Our Blog

Red Dirt (1970)



Popsychodelizujmy jeszcze trochę.... Do jednych z moich ulubionych płyt należy płyta mało znanej grupy z Wysp - Red Dirt. Nie jest to stricte grupa reprezentująca ten nurt, ale łącząca w sobie bluesową tradycję podaną w psychodelicznej otoczce, z akcentami folkowymi. Całość daje bardzo mocnego "kopa". W dosłownym tego słowa znaczeniu....

"Red Dirt (dosłownie: skrzep, ale tu chodzi raczej o związki z kulturą Indian - przyp. mój) powstał pod koniec lat 60 z inicjatywy śpiewającego organisty Dave Richardsona i gitarzysty Steve'a Howdena. Prezentowany przez grupę blues-rockowy repertuar znalazł uznanie u szefów wytwórni Fontana, z którą grupa niebawem podpisała kontrakt. Zespół miał bliskie kontakty z grupą realizatorów nagrań rezydującą w londyńskich Morgan Studios, które miały wpływ na brzmienie podobnych, nieznanych albumów. W tej grupie inżynierów byli m.in. Wil Malone, Andy Jons i Mike Bobak. Ta ekipa była współtwórcą takich kolekcjonerskich wydawnictw jak Pussy Plays albo Bobak Jons Malone (Motherlight) (...) Sama grupa Red Dirt w 1970 roku, nagrała album studyjny zatytułowany po prostu "Red Dirt", podobno album nie ukazywał prawdziwych możliwosci zespołu, które to ujawniane były dopiero na koncertach. Z tą myślą nagrano jeden koncert grupy i wydano jako płytę "Diamonds in the dirt" w limitowanym nakładzie 300 egzemplarzy. Zespół nie odniósł żadnego sukcesu komercyjnego, a problemy finansowe przyspieszyły decyzję o rozwiązaniu grupy (...)




Zawartosć tej płyty to 12 utworów z kręgu białego bluesa, okraszonych doskonałą psychodeliczną gitarą i mocnym, zachrypniętym głosem wokalisty, przy czym całosć cechuje swoista "bałaganiarskosć" i przybrudzone brzmienie. Płyta brzmi obskurnie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), jakby została nagrana w garażu, muzycy bez żadnych zbędnych wstępów od razu przechodzą do bezkompromisowego psychodelicznego, opartego na bluesie grania, wokalista nie oszczędza swojego gardła prawie ani na moment, tutaj nawet słowa "I love you baby" brzmią obskurnie. Na czym polega siła tej płyty? Odpowiedź jest banalna - na prostocie i płynącemu z niej piękna. W każdym z tych 12 utworów wkradła się niesamowita szczerość i pewna przebojowość. Każdy dźwięk płynie z dusz muzyków, słychać że kochają to, co grają. Są na tej płycie utrwalone szczególne chwile: mellotron w "Memories", gitara i wspomniany głos w "Death Letter", przepiękny i prosty "Song for Pauline", akompaniująca harmonijka w "Ten Seconds To Go", rewelacyjne przybrudzone brzmienie gitary w "Gimme a Shot".

Wspaniale jest się cofnać w czasie słuchając tej płyty, przenieść się do cuchnacej ciemnej piwnicy, gdzie pewnikiem muzycy Red Dirt spotykali się codziennie, żeby w koleżeńskiej atmosferze tworzyć materiał na tą zapomnianą przez świat płytę! Takie albumy już nigdy nie powstaną ... Piękna, ujmująca i szczera muzyka! (arzachel)"

Dave Richardson - vocal, keyboards, harp
Steve Howden - vocal, piano, guitar
Ken Giles - bass
Steve Jackson - drums

Red Dirt were a British heavy blues-rock band, whose sole eponymous album appeared and disappeared again in 1970, leaving little impression on the record-buying public. The reason for this, unlike some other unfairly obscure efforts, is that it's dull and generic and completely unable to provide anything not already catered for by many far better bands. Surprisingly, there's Mellotron (player unknown) on opener Memories (also the album's least generic track), with fairly heavy MkII strings, although that appears to be it.

Oddly, the bonus tracks on Audio Archives' CD issue, Red Dirt... Plus, are more interesting then the contents of the album itself. The first two, Mixed Blessing and Wilting Tree, are long, slow, dark pieces, a long way from the blues, while Three Fair Maidens and Back Alley Sally are fiddle-driven country hoedowns. So; you're only really going to like Red Dirt if you're into early, grungy blues-rock, but the opening track and at least the first two bonus ones are worth hearing, though not necessarily buying. (palnetmellotron)

link in comments

9 komentarzy:

ankh pisze...

http://www.mediafire.com/?dvkn2jzma30

Anonimowy pisze...

Dzięki. Już myślałem, że w Polsce nikt nie pisze takich blogów. Jak szukasz rarytasów z obszaru prog-psych-hard-blues-underground, to napisz, może coś pomogę. Pozdrawiam z Krakowa ( po raz wtóry ).

Anonimowy pisze...

zaj...blog,sam kiedyś bylem tz bitnikiem,zloty,Częstochowa,Bieszczady,muzyka,przedewszystkim ludzie.to pokolenie gaśnie,ale z podniesiona głowa,pozdrawiam,spokojnych świat.pablopicaso

ankh pisze...

Bardzo dziękuję za miłe opinie. Pomysłów mi na razie nie brakuje i będzie się pojawiało sporo ciekawego materiału - do słuchania, pooglądania i poczytania. Dziękuję za życzenia i tym samym się rewanżuję.

obly pisze...

ja siedzie non stop cicho od miesiąca ale mentalnie to jakbybm sam pisał niektóre rzeczy ;)

niektóre - a themersonem to mnie po prsotu rozj...
no na łopatki.

Anonimowy pisze...

piękny blog,zawartośc powala ...nie tylko muzyka...to bardzo dobrze.
napotkałem tu na mały problem...sciagłem Dirty red ale brak hasła do rozpakowania...nie mohe sie doszukac...

czy ktos zaznajomiony mi poradzi...plz...

ankh pisze...

hasło jest w komentarzu do archwium win rar'a, ale jako co to: savagesaints :))

Anonimowy pisze...

dzięki wielkie....

rapatang pisze...

piekny blog

poprosze czy mozesz zrobic re-upload

mediafire krotko trzyma pliki

dzieki

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów motywu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.