Our Blog

Throat Singing From The Center Of Asia



Republika Tuvy (Kraj Urianchajski) – znajduje się na styku Syberii i granicy Rosji z Mongolią, u źródeł Jeniseju. To autonomiczna republika w azjatyckiej części Rosji. Zajmuje obszar 171 tys. km2., czyli tyle co połowa Polski, a mieszka w niej niewiele ponad 300 tys. ludzi. Stolicą jest Kyzył. Na terenie Tuwy znajdują się przepiękne góry: Sajan Zachodni, Ałtaj, Tannu-oła i Akademik Obruczewa. Pogoda w tym rejonie jest bardzo nieprzyjazna, temperatury od -40°C w zimie do +40°C w lecie. Kotliny porośniętę są głównie roślinnością stepową, zaś w górach dominują iglaste lasy tajgi oraz tundra wysokogórska. Do I w. n.e. tereny te znajdowały się we władaniu wschodnioazjatyckich Hunów. W XIII w. zajęte zostały przez Czingis-chana i do XVIII w. znajdowały się pod panowaniem mongolskim. Od XVII w. na obszarach republiki upowszechnił się lamaizm. W latach 1757-1912 Tuwa znana była jako Urianchaj pod panowaniem mandżurskich władców Chin. W 1914r. wcielona została do Rosji jako Kraj Urianchajski. W okresie 1918-1921 w tych rejonach toczyły się walki pomiędzy Armią Czerwoną i białoarmistami (pod dowództwem A. W. Kołczaka). W latach 1921-44 Tuwa była niepodległą Tuwińską Republiką Ludową, stąd też do dzisiaj bardzo silne są wśród Tuwińców ruchy narodowowyzwoleńcze. W 1944 została wcielona do Rosji jako obwód autonomiczny. Po rozpadzie ZSRR, w 1991 doszło do wystąpień skierowanych przeciwko ludności pochodzenia rosyjskiego, zaś w 1992 r. Tuwa podpisała nowy układ stowarzyszeniowy z Federacją Rosyjską.



Khoomei, czyli tzw. śpiew gardłowy wywodzi się z Azji Centralnej (Mongolii, Buriacji, Tuwy) i jest silnie zintegrowany z naturą. Jego naturalną kolebką jest bezkresna przestrzeń stepów oferująca niezwykłe warunki akustyczne i postrzegająca naturę jako świat duchów, religia animistyczna. Khoomei zrodziło się jako próba naśladowania odgłosów wiatru, potoków i zwierząt, rodzaj uczestnictwa w naturalnym otoczeniu. Polega on na jednoczesnym wydobywaniu z gardła trzech - czterech dźwięków.

Pierwszy to dźwięk podstawowy - o stałej, piekielnie niskiej częstotliwości, brzmiący głęboko niczym dubowy bas. Pozostałe to dźwięki harmoniczne, świszczące wysoko. Daje to niezwykłą wibrację o pierwotnym, atawistycznym wręcz posmaku, przenikającym słuchacza na wskroś. Stwarza to poczucie obcowania z czymś tajemniczym i naturalnym zarazem. Operując znajdującymi się w krtani organami głosowymi, Tuwińcy perfekcyjnie modulują częstotliwość fal dźwiękowych, jakby czynili z gardła syntezator. Taka technika ćwiczona jest dziś na Zachodzie jako śpiew alikwotowy lub harmoniczny.



Śpiew gardłowy nie jest tylko domeną mieszkańców republiki Tuwy, ale jest szeroko rozpowszechniony na terenie wschodniej Azji i całego regionu podbiegunowego.

Evei Mark jest 26-letnią Eskimoską mieszkającą w Montrealu. Jej rodzinna wieś leży w północno zachodniej części prowincji Quebec. Dzieli się swoimi opiniami, czym jest śpiew gardłowy dla niej i dla Eskimosów.

Czym jest śpiew gardłowy dla Eskimosów?

Wielu białych ludzi pyta, czym jest śpiew gardłowy, proszą mnie o to abym powiedziała skąd on pochodzi. Pytam w tedy moich rodziców, a oni mi odpowiadają, że istniał on od zawsze, zanim się urodziłam. Ta metoda śpiewu jest bardzo stara. Nigdy nie spisywaliśmy swojej historii. Swoją historię przekazujemy ustnie i tradycja śpiewu gardłowego też jest przekazywana ustnie, z pokolenia na pokolenie, z jednej generacji na następną. Wiem, że to jest niezwykle stare. Starsze od mojej babki, starsze niż moja prababka, starsze od mojej praprababki.

