Our Blog

West Coast Pop Art Experimental Band – “Volume Two” (1967)


[PL]

"Volume Two" – oryginalnie wydana przez Reprise Records w 1967 – to jedna z najdziwniejszych płyt psychedelicznych, jakie wyloniły się z morza kwaśnych wizji muzycznych Zachodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Płyta o tyle wyjątkowa, gdyż nagrana bez jakiegokolwiek wpływu środków psychedelicznych, choćby nawet palonej biernie trawy, co wynikało z katolickiego wychowania braci Danny’ego i Shauna Harrisa – stanowiących trzon West Coast Pop Art Experimental Band. Jako, że trzeci kluczowy czlonek zespołu, Michael Lloyd, także stronił od alkoholu i dragów, grupę można uznać za niemal sztandarowy przykład genialnego projektu kilku abstynentów, których los rzucił w dobrą stronę w odpowiednim czasie.

Cała trójka spotkała się w Los Angeles w roku 1962, w momencie, gdy każdy z muzyków mial już pewne doświadczenie koncertowe i studyjne. Michael Lloyd był wcześniej członkiem surfowego combo The New Dimensions, które zmienilo wraz z nadejściem Brytyjskiej inwazji nazwę na The Alley Kats, z której następnie wyłoniła sie garażowa grupa The Rogues, tej zaś udało się ustrzelić 7" singiel "Wanted Dead Or Alive" z kawałkiem "One Day" na stronie B, dla lokalnego labela Living Legend, należącego do producenta Kima Fowleya. W 1999 Kim Fowley wydał winylową kompilację "Underground Animal", dzięki której można w ogóle znaleźć ten absolutnie niedostępny nigdzie kawałek. Bracia Harris zaczynali z kolei od kombinowania w domu z folkowymi melodiami, by następnie kontynuować karierę muzyczną w garazowym zespole o nazwie The Snowmen. Obydwa zespoły znajdowały się w tym samym momencie pod pieczą Kima Fowleya i dzięki temu doszło pod koniec 1962 do stworzenie jednego projektu.

Przełom nastąpił, gdy w 1965 trio natknęło sie na Boba Markleya podczas gigu The Yardbirds w Beverly Hills, który został zorganizowany przez niego w prywatnej willi ze względu na brak pozwolenia na pracę dla Brytyjczyków, który uniemożliwiał im oficjalne koncertowanie. Jak głosi historia, Markley był cwaniakiem, aktorem, piosenkarzem i prawnikiem z wykształcenia, który nie pracował w zawodzie i nie potrafił ani grać, ani śpiewać. Pomimo tego wychował się bogatej rodzinie, gdyż w młodym wieku został zaadoptowany przez milionera naftowego, co pozwoliło mu wcześnie poruszać się po świecie show businessu. Zauroczony przez tabuny łatwych panienek, które pojawiły się na zorganizowanym przez niego gigu i potencjalne topienie w nich swojego członka, natychmiast zauważył swoją szansę, gdy grupa została mu przedstawiona przez Fowleya. Z bomby zaproponował przyjęcie swojej osoby do zespołu, gdzie miał brzdąkać na tamburynie lub stukać na congach (czyli robić cokolwiek) w zamian za załatwianie kontraktów i pieniędzy na studia nagraniowe. W ten trochę popieprzony sposób narodziła się grupa West Coast Pop Art Experimental Band.



"Volume Two" jest najbardziej znaną płytą zespołu głównie ze względu na psychedeliczną balladę "Smell Of Incense" z piękną, rozbudowaną partią gitary elektryczej, wywołującą typowy dla epoki klimat pozbywania się ciężaru ciała. Eteryczne wokale i stylizowane na sitar brzmienie gitar stworzyły tu miły, pigułowy klimat, bardzo charakterystyczny dla całej epoki. Samej płycie towarzyszy bardzo oryginalna okladka, na ktorej bracia Harris i Bob Markley siedzą/leżą półnadzy pod ścianą, sfotografowani przez "rybie oko", w pomieszczeniu przypominającym salę chirurgiczną. Pomimo tego, że Markley zajął większą część tylnej okladki, ani nie zagrał, ani nie zaśpiewał na samej płycie. Od czasu do czasu dostarczał jednak melodeklamacji lub krzyczał. Skomponował też większość tekstów do albumu.

Jego glos przez megafon słyszymy w otwierającym płytę utworze "In The Arena", wprowadzającym nas w klimat płyty. Następnie zostajemy rzuceni w morze dźwięków największego, jak dla mnie, killera, "Suppose They Give A War And No One Comes?". Kawałek startuje antywojennym cytatem z Franklina D. Roosevelta, a potem to już tylko wyrafinowane crescendo gitarowe z przesterem i piekną partią perkusji, budujące w końcu psychedeliczne piekło - doskonałe do tanecznej medytacji, jak i grubego jointa. Strona B płyty składa się z dużej porcji doskonałych, psychedelicznych kawałków o mniejszym natężeniu eksperymentalnym, za to z większym potencjałem koncertowo-tanecznym. W duzej mierze kręcą się one wokół młodych kobiet, dorastania i wyzwalania się z więzów mieszczańskiej moralności. Lekko popowy numer "Queen Nymphet" czy ciężki i dziki "Carte Blanche" to w zasadzie liryczne wariacje tego samego tematu. Fantastycznym przerywnikiem jest "Delicate Fawn", gdzie razem z banjo wkradają sie klimaty bluegrass i muzyki cyrkowej, nie można tego niestety zwalić na żarcie za dużej ilości kwasów.

