Our Blog

Jandek - You Walk Alone (1988)



Jest muzyka popularna. I jest tzw. underground, czyli rzeczy, które mass media wciskają nam, przekonując iż to jest nowa fala i niezależność i nie będziemy be, jeśli słuchać będziemy. Potem jest underground właściwy. Tam królem jest Jandek [...]

Pierwsze reakcje na albumy Jandka (...) to: "ten człowiek nie potrafi grać!" "ten człowiek nie potrafi śpiewać!" "tego nie da się słuchać dłużej niż kilka minut!" Od wyjękiwania pomylonych tekstów na tle rozstrojonej gitary do improwizowanego piwnicznego bluesa. Wspaniałe teksty z głębi czaszki, mroczny pogłos, okazjonalnie niezwykłe niespodzianki, a co najważniejsze... totalna, kompletna, tajemnica [...] Po kilku płytach nagranych samotnie (chociaż może był inny gitarzysta, nie wiadomo nam w końcu nic o samych artystach) nagle pojawiają się inni. Jak duchy [...]

Od tego momentu muzyka staje się bardziej wyrazista, zbliżając się niekiedy do zupełnie przystępnych, bluesowych rozjechanych improwizacji - np. płyty "You walk alone" czy "Modern dances". Tym bardziej, że Jandek sięga po elektryczne wiosło, i electric blues gotowy. Jest melodyjnie, momentami zespół ociera się wręcz o "przeboje", z unikalnymi, pięknymi melodiami. Słychać bas, jazdę na dwie gitary, słowem - zespół jak się patrzy. Charakterystyczny jednak pozostaje styl perkusisty, który po prostu uderza jeden bęben po drugim... w końcu, chodzi przecież tylko o rytm.



Mija kilka lat, i kilka naprawdę świetnych muzycznie albumów, oczywiście z "piwniczną"nutką i nie potrafiącym śpiewać, ale bardzo zaangażowanym w swoje introwertyczne teksty jandkiem. Po czym... co się dzieje? Wychodzi w 1992 album "Lost cause". Jedną stronę winyla zajmuje kilka całkiem melodyjnych i ciekawych kompozycji, a drugą wypełnia 15-minutowy zgiełk zatytułowany "The electric end". Jest to po prostu kwadrans hałasu, okrzyków, sprzężeń gitarowych i napierdalania w bębny. Tytuł sugeruje, iż jest to pożegnanie z gitarą elektryczną - i owszem, nigdy potem nie słyszymy elektrycznego Jandka...

Następny album,"Twelth apostle" to znowu rozstrojona gitara, momentami ostro potraktowana dziwacznym echem. I samotny Jandek. Od tego momentu następuje "zlot" w dół. Coraz bardziej osamotniony, śpiewa coraz boleśniej. Trzy albumy, "Put my dream on this planet", "This narrow road", "Worthless recluse" - nagrane... bez instrumentów, z samym tylko człowiekiem, o głosie słyszalnie dojrzalszym, przytłumionym jak zawsze, to recytującym wiersze z głębi podświadomości, to znów próbującym śpiewać do nieistniejącej melodii - świadczą o kryzysie formy i absolutnej apatii.

W 2002 roku - światełko w tunelu - Jandek chwyta gitarę i harmonijkę i wydaje album "I threw you away". Przyjmuje jednak nowy styl - śpiewa naprawdę rozpaczliwie, wyje jak wyklęty duch, tak że połowy słów nie można zrozumieć. A te, które zrozumieć można, są portretem zrozpaczonego i samotnego człowieka. (tekst pochodzi z bloga http://www.wodniczek-muzyka.blog.pl)



Some have described Jandek as the sort of musician who was destined to be a cult phenomenon, though it's quite remarkable that he's managed to attract any following at all. Jandek isn't an artist who has covered his tracks so much as he's struggled to avoid leaving any -- he releases his own albums, he only sells them by mail order, he doesn't talk to the press, he doesn't sit for photographs, and the rare few who've communicated with him can't even get him to admit he is Jandek (he prefers to identity himself as "a representative of Corwood Industries," the name of his self-run record label). This tends to fit the nature of his body of work, which is curious at best, frequently off-putting, and obsessively personal -- Jandek's recordings are dominated by spare, atonal guitar figures, mumbled vocals sometimes punctuated by fevered howls, self-abasing lyrics, minimal chord structures, and chaotic accompaniment (when there is any). However, while Jandek isn't interested in developing a warm relationship with his audience, his commitment to his muse is impressive -- Jandek released more than 45 albums between

1978 and 2006, with no signs that he intends to stop any time in the immediate future. Jandek is believed to be the alias of one Sterling Smith, a resident of Houston, TX, though even this much has never been confirmed by the man from Corwood himself. Jandek's recording career began in 1978 with the release of an album called Ready for the House credited to the Units, though when it was learned there was already an active group called the Units, the billing was changed to Jandek.



The front cover featured an enigmatic photo of a sparsely decorated living room and the back featured only basic information (artist, title, songs, Corwood's P.O. box in Houston) in black type on a white background. In 1981, a second Jandek album appeared, Six and Six, and the cover followed the same format as the first album except that the front cover featured a grainy snapshot of a blank-faced young man. From this point on, Jandek would release at least one album a year (if not more), each following a similar visual template (with the blank young man often appearing in a variety of guises, leading many to believe it was Jandek himself) and offering more difficult, introspective sounds. While Corwood made no headway into record store distribution, the label would sometimes mail boxes of LPs free of charge to interested parties, and college radio stations and independent music zines were regularly serviced with Jandek's latest releases, leading to a mild but persistent buzz about the nearly invisible Texan. Over the years, interest in Jandek grew to the point that some listeners wanted to know just who this man really was, through the artist wasn't giving any clues; in 1999, Texas Monthly reporter Katy Vine spoke with a man from Houston she believed to be Jandek, though he refused to identify himself as such and didn't wish to discuss Jandek's music, though he was clearly familiar with it. In 2003, filmmaker Chad Freidrichs released a documentary about the musician, Jandek on Corwood, but while a "representative of Corwood Industries" cooperated with the production, there were no interviews with Jandek or onscreen signs of his active participation.

On October 17, 2004, at Glasgow, Scotland's Instal Festival (an annual event celebrating experimental music), a tall, slender man in a dark grey shirt, black slacks, and a fedora walked onto the stage and began performing with bassist Richard Youngs and drummer Alex Neilson. While the artist was not announced and he was not identified in the program, word quickly spread that Jandek had made his first documented live appearance at the event, which was later confirmed by fellow Instal participants. Corwood later released a live recording of the show, entitled Glasgow Sunday, and since then Jandek has made a handful of live appearances (most of which were announced in advance) in the United States and Europe, suggesting the most enigmatic figure in American music is has developed a new willingness to ever - so - slightly reveal himself to his audience. (Mark Deming)

link in comments

4 komentarze:

ankh pisze...

link

continuo pisze...

I'm trying this one. I enjoyed your Basquiat post the other day.

Anonimowy pisze...

Witam, Czy gdzieś w ogóle można kupić płyty Jandka? Ktoś wie?
pozdrawiam autora!
michał

jan strach pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów motywu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.