Jak opisałabyś śpiew gardłowy?

Poniekąd śpiew gardłowy jest formą sztuki. Jest pewną formą bywania w towarzystwie, był przyczynkiem do zbierania się. Oto typowy przykład. Mężowie wyjeżdżali na całe miesiące polować. W tym czasie kobiety zajmowały się sprzątaniem i szyciem. Po skończonej procy przychodził czas na zabawę. Właśnie śpiew gardłowy był taką formą zabawy, także formą podejmowania gości. Wyglądało to następująco: dwie kobiety stoją naprzeciw siebie bardzo blisko. Jedna śpiewa motyw przewodni, a druga, po pewnym czasie, powtarza go. Ja mówię A, ona mówi również A, ja mówię C, ona również mówi C. Cały czas powtarza za mną. W ten sposób tworzy się dźwięk, rytm. Jedynym sposobem na rozbicie rytmu jest śmiech jednej ze śpiewaczek albo przerwanie śpiewu z powodu zmęczenia. To jest pewnego rodzaju gra... nic poważnego. Śpiew gardłowy jest po prostu świetną zabawą, ale jeżeli dobrze śpiewasz, to wygrasz.

Śpiew gardłowy wymaga od wykonawców żelaznej dyscypliny, wyczucia rytmu, dobrego słuchu. Jeżeli ja jako osoba prowadząca zostawiam przerwy między dźwiękami lub zmieniam rytm to osoba śpiewająca ze mną musi szybko za mną nadążać w ich wypełnianiu i zmianach rytmu. Ona musi być bardzo dokładna, musi widzieć co robię. Śpiew gardłowy powstaje w twojej przeponie. Używasz mięśni przepony aby dokonywać wdechu i wydechu. Najdłużej udało mi się śpiewać przez 20 minut. Musisz być mocno skupiony na swojej przeponie i płucach, bo możesz za mocno się przewietrzyć i dostać zawrotów głowy, lub uszkodzić sobie gardło.



Kiedy zaczęłaś uczyć się śpiewu gardłowego?

Zaczęłam, gdy miałam 11 lat. Byłam wychowywana przez moich dziadków, którzy mieszkali przez całe swoje życie na terytorium Nunavut. Odkąd pamiętam, zawsze w jakiś sposób byłam szykanowana ze względu na kolor skóry. Mówili: „ty, biała, jesteś taka niezdarna! Jesteś zupełnie do nas niepodobna!” Moi rówieśnicy mówili tak do mnie dlatego, że mój ojciec jest biały a matka Inuitką. Musiałam znaleźć jakiś sposób, aby udowodnić, że należę do ich społeczeństwa, musiałam coś zrobić. Na początku zaczęłam uczyć się języka inuktiuk, ale ciągle to nie było to, nigdy nie dawali mi spokoju. Wtedy spotkałam wiele starszych kobiet, które śpiewały śpiewem gardłowym. To było zupełnie nowe, zdumiewające doświadczenie. Byłam pod ich wielkim wrażeniem. Zastanawiałam się jak one to robią, że tworzą taki jedyny w swoim rodzaju uduchowiony śpiew. Jak one to robią? Postanowiłam się tego nauczyć. Stało się to jednym z moich celów. Pewnego dnia moja nauczycielka języka inuktituk zaczęła opowiadać na lekcji o śpiewie gardłowym. Bałam się jej spytać, czy zechce mnie go nauczać. W końcu się zdecydowałam i spytałam: czy możesz mnie nauczyć śpiewu gardłowego? A ona odpowiedziała: „Żaden problem, przychodź kiedy chcesz”. Jeszcze tego samego dnia, zaraz po szkole, ja z moją najlepszą przyjaciółką poszłyśmy do jej domu. Była kompletnie zaskoczona! Myślała, że przyjdziemy do niej za tydzień, może za miesiąc, ale nie zaraz tego samego dnia po szkole! Zaczęła uczyć nas jednej piosenki. Nie było łatwo! Z wysiłku bolały nas gardła, nabawiłyśmy się kaszlu.

Kontynuowałam ćwiczenia. Naprawdę, na początku nie mogłam pojąc, czego ona chce mnie nauczyć! Ale próbowałam śpiewać jak ona, przedrzeźniałam ją! Nigdy nie wychodziło mi tak jak jej. Aż pewnego dnia klik! Zaskoczyło. To tak jakby zahaczył się hak rybacki. Trudno to zrozumieć. Poczułam się jak ryba, która właśnie złapała się na taki haczyk i wcale nie chce się z niego zerwać. Czułam się, jakbym odkryła w sobie coś, co siedziało we mnie cały czas. Znalazłam to czego szukałam i okazało się, że to od początku było i jest we mnie.



