpowiednią dozę kreatywności umożliwiającej mu odkrycie nowych, jeszcze nie wyeksploatowanych muzycznie terytoriów. Właściwie, to był jednym z dwu największych jazzowych kompozytorów (tych od form większych i bardziej skomplikowanych od jazzowego standardu i prostego bluesa). Tym drugim był oczywiście Duke Ellington. Obu czasem wychodziło lepiej, czasem gorzej. Obaj w swoich większych kompozycjach poruszali się w sferze muzycznego eksperymentu i mieszania różnych muzycznych konwencji.

„The Black Saint And The Sinner Lady” to z pewnością dzieło ambitne, z perspektywy czasu może niekoniecznie wybitne, ale z pewnością zarówno interesujące, jak i historycznie ważne dla całej muzyki jazzowej. Wielu historyków gatunku uważa tą płytę za najważniejszą (obok „Mingus Ah Um”) w dorobku lidera i jedną z najważniejszych płyt jazzowych w kategorii absolutnej.

Z tym pierwszym jeszcze mogę się zgodzić, choć dorzuciłbym do wspomnianej dwójki jeszcze co najmniej „Pithecanthropus Erectus”. Z tą drugą tezą jednak zupełnie się nie zgadzam. Dobrze zorkiestrowana i poprawna formalnie kompozycja, to za mało, żeby nosić miano najważniejszego dzieła gatunku. Nie uważam, że to zła płyta, jednak daleko jej do wielu magicznych be-bopowych sesji, wysmakowanych aranżacji Gila Evansa, kilku dzieł orkiestrowych Duke Ellingtona i jeszcze paru nagrań koncertowych. Tak więc w pierwszej setce płyt jazzowych z pewnością się zmieści, ale w pierwszej dziesiątce z pewnością nie.

Jest jednak w muzyce z „The Black Saint And The Sinner Lady” jakas przedziwna magia. To zdolność generowania w głowie słuchaczy obrazów, pobudzania wyobraźni w specyficznie nieoczywisty sposób, za każdym razem inaczej.

Album zarejestrowała w 1963 roku 11 osobowa orkiestra dowodzona przez lidera, który oprócz kontrabasu zagrał na fortepianie. Pozostali muzycy nie są bezimienni, ale z pewnością nie są muzycznymi indywidualnościami. Być może to najlepsza recepta na duże składy. Być może to także unikalne zestawienie, rodzaj magii również w doborze muzyków cechujący nadzwyczajne i ponadczasowe nagrania.

W oryginalnym komentarzu kompozytora i lidera do płyty znajdziemy odrobinę ekstrawagancji i dorabiania teorii nieco na siłe do praktyki. Jak to często bywało, i tą płytę Charles Mingus uznał za dzieło swojego życia, niemal zalecając słuchaczom wyrzucenie wszystkich poprzednich… Dodatkowy komentarz pochodzi od jego osobistego psychoterapeuty…

Tylko taki geniusz jak Charles Mingus mógł przygotować tak wyrafinowaną, a jednocześnie niespodziewanie dostępną dla każdego, wielowarstwową muzykę. Tylko on mógł w tak momentami niespodziewany sposób wykorzystać barwy powszechnie znanych instrumentów do stworzenia niespotykanych współbrzmień pobudzających wyobraźnię.

To nie jest album, który pokochacie za pierwszym razem. Ale to jest album, który pokochacie na pewno. Mało jest takich płyt, co do których mam absolutną pewność, że tak będzie…(Subiektywny Dziennik Muzyczny)



The Black Saint and the Sinner Lady is a studio album by American jazz musician Charles Mingus, released on Impulse! Records in 1963. The album consists of a single continuous composition—partially written as a ballet—divided into four tracks and six movements.

The album was recorded on January 20, 1963 by an eleven-piece band made up of Mingus (double bass, piano), Jerome Richardson (soprano and baritone saxophone, flute), Charlie Mariano (alto saxophone), Dick Hafer (tenor saxophone, flute), Rolf Ericson (trumpet), Richard Williams (trumpet), Quentin Jackson (trombone), Don Butterfield (tuba, contrabass trombone), Jaki Byard (piano), Jay Berliner (acoustic guitar) and Dannie Richmond (drums). Bob Thiele served as producer and Bob Simpson as studio engineer.

Mingus has called the album's orchestral style "ethnic folk-dance music". Mingus's perfectionism led to extensive use of studio overdubbing techniques.

The album features liner notes written by Mingus and his then-psychotherapist, Dr. Edmund Pollock. The Black Saint and the Sinner Lady is often characterized by jazz and music critics as one of Mingus's two major masterworks (the other being Mingus Ah Um) and has frequently ranked highly on lists of the best albums of all time.

The reception to The Black Saint and the Sinner Lady has been generally positive. Indeed, Piero Scaruffi ranks it as the greatest jazz album of all time. Richard Cook and Brian Morton, writers of The Penguin Guide to Jazz, award the album a "Crown" token, the publication's highest accolade, in addition to the highest four-star rating. Steve Huey of Allmusic awards The Black Saint and the Sinner Lady five stars out of five and describes the album as "one of the greatest achievements in orchestration by any composer in jazz history." Q magazine describes the album as "a mixture of haunting bluesiness, dancing vivacity, and moments of Andalusian heat..." and awards it four of five stars.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...