W swoim czasie płyta ta nie zdobyła sobie wielkiej popularności i dopiero z czasem zostala zauważona przez dziennikarzy muzycznych i kolekcjonerów.To jeden z wielkich fantazmatów tamtej epoki, którego nie da się ogarnąć totalnie za pierwszym razem, ale wraz z głębszym wsłuchaniem można się w nim zakochać. Płytę wznowiono pierwszy raz dopiero w 1987 roku, w Grecji, a w 2001 wydała ją po raz pierwszy na CD amerykańska wytwórnia Sundazed Music. W ostatnich latach dokonano także repressu w USA i w Niemczech, który wciąż można dostać w sklepach muzycznych w Londynie i na eBayu. Jeśli macie dodatkowych kilka groszy i kochacie 60’s psych, koniecznie musicie polożyć swoje łapki na jednym z tłoczeń.


[EN]


"Volume Two" by West Coast Pop Art Experimental Band, originally issued by Reprise Records in 1967, seems to me one of the most unusual psychedelic records, which popped out from the cosmos of West Coast’s acid visions. This album is exceptional for one reason, it was recorded without using any psychoactive agents, not even passive weed smoking – an effect of brothers Shaun and Danny Harris (key members of the group) being brought up in catholic environment. As third member of WCPAEB, Michael Lloyd, never tried to mess with alcohol and drugs either, we can treat them as the great example of an outstanding abstainers’ band, which was thrown in the right way in the right time.

Three, at that time quite experienced, musicians met in Los Angeles in 1962. Michael Lloyd started his career in kind of surf combo, The New Dimensions, which changed it’s name to The Alley Kats, when British invasion got on the top of the charts. That group mutated subsequently into garage band, The Rogues, who found a small time success with 7" single "Wanted Dead Or Alive" b/w "One Day", released by local label Living Legend, owned by producer Kim Fowley. In 1999 Fowley released a vinyl compilation "Underground Animal", which lets us listen to this absolutely obscure gem. Harris Brothers were into folk music at first, playing at home, and then they joined another garage band, The Snowmen. Both groups were produced by Kim Fowley in the same time and in the end of 1962 they just merged

The band had a breakthrough when they got on Bob Markley during The Yardbirds’ gig in Beverly Hills, which he set up in a private property – the only option for the Britons after they were banned from playing official gigs due to the work permit refusal. As the legend says, Markley was a hustler, actor, singer and an educated lawyer, who didn’t work in his profession and he could neither sing, nor act. Apart from that, he’s grown up in a rich family, being adopted in a young age by an oil millionaire, which gave him a pass to the glamorous world of show business. Attracted by whole bunch of easy girls, who turned up on the gig, digging the great possibilities of dick swinging, he immediately recognized his opportunity when meeting young, local group through Fowley. He proposed vaguely that he might have been tapping a tambourine or congas (whatever it took for the girls) in exchange for getting contracts signed and wiring money for studio recording. Hence, in this fucked up way, West Coast Pop Art Experimental Band were born.


"Volume Two" is the most widely recognized record of the group, mostly due to a psychedelic ballad, "Smell Of Incense", with a beautifully arranged, sophisticated electric guitar line, giving you that sort of particular feel when your body is melting in the air on acid. Ethereal vocals and sitar stylized, guitar sound created a very mellow, stoned like vibe, very well corresponding with this period. Record is accompanied by a very original cover, depicting Harris brothers and Bob Markley sitting/laying half-naked by the wall in a place resembling surgery room. Picture was taken using fisheye lens. Although Markley’s face picture occupied most of the back cover, he didn’t play and he didn’t sing anything on the record. However, he composed loads of lyrics for the album and contributed with his recitations and screams as well.

We hear his voice run through a megaphone just when the album opens with “In The Arena” and it’s sucking us up into psychedelic world of WCPAEB. Afterwards we’re being thrown into the sea of sounds, when my favourite tune on this record starts. It’s a killer "Suppose They Give A War And No One Comes?" with quote from Franklin D. Roosevelt, used as an intro, which pulsates with exquisite, fuzzed guitar crescendo and the drums, building up a psychedelic storm – great for a dance meditation or a a phatt joint. Side B contains a couple of awesome psychedelic tracks with less experimental fervour, but with more dance-shaking-head-and-leg-tapping potential instead. They mostly oscilate around young girls, growing up and ripping the bonds of middle class morality. Pop flavoured track "Queen Nymphet" or a heavy and wild "Carte Blanche" are basically lyric variations of the same subject. As a fantastic interlude serves us "Delicate Fawn", where banjo is being brought in, what gives this tune a bit of bluegrass and circus music vibe. Unfortunately, we cannot dump it on dropping too much acid by the band.

At the time of it’s release, this album wasn’t a great commercial success and only with time it became noticed by music journalists and collectors around the world. It’s one of the big phantasms of the epoch, which cannot be embraced as a whole with first listening, however it lets you fall in love with it later. Record was reissued for the firts time in 1987, in Greece and in 2001 it was reissued as a CD by an American label, Sundazed Music. Recently it’s been repressed in USA and in Germany, so you can get your copies in music shops in London or on eBay. If you’d like to spend your money wisely and you love 60’s psych, you definitely have to put your paws on this record.

3 komentarze:

Conradino Beb pisze...

link

peiter pisze...

hm... jakos nigdy nie mogłem się do nich przekonać:(

Conradino Beb pisze...

To dobra kapela z naprawde ciekawym brzmieniem i wieloma fajnymi numerami... ta plyta, to czolowka tego co nagrano w latach '60. Byli malo komercyjni, gdyz mieli popierdolone aranzacje i generalnie dziwny styl, ale czas ich zweryfikowal, jak dla mnie, bardzo pozytywnie.

The Savage Saints Designed by Templateism | Blogger Templates Copyright © 2014

Autor obrazów szablonu: richcano. Obsługiwane przez usługę Blogger.