Przez dłuższy okres czasu nie praktykowałam. Może dopiero po 10 latach zaczęłam z powrotem śpiewać. I przez to jeszcze raz odkryłam, że dar śpiewu gardłowego mnie nie opuścił. On był wciąż we mnie. Nie mogłam rozwikłać tej zagadki. Jedyną rzeczą, jaką mogłam zrobić, to dalej rozwijać swoje umiejętności śpiewania, zwłaszcza że wielu ludzi zaczęło się interesować śpiewem gardłowym. Aż doszło do tego, że pewnego razu zaśpiewałam publicznie w czasie jednej z imprez z cyklu Tydzień Wielokulturowy. Właśnie tak naprawdę od tamtego czasu stałam się zawodową śpiewaczką i tak jest do dziś. Do zostania nią skłoniło mnie również to, że gdy miałam 18 lat, moja nauczycielka zmarła na raka. Ta śmierć była dla mnie dużym przeżyciem, bo tak naprawdę dzięki tej pani mogłam dużo podróżować po świecie, mogłam poznać wiele różnych i ciekawych miejsc. Byłam we Francji, Danii, Wielkiej Brytanii. Z moim śpiewem gardłowym trafiłam również na Grenlandię. I choć jest to kultura bardzo podobna do naszej, mają tam jednak zupełnie niepodobny do naszego sposób śpiewania. W czasie śpiewu, na Grenlandii, jako akompaniamentu używają bębna. Ich pieśni są bardziej uduchowione i nie znają śpiewu gardłowego. Nie mam pojęcia, kiedy go zgubili. (etnologia)



Tuva is a predominantly rural region of Russia located northwest of Mongolia. There, throat - singing is called Khöömei. Singers use a form of circular breathing which allows them to sustain multiple notes for long periods of time. Young Tuvan singers are trained from childhood through a sort of apprentice system to use the folds of the throat as reverberation chambers. Throat - singing in Tuva is almost exclusively practiced by men, although the taboo against women throat-singers, based on the belief that such singing may cause infertility, is gradually being abandoned, and some girls are now learning and performing Khöömei. The Tuvan herder/hunter lifestyle, with its reliance on the natural world and deeply-felt connection to the landscape, is reflected in this Tuvan vocal tradition. With their throat-singing, Tuvans imitate sounds of the natural surroundings--animals, mountains, streams, and the harsh winds of the steppe. Throat - singing was once only a folk tradition, practiced in the windy steppe, but it is now embraced as an emblem of Tuvan identity and more often performed by professionals in formal settings.


Huun-huur-tu

Throat-singing, a guttural style of singing or chanting, is one of the world’s oldest forms of music. For those who think the human voice can produce only one note at a time, the resonant harmonies of throat-singing are surprising. In throat-singing, a singer can produce two or more notes simultaneously through specialized vocalization technique taking advantage of the throat’s resonance characteristics. By precise movements of the lips, tongue, jaw, velum, and larynx, throat-singers produce unique harmonies using only their bodies. Throat-singing is most identified with parts of Central Asia, but it is also practiced in northern Canada and South Africa where the technique takes on different styles and meanings.

This is an incredible CD if you are interested in Tuvanian throat singing.. I first heard of this art form on National Public Radio and if you were looking for the CD featured - this is it! Tuvanian throat singing is a historically rich tradition that involves using the vocal chords to produce high - pitch melodies on top of thick bass lines.. I have never heard anything like it before - it has a definitie tribal aspect to it.. Listen to the selections on this page and you'll see what I'm talking about.. Definitely a good buy if you are into cultural/world music.

link in comments

2 komentarze:

ankh pisze...

link

rapatang pisze...

polecam ta plyte z filmu Genghis Blues (glowna nagroda sundance 2000)
czarny gosc blues man zakochuje sie w muzyce tuwianskiej uczy sie z kaset i radio moskwa 7 czy 9 lat az wkoncu wyjezdza do tuvy cuudowny film cudowna muzyka laczy bluesa i khomai
tu plyta
http://peb.pl/inne-utwory/285454-rapidshare-paul-pena-genghis-blues-piew.html
film jest na osle

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów motywu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.