Our Blog

Spires That in the Sunset Rise (2004)


Spires That in the Sunset Rise - ekscentryczny girls band, pozostaje od kilku już lat jednym z najciekawszych przedstawicieli tzw. sceny weird-folkowej, penetrującym z powodzeniem rozległe terytorium rozpościerające się między muzycznymi tradycjami Ameryki i domeną mniej lub bardziej swobodnej improwizacji. Już omawiany tu, debiutancki album formacji przynosił świadectwo dużego potencjału i ogromnej wyobraźni muzycznej pań, sięgających z upodobaniem po rozmaite instrumenty (głównie strunowe i perkusyjne) pochodzenia etnicznego. Muzyka Spires to próba odzyskania rdzennego brzmienia pionierskiej Ameryki - jest więc surowa, dzika i dość nieokrzesana, miejscami liryczna, częściej jednak ekstatyczna, bliska histerycznej ekspresji rodem z wyimaginowanych sabatów w Salem. Proszę się jednak nie niepokoić - nie ma tu miejsca na nieznośny patos wampirycznych gotycyzmów - nic z tych rzeczy. Są za to oniryczne kołysanki przeistaczające się znienacka w obłąkane pieśni, czy też może w pieśni obłąkanych, są przedziwne improwizacje - wokalne i instrumentalne, są ulotne ślady plemiennego transu - spiętego klamrą monotonnych powtórzeń, są wreszcie szepty, świsty i pohukiwania dziewiczej puszczy, w której głosy ludzkie i nieludzkie splatają się w jeden wibrujący dźwięk. Intrygująca muzyka nie dla każdego ucha. (gaz-eta)

***
Spires That in the Sunset Rise have been unsettling and thrilling audiences for over a decade now with their brand of sonic alchemy. Combining traditional acoustic instruments like cello, spike fiddle, banjo, and lately more on flute and saxophone with electric elements and mesmerizing chants, one can call them goth, folk, psychedelic, experimental, electronic--and it all applies. They have four full length releases on labels like Secret Eye and Galactic Zoo Disk and two more on Hairy Spider Legs. The band is paired down to two women these days, each busy performing and releasing solo material as well. Many audiences have seen them expand into pure improvisation lately, but there is still song writing taking place, and often STITSR play the line between the two. Always original, always pushing themselves into new territory, STITSR still very much enjoy playing, as they are coming upon their 13th year.

2 komentarze:

Pausts pisze...

.

Anonimowy pisze...

Dla mnie w tych improwizowanych, plemiennych kreacjach dźwiękowych jest potężna dawka bólu, frustracji, strachu, niepewności i złości. To próba tkania ludowego haftu z poszarpanych resztek tkanin, które pozbawione wyrazistych barw, to próba malowania uśmiechu na twarzach zdeformowanych gehenną życia, to próba szukania ocalenia i piękna w krajobrazie postindustrialnej „stasiukowej” prowizorki i rozpierduchy, w otoczeniu, w którym trudno o choćby próbę wyobrażenia prywatnego zwycięstwa. Bolesne spotkanie z nutami, które przywołało pamięć o No Neck Blues Band, o Wooden Wand & The Vanishing Voice, o Steaming Coils czy nawet Godz. Rana, która wartościowa dla życia i jego przeżycia.

Dziękuję
ZW(ierzak)

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów szablonu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.